Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kultura · 6 min czytania

Miłość jest zbuntowanym ptakiemIV

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Choć obudziła się rano ze strasznym bólem głowy, czuła się szczęśliwa. Oto zamigotało światełko nadziei na trudnej, wyboistej drodze miłości. W skroniach kołatały wciąż słowa Gerarda, w sercu zamieszkały wątpliwości. Czyżby nie była mu obojętna? Podniosła się powoli z łóżka, wzięła prysznic, czując, jak z każdą kroplą powracają siły witalne. Po kąpieli, założyła najładniejszą sukienkę i lekko się podmalowała. Zeszła do jadalni, ale nie spostrzegła tam nikogo prócz księdza. - Zaspałaś. –rzekł srogo – wszyscy zjedli śniadanie dwie godziny temu.- Czyżby była już dziesiąta? - Chciałam przeprosić za swoje wczorajsze zachowanie. Obiecuję, że to już się więcej nie powtórzy. - Mam nadzieję – warknął sucho – dostaniesz od kucharek swoją porcję. - Dziękuję – odpowiedziała drżąco, lecz Gerarda już przy niej nie było. Wstyd wypełnił serce. Wiedziała, że duchowny stracił do dziewczyny resztki sympatii. Jadła posiłek i zachłystywała się łzami. Zawoalowane wyznanie księdza to widocznie tylko omam. Po kilku minutach nadszedł Piotr, który uspokajająco zapewnił, że Wiktoria nie popełniła żadnego głupstwa pod wpływem alkoholu. Proponował narty wodne, jednak studentka odmówiła z powodu kaca zarówno fizycznego, jak i moralnego. Dzień upłynął więc bez większych wrażeń. Dziewiętnastolatka przechadzała się po łące i czytała książki. Odzyskała zdrowie dopiero pod wieczór. Wtedy też postanowiła zapukać do duchownego i wytłumaczyć swą wczorajszą impertynencję. Gdy spostrzegł Wiktorię w drzwiach, bardzo się zdziwił. - Słucham? - Mogę wejść, proszę księdza? – Przez chwilę zawahał się, w końcu jednak powiedział - Ależ tak, proszę.- Pokój księdza był nieco większy, niż uczestników. W centralnym punkcie stało łóżko, przy ścianie stół i krzesła. Na półce poustawiane książki. - Przepraszam, że przychodzę tak późno – zaczęła nieśmiało. – muszę jednak księdzu wyjaśnić, dlaczego tak się zachowałam. Wiem, że kiedyś i tak będę musiała to wyjawić, teraz zaś uważam, że pora ku temu jest odpowiednia. – Gerard patrzył na Wiktorię lekko przestraszony. - Siadaj, zrobię ci herbaty. - Nie, dziękuję. Powiem tylko co mam do powiedzenia i pójdę. - Dokąd? – duchowny nie mógł zrozumieć. - Pakować się. Proszę mnie wysłuchać. Herbata teraz nie jest najważniejsza. - Mężczyzna stanął blisko okna i skrzyżował ręce na piersiach. - Tak? - Prawda jest taka, że jedynym powodem, dla którego wczoraj się upiłam, był ksiądz.- Zastygł bez ruchu. - Ja? – w oczach ukazała się dezorientacja. - Proszę mi wierzyć, czuję się jak idiotka to wyznając , ale wiem, że nie mam innego wyjścia. Nie mogę znieść, gdy mnie ignoruje, jest niesprawiedliwie surowy. Czyniłam dotąd wszystko, by zasłużyć na uznanie, jednak widzę że poprzez moje starania nie zaskarbię sobie serca księdza. Całe zaangażowanie dla Stowarzyszenia nie tylko wynikało z chęci pomocy innym, ale także z miłości

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%