Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Dla dzieci · 11 min czytania

Mikstura życia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dawno, dawno temu, w małym domku na skraju lasu mieszkali brat i siostra. Brat miał na imię Piotrek i miał dwanaście lat, a siostra miała na imię Magda i miała sześć lat. Mieli tylko matkę, która była ciężko chora. Rodzeństwo plotło wiklinowe koszyki, robiło na drutach, haftowało, a te robótki ręczne Piotrek sprzedawał potem na targu. Dzieci bardzo kochały swoją matkę i opiekowały się nią, ponieważ nie mogła chodzić, jedynie leżała, a dzieciom nie mogła dać nic więcej prócz miłości. Kiedy Piotrek biegał do miasta po lekarstwa, Magda siedziała przy matce i rozmawiała z nią. Pewnego razu Piotrek wrócił cały rozpromieniony i wykrzyknął: – Mamusiu, te zioła, kupiłem je od staruszki, która stała i sprzedawała niedaleko nas najprzeróżniejsze zioła, te na pewno ci pomogą. – Oj, synku, gdyby tak było.... Dobrze, zaparz mi te ziółka, proszę – powiedziała matka. Kiedy Piotrek postawił zaparzone zioła na stole przed chorą matką, coś zabłysło, coś huknęło! Matka wzięła jeden łyk, wstała, zrobiła kilka kroków... Magda i Piotrek bardzo się ucieszyli, lecz ich radość nie trwała długo, bowiem po chwili matka upadła nieprzytomna na ziemię. – I co zrobiłeś?! Czemu kupiłeś te zioła?! Teraz widzisz, co się stało! – krzyczała Magda na brata. Nagle ze szklanki z ziołami wyleciała para, a wraz z nią staruszka, od której Piotrek kupił lekarstwo. – Ha, ha, ha , jestem czarownicą – krzyczała. – Biedny Piotruś kupił złe ziółka dla mamusi i teraz nie wie, co zrobić – szydziła wiedźma. Przestraszone dzieci przytuliły się do siebie. – Przestań, czarownico – nagle rozległ się jakiś głos nie wiadomo skąd i wtedy czarownica śmiejąc się szyderczo, znikła. Nagle pojawiła się dobra wróżka, to był jej głos. – Nie bójcie się, dzieci – przemówiła tak uspokajająco i tak czule, że dzieci przestały się bać. – Możecie jeszcze uratować matkę. Na samym szczycie zamku tej wiedźmy stoi mikstura, która może ją ocalić. Jeżeli weźmiecie więcej mikstury, przywróci ona zdrowie waszej mamie. Mikstura jest pilnie strzeżona, więc uważajcie .... lecz odwagi! Daję wam mapę, jak dojść do zamku – po tych słowach wróżka rozpłynęła się w powietrzu. – Wróżko, zaczekaj – zawołała Magda, lecz wróżki już nie było. – O, nie – powiedział Piotrek zrozpaczony spoglądając na mapę. – Nie jestem dobry z geografii. Ale ... jakoś damy sobie radę. – Piotruś zawsze da sobie radę – pochwaliła go Magda. – Powiedziałem, że damy sobie radę, a nie dam sobie radę. – Piotrusiu, kiedy wyruszamy w drogę? – Jak to kiedy?! Teraz! Magda i Piotrek wzięli swoje plecaki, zapakowali do nich kanapki i napełnili butelki piciem. Ze łzami w oczach pocałowali nieprzytomną matkę i wyszli przed dom. – O ile się nie mylę, to musimy iść w kierunku miasta i przejść przez nie, a potem ..... – Potem to będziesz się zastanawiał, gdzie iść. Dzieci ruszyły w kierunku miasta. – A nie mówiłam ci, Piotrek, że wróżki i czarownice istnieją?! – No, dobrze, już dobrze, mówiłaś, istnieją – odpowiedział Piotrek. Dalej szli w milczeniu. Myśleli, czy uda im się uratować matkę. Przeszli nad strumykiem, przez łąkę, która rozkwitła właśnie kolorami tęczy, bo była wiosna. Wdychając słodką woń kwiatów, nie mogli oprzeć się pokusie zatrzymania się i popatrzenia na tę piękną przyrodę. Jakby rozumiejąc nawzajem swoje myśli, dzieci usiadły w cieniu pod jabłonką. – Piotrek, czy to nie jest przypadkiem czas na drugie śniadanie? – zapytała Magda. – No, tak. Dopiero teraz poczułem, że jestem głodny. Rozpakowali swoje kanapki. – Piotrusiu, to wszystko jest takie niezwykłe i zarazem smutne. Jak myślisz, uda nam się uratować mamusię? – Uda się – odpowiedział niepewnym głosem Piotrek. Rodzeństwo zapomniało na chwilę o swoim zmartwieniu. Przypatrywało się pracy pszczół. Jakże przyjemnie było patrzeć, jak zapylają kwiaty i słuchać, jak bzyczą radośnie o tym, że nastała wiosna. – Madziu, zobacz, ta pszczoła to chyba królowa – mówił Piotrek – leci na czele i wygląda, jakby wydawała polecenia swoim poddanym. – Rzeczywiście – odparła Magda. – Tyle razy obserwowałam pszczoły, ale nigdy jeszcze nie zorientowałam się, która to królowa. Nagle chłodny, wiosenny deszczyk przerwał dzieciom podziwianie przyrody. – Całkiem zapomnieliśmy, jaki jest nasz cel – powiedział Piotrek. – Chodźmy w dalszą drogę. Magda i Piotrek weszli do miasta. Magda nie była przyzwyczajona do tylu ludzi i przejście przez gwarne ulice było dla niej sporym przeżyciem. W mieście nie zatrzymywali się, z wyjątkiem, kiedy Piotrek musiał spojrzeć na mapę. – Teraz skręcamy w ulicę Starych Domków, potem w prawo w ulicę Kasztanową. Idziemy prosto, aż wejdziemy w pole, a potem będzie wielki las..... prawie na pół mapy! A w tym lesie.... jeju, tam jest już zamczysko tej wiedźmy! – To już niedaleko? – Nie, Madziu, daleko – odrzekł Piotrek. – Spójrz na mapę, zobacz, jaki wielki jest ten las. – Rzeczywiście daleko. Rodzeństwo szło, aż doszło do pola. Nadchodził zmierzch, a dzieci były już zmęczone. – Piotrusiu, prześpijmy się tutaj – poprosiła Magda. – Dobrze, ale nie wiem, czy jest to bezpieczne. Magda i Piotrek rozłożyli się na snopku siana. Zrobiło się zimniej i ciemniej. Z oddali widać było las,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Mikstura życia — czytnik · opowiadania