Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 10 min czytania

Miłość aż po grób

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ostatnie dni maja tego roku były wyjątkowo ciepłe. Słońce chyliło się ku zachodowi, a jego promienie przenikały poprzez igły sosen i świerków. Falujący dywan zielonych drzew przepływał przed oczami kobiety, siedzącej na ławeczce przy swoim drewnianym domku. Piękny obraz. Stara kobieta o twarzy usianej zmarszczkami, mądrych oczach i z dłońmi, które w życiu pracowały ponad własne siły, siedziała prawie nieruchomo wpatrując się w drogę. W dłoniach przesuwała paciorki różańca, szepcąc modlitwę. Wyglądała na zniecierpliwioną. Czekała na kogoś, a tu słońce coraz bardziej się chowa. W jakiś nieokreślony sposób staruszka stanowiła jedność z otaczającym ja tłem. Mieszkała w zapadłej wiosce na Podkarpaciu. Po chwili wstała powoli, przytrzymując się lewą ręką ściany i weszła do swojej chaty. W kuchni zerknęła na stary głośno tykający zegar. Jego “gadanie” nie przeszkadzało jej – była już niedosłysząca. Rozpaliła w piecu, wyjrzała przez okno i przeszła do jednej z izb. W pokoju panowała ciemność i było dziwnie zimno, ale ten chłód niósł orzeźwienie mimo wyczuwalnego zapachu stęchlizny. Wzrokiem objęła ściany, na których królowały religijne obrazy, z poutykanymi sztucznymi kwiatami. Podeszła do jednego z dwóch łożek, na których ułożone były pierzyny przykryte staromodnymi narzutami. Na łóżku po lewej stronie siedziała oparta o ścianę lalka z wydłubanym okiem. Wzięła ją do rąk i popatrzyła przez chwilę. Kiedy ją odłożyła, powoli podeszła do starej szafy, otworzyła ją, a drzwi wydały z siebie skrzypienie, które można było porównać z jękiem cierpiącego człowieka. Z szuflady wyciągnęła parę opakowań lekarstw i wróciła do kuchni ponownie wyglądając przez małe okno. Zaparzyła tanią czarną herbatę i po paru minutach popiła nią garść kolorowych tabletek. Skuliła się przy stole i zamyśliła. Nie zauważyła że podjechał samochód. Dopiero gdy do domu wszedł młody mężczyzna ożywiła się.

– Witaj babciu. Już jestem – mężczyzna uścisnął mocno kobietę, na której twarzy pojawił się wyraz ulgi. – Jesteś Józiu kochany... Zaroz Ci dom co jiść – rzekła kobieta swoją po swojemu. Odwróciła wzrok z stronę kaflowej kuchni. – Babciu, nie padam z głodu, ale... ale chętnie coś zjem – dodał gdy zobaczył że babcia już stoi przy piecu odgrzewając zupę której smak dobrze znał jeszcze z czasów dzieciństwa.

Jadł w milczeniu. Jak zwykle, gdy przyjeżdżał, nikt nie zakłócał ich spotkań. On był jej ukochanym wnuczkiem, a ona – jego najukochańszą babcią. Jedyną osobą, która go tak naprawdę kochała i opiekowała się nim od czasu śmierci jego rodziców. Był wtedy małym chłopczykiem. Kobieta wiedziała, że „synek” kiedyś odejdzie. Był zdolnym uczniem, dlatego wybrał studia w Krakowie. Osiem lat poza domem, tak jak chciała babcia. Józef robił doktorat z antropologii w Krakowie i w domu bywał co drugi weekend. Marwił się o babcię, o jej stan zdrowia, ale przecież codziennie odwiedzali ją sąsiedzi z domów oddalonych o parę kilometrów. To go uspokajało i dawało złudną nadzieję, że... ona nie odejdzie. Łączyło ich coś więcej niż miłość, bo było w niej też miejsce na uczucie wobec tych, którzy odeszli, których tak kochali. Po kolacji, jak zwykle, babcia zaczęła opowiadać historie ze swojego życia. Jak na swój wiek miała niezwykle bystry umysł. Posiadała też wielką mądrość życia, którą wzbogacały też ciężkie doświadczenia. Miała dwóch mężów i szóstkę dzieci. Niestety – wszystkie odeszły. Nie ma nic gorszego na świecie dla matki niż śmierć jej dziecka. Ta kobieta przechodziła przez to sześciokrotnie. Nie winiła nigdy Boga, ale mając wielką ufność w Boże Miłosierdzie w pokorze znosiła to, co jej los przynosił. Właściwie żyła tylko dla Józefa. Opowiadała o bandach UPA, które tutaj terroryzowały ludność po drugiej wojnie światowej, o emigracji z terenów nowosądeckich, o małżeństwie, o tym, jak przeżyła dwóch mężów. Młody człowiek miał wrażenie, że ta kobieta zatrzymała się w myślach gdzieś w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Z tamtych lat był też wystrój domu, tak wygladało obejście i jej codzienne stroje. W starych komodach –dziesiątki kubków bez ucha lub z wyszczerbianymi krawędziami, które kolekcjonowała przez lata, stosy starych, emaliowanych naczyń w kwiatowe wzory... Na stolikach obrazki i figurki świętych. Starych, trzeszczących krzeseł i stolików nie zgodziła się wymienić na nowe! Józef miała wrażenie, że babcia chce zatrzymać w swoim życiu to, co się da, aby nie zapomnieć. Rozumiał to i tłumaczył zachowania babci przed sąsiadami. Nigdy nie pozwolił powiedzieć na nią złego słowa. Sąsiedzi doskonale wiedzieli, że łączy ich prawdziwy szacunek i miłość, jakiego nie ma w wielu domach.

Za oknem dawno zapadł zmrok, babcia zapaliła lampę naftową…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Miłość aż po grób — czytnik · opowiadania