Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kultura · 9 min czytania

Miłość jest zbuntowanym ptakiemII

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Gerard przechadzał się po swoim gabinecie, usiłując ułożyć skołatane myśli w logiczną całość. Rozpalił kadziło, którego kokosowa woń wypełniała powoli całe pomieszczenie. Po raz pierwszy w życiu nie był w stanie się skoncentrować. Wielkimi krokami nadchodziła niedziela, a wraz z nią konieczność napisania oracji. Ksiądz słynął z błyskotliwości, elokwencji i mądrości, w doborze słów odznaczał się zaś niezachwianą perfekcją. A teraz? Teraz niemożliwością jest sklecenie sensownego zdania! Roztrzęsiony mężczyzna usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach. Tak wiele myśli o niej, o niej, o niej! Rozpamiętywał iskrzące źrenice Wiktorii, zaróżowione policzki, pełne usta. Dziewczyna przyniosła pozytywną energię i optymizm do Organizacji. Zarażała swą kreatywnością inne osoby przynależące do grupy. Wszyscy byli zachwyceni nowicjuszką. Gerard także. Podszedł do radia i włączył muzykę poważną. "L'amour est un oiseau rebelle " - wyznawała śpiewaczka w "Habanerze". - Och tak, zgadza się. Miłość jest zbuntowanym ptakiem, tylko dlaczego akurat ja znalazłem się pod jego skrzydłami? - mruknął duchowny niechętnie. Nie potrafił jeszcze w pełni określić swojego stanowiska. Gdy spoglądał na Wiktorię, odczuwał silną fascynację, zauroczenie. Jednak jego serce było czyste, pozbawione żądzy. Paradoksalnie, im bardziej lubił młodą kobietę, tym ostrzej się do niej odnosił. Mimo, że wszyscy darzyli studentkę kulturoznawstwa szacunkiem i sympatią, on wytworzył trudny do pokonania dystans. Impertynencja duchownego była niewytłumaczalna, gdyż dziewczę mimo obowiązku uczęszczania na wykłady i uczeniu się do kolokwiów, często przynosiło ciekawe, innowacyjne pomysły, które urozmaicały i wzbogacały stowarzyszenie. Na początku, gdy mężczyzna nie dostrzegał jeszcze tego zniewalającego, niewieściego czaru odnosił się do dziewiętnastolatki z sympatią. Jednak, gdy zdał sobie sprawę ze stanu swojego serca, wytworzył mur oziębłości. Ksiądz złożył dłonie do modlitwy - Panie - szeptał - spraw proszę, bym darzył Wiktorię jedynie obojętnością, pragnę należeć tylko do Ciebie. - po policzkach popłynęły łzy. Uważał samego siebie za zdrajcę. Te wszystkie starania, powołanie, głęboka wiara obróciły się w niwecz za sprawą jednej kobiety. - Mam szczęście, że ojciec już mnie nie widzi - powiedział gorzko, kładąc się do łóżka. ***

Główna bohaterka podążała na próbę chóru z ciężkim sercem. Znów będzie musiała znosić chimery i docinki księdza Gerarda. Zastanawiała się, dlaczego zaszła w nim taka metamorfoza. Niegdyś promieniał serdecznością, teraz jest wręcz arogancki. Cóż czyniła źle? Angażowała się w sprawy kościoła, zawsze miała czas dla grupy. Gdzie więc popełniła błąd? Rzeczywiście, gdy przybyła do zakrystii, duchowny poraził lodowatym wzrokiem. - Spóźniłaś się dziesięć minut. Wszyscy na ciebie czekamy. - Proszę mi wybaczyć, proszę księdza. To nie moja wina, tylko autobusu.- Mężczyzna zgromił studentkę stalowymi źrenicami, ale nic nie odpowiedział. Po próbie, poprosił dziewczynę o rozmowę. - Nie podoba mi się ten twój brak punktualności, Wiktorio. Gdyby nie ty, z pewnością bylibyśmy w stanie lepiej dopracować piosenki. - ksiądz obserwował zakłopotanie młodej kobiety. - Przepraszam, proszę księdza - zdołała wydukać przez zaciśnięte gardło. Jeszcze nigdy nie widziała duchownego w takim stanie. Złość wręcz przerażała dziewczynę. Gerard chciał jeszcze coś dodać, lecz w chwili, gdy spostrzegł łzy spływające po dziewczęcych policzkach, pożałował wybuchu gniewu. "Tak bardzo cię podziwiam, kocham!" - myślała gorączkowo "Dlaczego tego nie dostrzegasz?" Stała bezradnie, ze spuszczoną głową i drżącymi powiekami. Och, jakże ksiądz nienawidził w tamtej samego siebie! Zrozumiał w pełni, że zachowuje się jak głupiec. Czy winą Wiktorii jest to, że się w niej zakochał? - Nie przyjmuj wszystkiego, co mówię tak dosłownie – nalegał – ostatnio przeżywam kryzys twórczy, mam kłopoty z pisaniem oracji. Dlatego też gromadzi się we mnie ta cała frustracja. - Rozumiem – szepnęła dziewiętnastolatka, ale na twarzy w dalszym ciągu trwał smutek. – do zobaczenia. – Główna bohaterka odetchnęła z ulgą, gdy rozpoczęła się sesja. Długa, wielodniowa nauka skutecznie zajmowała każdy zakątek myśli. Nie mogła i nie chciała odwiedzać stowarzyszenia. Nie zniosłaby zaciętego oblicza Gerarda, jego cierpkich słów, krytycznych spojrzeń. Okazało się jednak, że osoby przynależące do grupy nie dadzą o

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%