Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 15 min czytania

Mikołajki

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W zasadzie to nie lubię żadnych świąt. Prawie zawsze ludzie cieszą się z niewiadomo czego i niewiadomo czym. Wszystko to po to by móc się schlać a potem usprawiedliwić się przed szefem, że to święta i nie można było nie pić. Denerwuje mnie świąteczna atmosfera, te wszystkie błyszczące ozdoby i ludzie zewsząd wciskający mi kit, że to niby jest wesoło, miło i cudownie. Nie, nie jest wesoło, miło i cudownie. Przynajmniej nie mnie. Problemy w domu, problemy na uczelni, problemy z kompem, ale za to przynajmniej brak problemów z kobietami. Jak to mówią, najlepszym sposobem unikania problemów z płcią przeciwną jest stronienie od płci przeciwnej? Znów patrzę przez okno na świeży śnieg, to jakoś tak pozytywnie mnie dostraja. Czuję się trochę lepiej niż zwykle, a to już dużo. Odruchowo spoglądam na zegarek i odruchowo odwracam głowę, bo przypominam sobie, że wciąż nie kupiłem nowego po ostatniej wigilii. Dokładnie taka sama sytuacja powtarza się, gdy spoglądam na rękę. Pieprzone duchy, mogłyby przynajmniej raz nie zepsuć mi zegarka. W końcu zmęczony odruchowymi odruchami idę do kuchni wziąć coś do wchrzamania i spojrzeć na zegarek. Już ósma? Jak ten czas leci. Już ponad połowa weekendu minęła a ja nic nie zrobiłem. - Spojrzałem w stronę komórki, oblizując się na myśl, co jest w środku. - Szkoda że i tak już nic dzisiaj nie zrobię. - Wziąłem bułkę i skierowałem swoje kroki do pokoju. Klapnąłem sobie przy złomie i przy symfonii brzdąknięć i szumów udało mi się go odpalić. - No to trzeba by było sprawdzić czy ktoś jakimś cudownie magicznym sposobem został dziś w domu. - Stwierdziłem do siebie i odpaliłem Koma, czyli komunikator internetowy. - Szlag! - Powiedziałem i pomyślałem. Nikogo nie ma, a opisy, jakie znalazłem w mojej liście kontaktów były tendencyjne, tzn. "Wyszedłem się upić", "Jampreza" i takie tam. Po odpaleniu Power Koma, czyli komara, zorientowałem się, że nikt nawet się nie ukrywa. - Żadnej, pieprzonej konspiry. - Zdołowany odłączyłem się od sieci włączyłem jakąś muzykę. W tej samej chwili zadzwonił telefon. Prawą ręką poniosłem słuchawkę a lewą wyłączyłem głośniki. - Halo. - Powiedziałem w eter z maksymalnym zainteresowaniem jakie udało mi się z siebie wykrzesać. - Dobry wieczór. Dzwonię z firmy "WCF", czy rozmawiam z panem Krzysztofem Orliczem? - Głos należał do przepracowanej, lekko zachrypniętej kobiety, zdawało się, że dochodzi zza grobu. - Tak, to ja. Może pani powtórzyć, z jakiej firmy pani dzwoni? - "WCF". "Wszystko Co Fantastyczne". Już dwukrotnie był pan naszym klientem. - Zrozumiałem. Nie chciałem, ale zrozumiałem. - Tak. Co tym razem? - Zapytałem znudzony. - Będzie miał pan dzisiaj trzech gości. Ducha poprzednich świąt, niejakiego Maksymiliana Imprezkę, ducha obecnych świąt, Świętego Mikołaja i ducha przyszłych świąt, Mrocznego "Bajonga" Kosiarza. - Super. Aż się ucieszyłem. - Dziękuję. Mam pytanie. - Wymyśliłem coś odlotowego. - Tak? - Czy mogą przyjść wszyscy naraz? - Zaraz sprawdzę. - Chwila "rozluźniającej", kiczowatej muzyki. - Tak, zgodnie z paragrafem czternastym, ustęp drugi, kodeksu postępowania z oświeconymi, ma pan prawo o to poprosić i może to zostać zorganizowane. - Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem, myślałem raczej o krótkim tak lub nie. - Dobrze, więc, proszę o zorganizowanie tego w taki sposób. Dziękuję. - Kobieta rozłączyła się. Nieźle, więc mam gości. Pomyślałem o komórce, miałem nadzieję, że starczy to mi na trochę dłużej, no, ale skoro tacy goście mają przyjść to trzeba ich ugościć. Zadzwoniłem do mojego znajomego prawnika i po długiej rozmowie na temat prawa zaświatów, zacząłem przygotowywać "asortyment". Krzątałem się kilkanaście minut, a następnie położyłem się przed telewizorem z jakimś jedzeniem, żeby się najeść i chwilę przespać. Budzik w starym pudle nastawiłem na za piętnaście dwunasta, wchłonąłem żarcie i walnąłem się spać. Telewizor rozryczał się na całe mieszkanie, a że północ to już stosunkowo późna godzina na tej wsi, w której mieszkam, to pewni słychać go było aż pod horyzont. Zwinnym ruchem cegły, dzięki mojemu refleksowi szachisty wyłączyłem głos. Oczywiście wcześniej, co najmniej dwa razy spadł mi pilot, lecz w końcu zaległa szumiąca cisza. Wziąłem głęboki oddech i rozlałem wódkę do kielonków, następnie przykryłem je podstawkami do piwa żeby nie wietrzały, ściszyłem telewizor, rozsiadłem się w fotelu i postanowiłem czekać. Psss. - Otwarłem piwo. - Puff. - Na fotelu obok coś puffnęło - Cześć Maks. - Witaj. Co to? Jakaś imprezka? - Tak, jesteś pierwszym gościem, teraz musimy zaczekać na resztę. - O. Jaka resztę? - Spytał zdziwiony duch świąt zeszłych. - Mikołaja i kosiarza. - Skąd wiesz, że mają do ciebie przyjść? - Zadzwonili do mnie z twojej firmy. Pełna kulturka, nie to co kiedyś. - Aha. - No. - Rzuciłem jedno piwo w stronę sąsiedniego fotela. Na całe szczęście Maks miał więcej refleksu niż ja i zdołał je złapać. - Smacznego. Spojrzałem na stój uginający się pod tym jadłem i piciem. No dobra, ale dwie pizze i wór chipsów to i tak dużo, co nie? Dwie srebrne, półprzeźroczyste butelki wodnej łódki Bols, skrzyły się w świetle telewizora, otoczone wataha aluminiowych puszek o wzorach wszelakich, stanowiły świetne udekorowanie stołu. - To jak ci mija życie? - Spytał Maks pomiędzy jednym a drugim chipsem. - Powoli i do dupy. - Odparłem. - Wszystko to jeden wielki kicz. - Ech. Ty znowu zaczynasz? Rok już minął od naszego ostatniego spotkania, nie przydarzyło ci się nic, co by było warte uwagi. - Nope. - Jaktotak? Przecież jesteś młody, ładny... - Khm. - Wyraziście kaszlnąłem. - No... Inteligentny, zaradny. Więc nie wierzę, że nic ciekawego ci się nie przydarzyło w ciągu minionego roku. - Hm. Nic się w moim życiu ciekawego nie dzieje i to już od dobrych dwudziestu jeden prawie lat. - Co? - No przecież mówię. Dwadzieścia prawie jeden lat temu się urodziłem i od tego czasu wieje nudą. Nagle Maks poderwał się z miejsca. - Muszę już iść, zaraz przyjdzie... - Nigdzie nie idziesz. - To nie była prośba tylko rozkaz. - ? - Grymas na twarzy ducha był dość zabawny. - Zgodnie z prawem twojej firmy, mam prawo tak długo cię przetrzymać, aż uznam, że wypełniłeś swoje zadanie. A na moje oko to obie flaszki jeszcze są pełne. - Wyszczerzyłem ząbki. - A skąd ty to wiesz? - Od znajomego prawnika, dzisiaj z nim rozmawiałem. Nagle zza okna dobiegło nas dzwonienie dzwoneczków i zbliżający się stukot kopyt. Otwarłem okno a po drugiej stronie, na unoszących się w powietrzu saniach stał gruby facet w czerwonej piżamie i powtarzał w kółko "Ho! Ho! Ho!" - Odpuść sobie tę bajkę Mikoś, Krzysiek jest już uświadomiony! - To krzyknął Maks. - Ho! Ho... Maks? Maks Imprezka? Czy to moje stare uszy mnie mylą? - Beczka wtoczyła się przez okno, kulturalnie uderzając kolanem o parapet i nadrywając lekko firankę w desperackiej próbie obrony przed dalszym upadkiem. Po krótkiej walce z otoczeniem facet w piżamie rozwalił się na moim fotelu, ja siadłem obok. - To wy się znacie? - Zapytałem zdziwiony bezpośredniością gości. - Tak. Z Mikosiem byliśmy razem na duchowych studiach. - Maks zwrócił się w stronę Mikołaja. - Wiedziałem, że się…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Mikołajki — czytnik · opowiadania