Biografia · 4 min czytania
Milczące sterty węgla
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Podciągnął koszulę powyżej pępka i położył się na ziemi.
Jego oczy naszpikowane były obłędem. Ręce trzęsły mu się nadal z amplitudą kilku centymetrów na wspomnienie jasnowłosej lodziarki w cielistych podkolanówkach. Tej, której smukłą, obiecującą laskowe orzechy twarzyczkę oglądał codziennie rano przez ostatnie pół roku. Tej, która nie chciała się do niego uśmiechnąć tak jak lody truskawkowe, które podawała każdemu.
Tymczasem lokomotywa ruszyła z miejsca. Żelazny potwór powoli rozpędzał się z hukiem do maksymalnej prędkości. Maszynista wykonywał właśnie swój pierwszy kurs i nie potrafił dostatecznie zapanować nad pojazdem. Przeraźliwy pisk zwiastował okolicznym wiewiórkom próbę hamowania. Pociąg nie zdążył jednak zatrzymać swego metalowego cielska zanim nie dojechał do leżącego nieopodal kolędnika.
Jakiekolwiek zmartwienie związane z tą sprawą było zupełnie poza zasięgiem psychiki kolejarza. Jego matkę całe miasteczko znało jako perwersyjną prostytutkę kochającą się na stojąco. Często robiła to owinięta dywanem. Zanim dzieciak skończył trzynaście lat, zdążyła pozbawić go wszelkich zasad moralnych i sumienia, którego zresztą i tak nie odziedziczył zbyt wiele po hiszpańskim marynarzu, podejrzewanym o ojcostwo.
Już jako mały chłopiec doprowadził do odnalezienia żydowskiego sklepikarza, który podczas okupacji schronił się za piecem z węglem. Młodzieniec tak długo pieścił go rozżarzonym pogrzebaczem po udach, aż tamten zaczął piszczeć głośniej niż rżnięta dziewica. Niewyżyci, spragnieni krwi gestapowcy dorwali go niezwłocznie, a następnie zaciągnęli do izolatki. Wyszli z niej po trzech godzinach z jego ubraniem, a sklepikarza oko ludzkie już więcej nie zobaczyło. Podobno do dziś zjadają go mrówki.
Po takim spędzaniu czasu w piaskownicy, wyprany emocjonalnie maszynista ani na chwilę nie przejął się śmiercią nieszczęśliwie zakochanego…