Romans · 5 min czytania
Miłość czy nienawiść?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Na miejsce (Zdroje) dojechałem przed północą. Pogotowie, straż, policja, pełno gapiów. Podszedłem do wydzielonego miejsca dla osób porządkowych. Na pierwszy rzut oka dostrzegłem pojazd, który był wbity w pień drzewa. Po głębszym przyjrzeniu się, stwierdziłem, że jest to Opel Tigra. Wymagało to naprawdę bystrego oka, gdyż ten niemiecki czterokołowiec nie posiadał prawie przedniej maski (doszczętnie zgnieciona, poprzez zderzenie z drzewem).
Następnie zauważyłem funkcjonariusza, który zapinał czarny worek. {i}Najprawdopodobniej jest w nim ofiara tego makabrycznego zdarzenia.{/i} Spojrzałem się za siebie. Widzę przerażenie w oczach zwykłych obserwatorów, których grono powiększa się z minuty na minutę. „Zawsze tak jest! Młodzi gówniarze! Aby tylko zaszaleć” - powiedziała stojąca obok mnie kobieta (około trzydziestu lat).
{i}Już wiem, że zginęła jakaś młoda osoba.{/i} Nagle dostrzegam dobrego przyjaciela, policjanta, który pilnuje, aby nikt obcy nie dostał się na zabezpieczony teren. Dobry dziennikarz musi mieć znajomości wśród stróżów prawa. Nieodzowny element jego pracy.
Podchodzę. Śmiertelny? Szesnastolatka! {i}Pewnie ukradła samochód i chciała się zabawić. Jak to młodzi.{/i} Kierowała? Jej chłopak, dwadzieścia dwa lata. Zginął? Zabrany do szpitala w ciężkim stanie. {i}Kolejny taki wypadek. Dwa tygodnie temu identyczny wybryk miała para w Gorzowie Wlkp. Szpanerski wyczyn chłopaka, który zakończył się śmiercią obydwojga. Tylko wskazówka zatrzymana na 160 km/h, przypominała o ich głupocie.{/i}
Zamyślony, dostrzegłem podjeżdżające Audi A3. Wybiegła kobieta w pidżamie z zarzuconą kurtką. Dobiegła do miejsca wypadku. Nie zauważyła funkcjonariuszy i przeszła przez biało-czerwoną taśmę. Zobaczywszy szczątki sportowego Opla, wybuchła niczym wulkan tryskający lawą. Jednak zamiast gorącej substancji z oczu kobiety płynęły łzy. Rozpacz. {i}Pewnie nie dowierzała, a rozbity samochód przekonał ją do wypadku córki bądź syna.{/i} Podszedł do niej policjant. Obejmował, pocieszał. Obydwoje podeszli do zmarłej. Rozsuwany zamek i kolejny wybuch płaczu. {i}To mama ofiary.{/i} Kolejne słowa otuchy, tym razem przez psychologa. {i}Jak dobrze, że on jest.{/i} Trwało to dłuższą chwilę (nie patrzyłem na zegarek). Kobieta roztrzęsiona…