Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 14 min czytania

Miłość albo życie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Smuga księżycowego blasku wciskała się do pokoju przez niedokładnie zsunięte zasłony. Padała dokładnie na wierzchołek bioder Lidii. Wycinała ich łagodny kształt i rzucała ostrym cieniem na ścianę. Darek pomyślał, że niewiele jest piękniejszych widoków od zarysu ciała leżącej na boku kobiety. Nie bez powodu tylu genialnych malarzy uwieczniało niewiasty w tej pozycji. Niezmiennie zachwycony, wpatrywał się w dwa opadające zbocza. Jedno kończyło się raptownie wąwozem talii, drugie spływało łagodniej, długą granią ud. Okryte cienką materią prześcieradła, wyglądały jak pokryte warstwą śniegu. Przez moment wahał się, a po chwili pociągnął delikatnie tkaninę. Zsunęła się płynnie niczym schodząca lawina. Widok który odkryła odebrał Darkowi dech i wenę do tworzenia dalszych alpinistycznych porównań. - Mhmm... – Lidia cicho zamruczała, rozespana. Przewróciła się na brzuch jednym ruchem burząc całą rzeźbę terenu. W miejsce wysokogórskich trawersów proponowała palcom Darka Przyjemny spacer po dwóch bliźniaczych pagórkach. Odwrócił się na wznak. To nie był to dobry czas na takie przechadzki. Czuł się podle i nieswojo. Dopóki ich związek ograniczał się do rozmów, wspólnych wypraw i łóżkowych zabaw, wszystko było w porządku. Jednak od pewnego czasu wyczuwał, że Lidka poszła krok dalej. Widział to w jej oczach, gestach, słyszał w słowach. On sam nie był gotowy na poważny układ, nie był pewny swego zaangażowania, ani swych uczuć. Nie wiedział czy kiedykolwiek będzie gotowy. Nie bardzo interesowały go stałe związki. Niby wszystko było jak zawsze. Kochali się pełni entuzjazmu i czułości, ale Darek nie mógł się pozbyć myśli, że Lidka nie jest tą, przy której pragnąłby się budzić co rano. Tej nocy postanowił podjąć decyzję. Wpatrywał się w sufit z ciężkim sercem myśląc o nieuchronnie Nadchodzącym poranku

Zalewał wodą kawę układając sobie w głowie tekst rozmowy. Nie znosił takich sytuacji. Mieszał napar jakby chciał wydrapać łyżeczką dno kubka. Lidka weszła do kuchni. Brała prysznic i założyła jego bokserski, satynowy szlafrok. Kupił go na jakiejś pięściarskiej gali. Sięgał jej do kostek, owinęła się nim niemal dwukrotnie, a spod naciągniętego kaptura widać było tylko czubek nosa i kilka wilgotnych kosmyków. Ten widok kompletnie go rozbroił. Dziewczyna wpłynęła do pomieszczenia pociesznie parodiując walkę z cieniem. Roześmiała się radośnie. Nie. Nie mógł teraz. Cały ułożony plan rozpłynął się w okamgnieniu. Został po nim tylko bałagan myśli. Przerwała "trening" wycierając kapturem włosy. Popatrzyła kpiąco na jego łyżeczkowe ewolucje. - Chyba już wymieszałeś? Zrobiłeś i dla mnie? Bez słowa postawił przed nią kubek. Pół na pół z mlekiem, tak jak lubiła. Zrzuciła kaptur. Zrobiła to, co nieodmiennie wprawiało Darka w zdumienie. Jednym zadziwiającym ruchem ręki z szopy potarganych włosów utworzyła na głowie coś, co miało wszelkie znamiona uporządkowanej fryzury. Na pewno zaś wyglądało uroczo, i pomogła jej w tym tylko jedna spinka. Fascynujące. - Co tak wywalasz gały? Ducha zobaczyłeś? Znów zrobiła rzecz, której nie potrafiłby wykonać żaden facet. Czarodziejskim ruchem zawinęła się w szlafrok i nie ukazując ni skrawka grzesznych wdzięków opadła na kuchenny narożnik, podwijając pod siebie nogi. Jak one potrafią siedzieć w tak potwornie niewygodnej pozycji? Nie doczekawszy się odpowiedzi kontynuowała. - Dlaczego nie obudziłeś mnie w nocy? - Nie obudziłem? - Darek udał zdziwienie. Roześmiała się. - Nie udawaj. Myślisz, że nie czułam. Lubię jak mnie budzisz... Spojrzenie jakim go obdarzyła ostatecznie zniechęciło go do realizowania całonocnych założeń. Zrobiło mu się gorąco. Cholerna wyobraźnia... Siorbnęła z kubka. - Idziesz do pracy? - nie czekała na odpowiedź. - Pamiętasz, że dzisiaj wieczorem lecę? - To naprawdę konieczne? - skrzywił się Darek. Wydało mu się, że wieczorem atmosfera będzie korzystniejsza. - Nie bądź głuptasem. Rozmawialiśmy o tym. To moja praca - zerwała się nagle z siedzenia. Przebiegła koło niego burząc mu w przelocie włosy. Bokserskie wdzianko rozchyliło się nieco ukazując to i owo. Powiedzmy, że przypadkiem. Pobiegła do sypialni. - To tylko dwie doby. Zostawię ci numer lotu, przyjedziesz po mnie na lotnisko - nadawała zza ściany przewalając jakieś rupiecie. Wpadła z powrotem do kuchni. Zadowolona z siebie, z rozmachem przyczepiła magnesem do lodówki kolorową karteczkę. - No! Tu masz wszystko. Idę się ubierać. W milczeniu dopijał kawę. - Darek! - znów usłyszał jej głos. Trochę zaniepokoił go podejrzanie tajemniczy ton. - Nie masz może jeszcze chwilki czasu, przed wyjściem... Uśmiechnął się do siebie. Nie, nie mam - pomyślał. Przez chwilę walczył i... przegrał. W końcu był tylko mężczyzną. Poderwał się i pobiegł do pokoju ściągając po drodze koszulę. Powitał go wielce obiecujący chichot.

Uparcie wydeptywał dywan w salonie. Nie umiał podjąć ostatecznej decyzji. Gdzież jest do cholery ta kobieca intuicja? Dlaczego niczego się nie domyśla, niczego nie podejrzewa? Czemu musiała być taka miła, taka zgodna taka...zakochana? Wszyscy ja uwielbiali: przyjaciele, nawet jego rodzice. O ileż byłoby łatwiej, gdyby była upierdliwą, rozkapryszoną zołzą. Łaził po pokoju jak rozdrażniony drapieżnik po przyciasnej klatce. W którąkolwiek stronę by się nie skierował, trafiał na ślady obecności Lidii. Nie zdawał sobie sprawy, że aż tak mocno wrosła w jego życie. Ruszył do kuchni w poszukiwaniu popielniczki. Nigdzie jej nie było. Przypomniał sobie o suszarce do naczyń. Lidce nie wystarczyło wyrzucenie go z papierosami do kuchni. Popielnica nie mogła stać z na stole, broń Boże z niedopałkiem. Zapalił stojąc w oknie. Cholera z tym. Ruszył buntowniczo do pokoju. Musiał się czymś zająć. Może popracować? Spojrzał na stos wydruków i innych szpargał w leżących koło laptopa. Coś było nie tak. Przewertował je nerwowo. Odechciało mu się roboty. Lidka najwyraźniej poukładała je w sobie tylko znanym porządku. Diabli wiedzą jak, może według gabarytów, może kolorów albo rodzajów papieru. W końcu porządek rzecz święta. Na obudowie komputera przyklejona była samoprzylepna karteczka z narysowaną uśmiechniętą buźką. Dziękuję ci piękna. W łazience stwierdził, że problem porządku jest sprawą względną. Jak okiem sięgnąć leżały, wisiały, mówiąc ogólnie walały się, fatałaszki Lidki. Na półeczce pod lustrem nie zauważył już swoich przyrządów do golenia. Ich miejsce zajęły rozmaite tuby i buteleczki zawierające specyfiki o nieznanym chyba nawet producentom, przeznaczeniu. Ostatecznie nie musiał się golić. Miał ciemny, mocny zarost, mógł z nim wyglądać całkiem seksownie. Darek wykrzywił gębę do swego…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Miłość albo życie — czytnik · opowiadania