Komedia · 5 min czytania
Miejski savoir vivre - chodnikowa charakterologia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W roku 19 56 wydano w Polsce książkę „Miejski savoir vivre”. W ubiegłym tygodniu mieliśmy okazję zapoznać się z jej odświeżoną wersją. Nowa pozycja została wydana w październiku bieżącego roku przez wydawnictwo WPW. Co niechętnie przyznają właściciele wydawnictwa, skrót oznacza Wychowanie przez Wyrachowanie.
Książka posiada w swoim zbiorze ponad sto stron bogato ilustrowanych, na których autorzy Paulina Warchocka i Mateusz Kanieszpolski prezentują dostosowane do bieżących czasów wskazówki dla wszystkich chcących odnaleźć się w gąszczu śródmiejskiej dżungli.
Zamysłem autorów jest podanie przydatnych wskazówek chronologicznie, a zatem od przyjazdu do miasta po moment szczęśliwego opuszczenia jego bram z pragnieniem powrotu po więcej. Szanując ten porządek i nie chcąc uprzedzać akcji w rozwinięciu poradnika przybliżam ustęp pierwszego rozdziału zatytułowanego „Pierwsze kroki w mieście”.
Autorzy proponują w nim przetestowanie kilku strategii w celu wyboru jednej, najlepiej pasującej do naszej fizjonomii, natury i osobowości. Celem jest wykreowanie wokół siebie przestrzeni zapewniającej nie skrępowane smakowanie błogostanu miasta.
Rozmowny Metoda zakłada użycie gadżetów technologicznych typu słuchawki, zestaw głośnomówiący lub obecność osoby towarzyszącej. Dzięki tym dodatkom możemy ruszać w miasto w szpalerze bez obaw o przestrzeń na chodniku. Osoby idące z naprzeciwka będą odbierały nas jako zaangażowane w proces komunikacji co czyni nas niezdolnym lub przynajmniej ograniczonym w percypowaniu najbliższych metrów przed nimi. Daje to szansę na bezceremonialne i bezpardonowe zcieranie się z przechodniami. Wariant, w którym wykorzystujemy znajomych daje nam liczebną i psychologiczną przewagę co pozwala na beztroską chodnikową szarże. Rozpostarte ramiona prawdziwej i niepohamowanej wolności stają się świadectwem naszej zgłębionej analizy nurtu miasta.
Turysta Metoda ta pozwala na swobodną eksplorację wystaw sklepowych czy też architektonicznych zdobień miasta bez wchodzenia w szczegóły trotuaru, którym stąpamy. Taktyka ta jest przydatna szczególnie dla uosobień marzycielskich, szukających weny i treści do późniejszego wykorzystania w domowym zaciszu. Gadżetem charakterystycznym, przydatnym w tej metodzie jest duży aparat cyfrowy zawieszony na szyi. Stanowi on znak rozpoznawczy nieobecnego turysty, któremu wybacza się więcej, skoro autochtonom, ku ich uciesze, nie wadzi na co…