Kultura · 6 min czytania
Miłość jest zbuntowanym ptakiem
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Gerard był młodym, energicznym duchownym. Posiadał prawdziwe powołanie. Już od najmłodszych lat pragnął służyć Panu. Regularnie uczęszczał na msze, z zapałem studiował Biblię. Pomaganie biedniejszym traktował jako misję. Gdy stał się młodzieńcem, regularnie odwiedzał Domy Pomocy i znajdował zatrudnienie jako wolontariusz. Bliscy i znajomi mawiali o nim "Złoty chłopak", gdyż dla każdego zawsze znalazł czas i przyjacielską dłoń. Gdy zdecydował się wstąpić do seminarium, nikt nie okazał zdziwienia, ponieważ okazywał żywe zainteresowanie sprawami kościoła, uczył się łaciny i włoskiego. Na studiach wykazywał się imponującą wiedzą, błyskotliwością i intelektem. Zdobywał laury i słowa uznania od najostrzejszych wykładowców. Po ukończeniu seminarium, proponowano mu nawet przeniesienie się do Watykanu. Mężczyzna zrezygnował z propozycji, gdyż zmuszony był zająć się chorującą matką i tym samym, zostać w rodzinnym mieście i kraju. Jako, że uwielbiał przebywać z młodymi ludźmi, zaczął organizować spotkania studenckie podczas których odbywały się dyskusje na tematy egzystencjalne, filozoficzne, a czasem zupełnie prozaiczne. Naturalnym i powszechnym był fakt,że członkinie stowarzyszenia nie uczęszczały na spotkania tylko z chęci poruszania fascynujących zagadnień. Czasem bywało tak, że uważały to za aspekt drugorzędny: ksiądz Gerard bowiem porażał i zniewalał swoją urodą. Nie sposób przejść obojętnie obok stalowych, poważnych oczu i zmysłowych kuszących ust. Duchowny wykazywał się ciepłem i poczuciem humoru, jednak pozostawał niedostępny i nieczuły na damskie wdzięki. Do czasu. Do grupy, po roku jej istnienia, wstąpiła nowa osoba. Miała na imię Wiktoria, skończyła właśnie liceum i zamierzała udać się na studia - kulturoznawstwo. Dziewczę, w przeciwieństwie do większości przedstawicielek płci pięknej, zapisało się do stowarzyszenia nie ze względu na przymioty zewnętrzne księdza, a z uwagi na urozmaicenie i barwność prowadzonych dyskusji. Gdy czekała na księdza prowadzącego, by ten przedstawił ją stałym bywalcom, w błekitnych oczach mieszkał pogodny spokój. Rozglądała się ciekawie po pomieszczeniu, podziwiając dekoracje, wtapiając powoli w mistyczną atmosferę,kontemplując ciszę. Zaraz jednak miała zjawić się osoba, która wzburzyła młodą krew i zakłóciła spokój na zawsze. - Witaj...jesteś Wiktoria, prawda? - usłyszała głęboki, męski głos. Natychmiast odwróciła się w jego kierunki i...zamarła. Oto miała przed sobą niezwykle atrakcyjnego księdza, posiadającego uroczy przyjacielski uśmiech. - Ja? Tak...tak...Wiktoria - wyjąkała niepewnie - Cieszę się, że do nas dołączysz - ciągnął Gerard - niebawem zjawią się pozostali uczestnicy stowarzyszenia. - Zapadło milczenie. Policzki dziewiętnastolatki pokryte czerwienią, wbiła zakłopotany wzrok w ziemię. Duchowny przyglądał się nowicjuszce w uważnym milczeniu, zanim jednak zdołał coś dodać, do drzwi zapukali stali bywalcy. Dzisiejsza…