Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 6 min czytania

Między skorą a oddechem

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ja, pani K., idę sobie główną ulicą miasta – tak, jak i ja – K. Jest dwudziesty trzeci marzec, śnieg grubą warstwą zalega skwerki i pobocza dróg. Na głównej ulicy miasta K. nie ma go prawie w ogóle: niechcący ktoś go sprzątnął. Słońce świeci zupełnie już mocno, wiosennie pobudza do życia, a i ludzie chodzą szybciej, energiczniej machają rękami: wiedzą, że zima odejdzie niebawem, i ja to wiem. Łuskam sobie paczuszkę papierosów z mojej pojemnej, żółtej torby, wyciągam jednego i przypalam od niebieskiej zapalniczki, póki jeszcze do szkoły daleko. Szkoła jest nie moja, łączy się z praktykami raczej. Raz w tygodniu zwykłam uczyć licealistów j. pol., którego to j. pol. nigdy nie chciałabym uczyć ich tak naprawdę. W prawdziwym życiu, prywatnym, za pięć, czy może sześć lat. Palę szybko, po pierwsze dlatego, że lubię, a po drugie boję się, żeby na miejscu przeznaczenia nie było znaku mojej słabości. Idę sobie więc tak z tym moim papierosem. Idąc, znajduję czas na pospolite zupełnie delektowanie się chwilą, co mi zawsze wychodzi jakby lepiej, kiedy przyjacielski pan papieros kiwa się regularnie to w prawo, to w lewo w mojej dłoni. Gdy tak zaciągam się i wyciągam, wdycham i wydycham, zawsze jakby więcej widzę, bardziej zajmuje mnie dookolny świat, niż kiedy indziej. Dzięki temu, o tamtym konkretnym czasie, dostrzegam skóry i gazdę. Nie wiem dokładnie, co przykuło moja uwagę, czego oczekiwałam, pragnęłam, a na co liczyłam w tamtym momencie. Podejrzewam, że albo podświadomie odczułam chęć pogłaskania tych resztek żywych wcześniej organizmów, albo znęcił mnie ledwo wyczuwalny zapach, który nie od razu wyłapałam świadomie, który nie od razu skojarzył mi się z czymś kobiecym, wilgotnym, ciepłym. Oto, w jednej z ciemnych bram, miasta K., rozwieszono skóry zwierząt. Przyglądam się im, gładzę nagą ręką, ciepłymi palcami badam ich fakturę. Gazda przygląda mi się mrużąc oczy, on też ćmi sobie papierosa. Słabość jego trwa już dosyć długo, to widać po twarzy. Potargane, przetłuszczone mocno – ale bez śladu siwizny włosy – wymykają się spod wełnianej czapki. Przysuwa się do mnie powoli, acz dosyć konsekwentnie. - Może pani kciałabyk zobocyć hańsze skóry? Mom tutej takie, com bardzi siem pani spodobajom. - Dlaczego? Jak wyglądają? – pytam, dosyć już zaintrygowana tonem jego głosu. - Prose za mnom, daly bramom – kiep niebezpiecznie chwieje się w kąciku jego ust. Prószy dymem na lewo i prawo – Tam, popod temi skórami. Pani paczy! Specyficzna atmosfera tam panowała. I zapach. Oprócz typowej tutaj woni szczyny i wiatru, mój…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Między skorą a oddechem — czytnik · opowiadania