Filozofia · 7 min czytania
Miłość i jej Bóg
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Do niewielkiego pomieszczenia padało srebrzyste światło księżyca. Oświetlało zamyśloną twarz mężczyzny siedzącego przy stoliku. Spoglądał w czerń. Jego towarzysz, siedzący naprzeciwko niego zanurzony był w ciemności. Widać było tylko jego niewyraźnie zarysowany kształt. Natarczywą ciszę przerywało tylko rytmiczne postukiwanie palcami oświetlonego człowieka. Był wyraźnie zmartwiony i zakłopotany. To dało się zauważyć nawet w takiej ciemności. W oddali słychać było grzmienie. Niedługo miała nadejść burza. Burza tak straszliwa, że nawet najmężniejsi kulili się w rogu trzęsąc się na ciele, a najtchórzliwsi oddawali się fali szaleństwa i obłędu, aby chwilę później wybiec na ulicę i tańczyć pośród morderczych kropel deszczu.
- Wiesz, do czego dziś zmierzamy, prawda? – Głos siedzącego w ciemności był suchy. Bił mimo to mądrością i spokojem, którego trudno komukolwiek zaznać od wielu lat. – Czy zdajesz sobie sprawę z konsekwencji naszej rozmowy? - Tak. Choć wiem, że te doświadczenia będę mógł wykorzystać dopiero w swoim następnym bycie… - zawahał się – choć będzie to trudne. - Więc zapewne zdajesz sobie sprawę, że nie jestem dziś ani kloszardem siedzącym pod uschniętym drzewem nieopodal wielkiej rzeki, ani Odynem tańczącym na falach. Dziś rozmawiasz ze mną. Zapewne zdajesz sobie sprawę także z tego, że temat, który pragniesz poruszyć jest równie bolesny dla ciebie, jak i dla mnie. - Wybacz mi. To chyba jednak jest konieczne. - Wiem. Dlatego przejdźmy przez to jak najszybciej.
Drzwi zaskrzypiały z cicha i uchyliły się. W pomieszczeniu stanęła drobna i szczupła dziewczyna o sięgających ramion włosach. W ciemności nie widać było ich barwy, jednak on doskonale wiedział kim ona jest. Nie potrzebował do tego jakiegokolwiek światła. Dla niego jej barwa widoczna była nawet w całkowitych ciemnościach i pomimo tego widział te cudowne rozwiane włosy i skryty uśmiech doskonale pasujący do jej modrych oczu. Drobnymi kroczkami podeszła do trzeciego krzesła i usiadła razem z nimi przy stoliczku. Splecione dłonie położyła na blacie. Światło księżyca padało teraz dokładnie na jej twarzyczkę. Rozejrzała się niepewnie.
- Witaj, Lauro… - mężczyzna zwrócił się do niej miłym głosem. – Cieszę się, że przyszłaś.
Kobieta nie odpowiedziała. Spoglądała dalej na okno, jakby była pochłonięta przez zupełnie inny świat. Uśmiechnęła się tylko nieznacznie i przymknęła na chwilę oczy, aby zaraz potem znów spoglądać z wytęsknieniem w okno.
- Przyszła tutaj, bo ją o to poprosiłem. Może nie zdaje sobie z tego całkowicie sprawy, zapewne wiesz dlaczego, ale jest tutaj. Przyszła, bo uznałem, że bez niej nasza rozmowa nie miałaby sensu. - Mieliśmy rozmawiać o… - …miłości – urwał głos z ciemności – i właśnie o niej mówimy. Czy to nie ona jest obiektem twoich uczuć? Czym innym ba być miłość, jak nie drugą osobą? - Myślałem, że to uczucie… - …którym jest druga osoba! Czy jeszcze tego nie pojąłeś? Czy nadal nie potrafisz zrozumieć, że to wcale nie jest tak, jak myślałeś ty, jak myślała cała reszta ludzi? Oni to pojmują…