Romans · 7 min czytania
Milena cz.I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Mia – Milena, chcesz zostać tutaj ze mną? Chciałabym wierzyć, że miejsca, do których zmierzasz są Ci przychylne. Czy nad ranem znów wrócisz do mnie poobijana i ociekająca śliną oraz krwią? A ja znów Cię przyjmę. Twój zmęczony uśmiech i przygniecione ciężkimi powiekami fiołkowe oczy. Twoje ciemne włosy splątane i pachnące nasieniem. Drobne ciało niezbyt skryte pod lekką czerwona sukienką oraz małe stopy wciśnięte w lakierowane pantofelki. To chyba jest miłość, prawda? Kocham Cię, choć ty mnie pewnie nie. Nie potrafię się od Ciebie uwolnić kochana, wiesz o tym dobrze i wykorzystujesz tę moją słabość najokrutniej jak tylko możesz. Śmiejesz się ze mnie w duchu, tak jak tylko ty potrafisz: dźwięcznie i hipnotycznie językiem żmii w ustach małej dziewczynki. Właściwie to ty wciąż nią jesteś. Moją małą lolitką, nimfetką, wyrachowaną kurewką. Moją córką, siostrą, kochanką, moim sercem, które powoli marnieje na moich oczach. Pragniesz, by Cię zapamiętano w jak najgorszy sposób. Naprawdę tak bardzo siebie nienawidzisz? Chodź! Wpadnij w me ramiona! Utulę Cię i uwolnię od bólu. Umrzyjmy razem. Ja i Ty. Zamykam oczy. Widzę Cię i tych wszystkich mężczyzn wkładających swe ociekające pożądaniem lędźwie w otwory Twego ciała. Wyginasz się i jęczysz z trującej rozkoszy obezwładniona orgazmem jak narkotykiem. Jesteś zwierzątkiem wszystkich i tylko Ja jestem Twoim, Mia!
Kolejny papieros zgasł, zegar wybił północ. Nie mogę spać, bo wiem, że i tak się tu w końcu zjawisz. Jeśli Ci nie otworzę spędzisz noc na wycieraczce pod moimi drzwiami. Przez Ciebie Ty pieprzona szmato znów zarwę noc!
Pukasz krótko po godzinie trzeciej. Cicho i nieśmiało wiedząc, że i tak pobiegnę na złamanie karku, by Cię wpuścić. Uchylam drzwi i widzę jak pijana ledwo trzymasz się na nogach, Twoja sukienka jest podarta i zabrudzona. Patrzysz na mnie buńczucznie, uśmiechasz się złośliwie… - Czekałaś, prawda? – Mówisz jak zwykle zamiast „dzień dobry”, „dobry wieczór”, zamiast „przepraszam”, zamiast „proszę”… - Czekałam – Nie umiem przed Tobą kłamać. W zamian otrzymuję znów ten sam złośliwy uśmiech. - To dobrze. Wchodzisz odtrącając mnie. Twoje wyrachowanie… nie, Twoja samolubność przyprawia mnie o mdłości. Mimo to wciąż nie potrafię Cię stąd wyrzucić. - Idę się umyć, zrób coś do jedzenia. – Rzucając przez ramię nawet tak błahe słowa wyczuwalny jest w nich jad. Mrużę powieki ogłupiona tą trucizną i idę do kuchni.
Patrzę jak jesz, a wręcz opychasz się pieczonym chlebem i smażonym serem zapijając to wszystko łapczywie sokiem. Patrzę na Ciebie… Na małe dłonie z równo przypiłowanymi paznokciami pomalowanymi czerwonym lakierem. Na pełne wargi i długi różowy język powoli przesuwający się najpierw w prawo, potem w lewo zlizując z ust okruszki pieczywa. Nawet to jest u Ciebie w pewien sposób perwersyjne Milena. Wciągam głęboko powietrze i czuję zapach Twoich perfum; słodka kwiatowa kompozycja. Moje nogi zaczynają drżeć, serce bić szybciej. Tysiące wyimaginowanych, złotych światełek sprawia, że wiruje i szumi mi w głowie. Nie dostrzegasz tych zmian. Nieważne, że co jakiś czas zerkasz na mnie z ukosa spod długich, gęstych rzęs. Widzisz we mnie tylko kolejną uwiedzioną osobę, która zrobi dla Ciebie wszystko. Kolejną żałosną kobietę po czterdziestce spełnioną zawodowa, niespełnioną emocjonalnie… Kobietę porzuconą przez męża, kobietę zaniedbywaną, kobietę zniewoloną… Mia- Milena! Moja heroina!
Wstajesz, a moje