Inne · 3 min czytania
Mijanie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Sowie i Lisowi – aby nie minęli się po raz drugi.
„Każdy z nas jest Aniołem z jednym skrzydłem. Jeśli chcemy pofrunąć, musimy wziąć się w objęcia.” [Luciano De Crescenzo]
Szary dzień. Szare niebo, szare miasto, szara ulica. Szarzy ludzie w szarych płaszczach. Tylko my pół-szarzy, jakby ktoś kredkami domalował nam kolory. Albo domalowaliśmy je sami. Kiedyś. Widzę Ciebie na końcu długiej ulicy i od razu wiem, że to Ty. Brunetka, niziutka, w okularkach, krągła gdzie trzeba. Ty. Sowa. Niesiesz bukiet świeżo zerwanego białego bzu. Żałuję, że nie dostałaś go ode mnie. Zbliżamy się ku sobie, jakby wokół nie było szarych ludzi i w końcu spotyka się nasz wzrok. Posyłam Ci uśmiech, obdarzam połową pocałunku, nie mając odwagi dać Ci go w całości. Odpowiadasz tym samym, przy powitaniu nazywając mnie Lisem. Twoim Lisem. Za chwilę miniemy się jak starzy znajomi i być może już nigdy nasze ścieżki się nie skrzyżują. Nagle wiem, że chciałbym Cię zatrzymać, że dojrzałem już do tego, żeby z Tobą patrzeć w gwiazdy. Nie chcę Cię minąć. Jedyny sposób, aby się nie minąć, to wziąć się za ręce. Szybko chwytam Twoją dłoń. Przypominam sobie, że