Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 6 min czytania

Milka c.d.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

[b]Milka[/b] c.d.

Taśma nadal stała. Nadzorujący ją Hakim dyskutował o czymś zawzięcie z młodym Chińczykiem, dowożącym akcesoria z magazynu. Jasne, znowu czegoś zabrakło. Zamówienia rzucano na halę bądź wycofywano bez uprzedzenia. Magazyn często w ogóle o niczym nie wiedział. Nadzorujący biegali do magazynierów z obłędem w oczach, gdyż jeżeli taśmy stały zbyt długo, nie zmieniano systemu, lecz nadzorujących. W chaosie i pośpiechu, dostarczanych na taśmę akcesoriów było zawsze za dużo bądź za mało.

Milka, znudzona, przestała śledzić miotającego się bezradnie Hakima i zaczęła stroić małpie miny do informatyków, siedzących przed monitorami dobre 20 metrów dalej. Wojtek porzucił wiersz i wpatrywał się zafascynowany w demonstrację potęgi kobiecego sex-appealu. Czterech dorosłych facetów, każdy między 30-ką a 40-ką, ojców rodzin, biorących za swe usługi co najmniej 25 euro za godzinę, porzuciło pracę i oddało się zabawie z Milką. Pokazywali języki, trzepotali policzkami, wykrzywiali twarze w groteskowe maski. Milka była zachwycona, informatycy szczęśliwi, a Wojtek-poeta, Wojtek-obserwator życia, chwycił czystą kartkę papieru i kreślił na niej strofy nowego wiersza.

Taśma ruszyła, a kojące kaa-bum skanera znowu uśpiło Wojtka. - ... nie ma telefonu - głos Milki wyrwał go z błogiego odrętwienia. Ocknął się i spojrzał wzdłuż stołów. Sześć stojących przy nich osób wpatrywało się w niego z natężeniem. Nikt nie pracował, taśma znowu stała i czekała na rozwiązanie kolejnego z dziesiątek minikryzysów. Poczuł nieprzyjemne mrowienie na karku. Umysł, błądzący dotąd w labiryncie wyobraźni, błyskawicznie odtworzył pierwszą część zdania: "W jednym pudełku..." - W którym pudełku? - spytał spanikowany. - Nie wiem - Milka wzruszyła obojętnie ramionami. - Którymś. Już jakiś czas temu. Jak spod ziemi wyrósł przy nich Sam, 33-letni Surinamczyk. Miał ciemnobrązową skórę i przystrzyżone na Hitlera, sztywne jak szczotka ryżowa wąsy. Nosił tytuł Quality supervisor i mógł wszystko: zatrzymać taśmę, zmienić konfigurację akcesoriów, co oznaczało przepakowanie kilkuset kartonów, wywalić Wojtka na zbity pysk z fabryki za karygodne zaniedbanie obowiązków, cokolwiek by to miało znaczyć. Położył czarną łapę na plecach Milki i przesuwał ją powoli w dół, w kierunku wychodzących ze spodni różowych stringów. - Co się tu dzieje? Dlaczego postawiłeś na paletę puste pudełko? - spytał surowo. Wojtkowi chciało się wyć. Wiedział już, że wszystko będzie na niego. Nie miało absolutnie znaczenia, że to Milka, nie Wojtek, była odpowiedzialna za prawidłową zawartość pudełka i że rozmyślnie odczekała jakiś czas, żeby to bez telefonu znalazło się pośrodku palety. Ani to, że…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Milka c.d. — czytnik · opowiadania