aktualnosci · 7 min czytania
Michalina
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Był mroźny wieczór, temperatura spadła do minus dziesięciu stopni. Siedziałam na przystanku czekając na nocny autokar do Warszawy, gdy nagle obok mnie przeszła młoda dziewczyna z fryzurą zwracającą na siebie uwagę. Przechodząc spytała tylko, który autobus jedzie do Warszawy. Wskazałam ręką kierunek i poszła tam, po chwili jednak wróciła z informacją, że autobus podjedzie dopiero za pół godziny.
Wiedziałam o tym będąc ciepło ubrana w puchową kurtkę, czapkę i rękawiczki. Spokojnie czekałam, patrząc jednak na nią zastanawiałam się jak dzisiejsza młodzież może być tak nierozsądna, jeśli nie bezmyślna, by ubrać się tak nieodpowiednio do aury.
Dziewczyna nie miała czapki, szalika, ani rękawiczek, tylko kusą kurteczkę, jeansy z dziurami na kolanach i adidasy odsłaniające spory kawał nagiej skóry. Trzęsła się, rozmawiała z kimś przez telefon, powtarzając wciąż, że jest jej zimno. Najpierw z koleżankami, potem chyba z tatą.
Nie pamiętam już, która z nas pierwsza zagaiła. Dowiedziałam się, że ma na głowie perukę. Od początku dziwne wydały mi się jej włosy, takie bujno-sztywne, niepasujące do młodej dziewczyny. Od razu zwróciłam na to uwagę, teraz ona potwierdziła tylko moje przypuszczenia. Jechała do Warszawy, potem do Olsztyna i jeszcze gdzieś dalej.
Autokar w końcu podjechał i wsiadłyśmy. Najpierw ona, potem ja. Byłyśmy jedynymi pasażerkami. W środku było zimno jak w psiarni, nijak nie można było się zagrzać. Sama się jeszcze nie rozbierałam, pocieszając ją, że za chwilę powinno zrobić się cieplej. Usiadła obok, po drugiej stronie przejścia. Zaczęłyśmy rozmawiać.
Część 22 / 2
Ładna dziewczyna z mocno pogmatwanym życiorysem. Siedemnastolatka z takim bagażem życiowych doświadczeń jakich niejeden dorosły nie zaznał. Wracała właśnie z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego do domu na Święta, do domu, w którym nie była kilka lat. Pieniądze na powrót dostała dzisiaj przekazem pocztowym, od taty. Wystarczy jej na bilety i jedzenie.
Kiedyś była dobrą uczennicą, grzeczną dziewczynką, ale wpadła w nieodpowiednie towarzystwo. Środowisko do cna zepsute. Zaczęła pić, ćpać, popadać w coraz skrajniejsze stany emocjonalne i uzależnienie. Gdy rodzice się dowiedzieli, było już za późno. Niczego się nie domyślali, nie zauważyli, że ich ukochana córeczka w wieku niespełna piętnastu lat, a może wcześniej została narkomanką i pijaczką. Że wyprzedawała z bogatego domu wszystko co dało się spieniężyć, aby zdobyć kasę na kolejką działkę koksu, czy amfetaminy. Przy tym alkoholizowała się. Paliła również nałogowo. Nie pytałam o stosunki seksualne, sama też nic nie mówiła.
Słuchałam jak spowiednik spowiedzi młodocianej degeneratki. Mówiła bardzo grzecznie, zwracając się do mnie per pani. Nie oceniałam, tylko słuchałam, myśląc o moich córkach, które kiedyś osiągną jej wiek. Że warto rozmawiać, słuchać o potrzebach własnych dzieci, w porę zauważać niepokojące zmiany.
Przez narkotyki gwałtownie schudła, miała szesnaście kilo niedowagi. Zaczęła garściami tracić włosy, stąd właśnie peruka. Pogorszył się jej drastycznie wzrok, z początkowego minus jeden, w ciągu kilku lat wada wzrosła do minus sześciu. Była