Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 3 min czytania

Między zachodem, a wschodem...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W szarordzawym półcieniu zachodu odpływa kolejny dzień. Umysł skrywa się w ciemnogłębi słodkiego zapomnienia, ucieka ze świata, pozostawiając jedynie marzenia. Księżyc - leń, jakby od niechcenia wylewając się na niebo, ze słońcem się zmienia...

Światła gasną, świat zwalnia swój bieg, zasypia, okrywa się mrokiem. Ostatnie promyki słońca uciekają po niebie przed białym rydwanem. On ściąga ze sobą wszystkie smutki i żale, kryje je przed ludzkim okiem, przykrywa kurtyną marzeń. Przynosi sny. Zawsze dziwne, wiecznie niepoznane...

Słone krople zmywają grzechy minionego dnia niewidzialnym deszczem. Sen przychodzi z chłodem samotności, bez wpływu mojej woli, żyje własnym życiem. Dla innych jest fikcją, gdy dla mnie jest wieszczem, który wizjami z przyszłości trzyma mnie w swojej niewoli...

Nauczyłem się go słuchać, rozumieć słowa, które zawsze są zagadką. Tak zawiłą, tak dziwną, że prawie nikt nic nie rozumie... Dlaczego? Przecież jego słowa są jasne. Jak w rozmowie z matką, czule, delikatnie wyjaśnia co przyszłość niesie ku mnie.

Ciemność... Zawsze zbyt szybko przemija, by się nią nasycić... By nacieszyć się tym, co trwa pod jej osłoną. Wydarzenia tak subtelne, że aż trudno je wychwycić.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Między zachodem, a wschodem... — czytnik · opowiadania