Kultura · 6 min czytania
Miłość jest zbuntowanym ptakiemIX
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tęsknota głównej bohaterki wypełnia każdy zakątek myśli. Od czasu obozu studenckiego widywała Gerarda zaledwie raz w tygodniu, a ich dialogi ograniczały się do „Ciała Chrystusa” i „Amen”. Nie było to kwestią braku czasu, gdyż Wiktoria miała wakacje, a Gerard luźniejszy okres w pracy. Istota braku kontaktu to oziębłość duchownego. Nie wysyłał studentce SMS-ów, nie dzwonił, a gdy chciała z nim porozmawiać, stawał się niedostępny. Zwierzał się ze swych żalów Piotrowi, który był jedynym powiernikiem. Chłopak próbował pocieszyć przyjaciółkę, usprawiedliwić księdza, jednak nad duszą dziewczyny gromadziły się coraz czarniejsze chmury. Szukała ukojenie w literaturze indyjskiej, spotykała się z koleżankami z roku, jednak popadała w czarną rozpacz, gdy nie odbierał telefonów. Postanowiła udać się do mieszkania mężczyzny. Duchowny wyglądał koszmarnie. Dopiero teraz dostrzegła spadek wagi, ziemistość cery, oczy jarzące się chorowitym światłem. Cała złość odeszła w mgnieniu oka i zastąpiło ją pytanie: - Co się dzieje, kochanie? – Gerard uśmiechnął się słabo i gestem zaprosił do środka. Główna bohaterka usiadła na kremowej kanapie. Wodziła wzrokiem za duchownym przygotowującym kawę i herbatę. Milczenie stawało się coraz cięższe. Poczuła się intruzem, który narusza prywatność. Gardło ścisnęły kleszcze rozpaczy, po policzkach spłynęły łzy. No tak! Przecież on nic już do niej nie czuje! - Jeżeli mnie nie kochasz, wyjaw to teraz. Nie jestem w stanie dłużej znosić bólu! - Jak możesz tak mówisz? – objął dziewczynę – Jak możesz? – całował włosy – przeżywam jeden z najtrudniejszych momentów w życiu. Nie wiem, co czynić. - Dlaczego więc nie podzielisz się wątpliwościami? – Gerard zasępił się, odwrócił wzrok. Podążył do kuchni i przyniósł napoje. - To nie jest takie łatwe, Wiktorio. Nie mogę się z tym uporać. Dobrze, opowiem ci wszystko. – Streścił propozycję Marcella, dodał, że musiałby zjawić się we Włoszech już za dwa miesiące. Zapadła głucha cisza. Wiktoria utkwiła wzrok w ścianie, a ksiądz zamknął oczy, czując, jak po powiekami powstaje prawdziwa ulewa. Trwali tak przez dłuższą chwilę, aż dziewczyna wyszeptała: - Co zamierzasz zrobić? - Nie wiem. Niczego już nie wiem. - Pragnąłbyś tam pojechać, prawda? Nic nie mów. Oczywiście, że pragnąłbyś znaleźć się w Italii. Nad czym się więc jeszcze zastanawiasz? Nie będziesz przecież cenić naszej miłości wyżej od bożej, prawda? – oczy Wiktorii wydawały się martwe. - Nie bądź cyniczna. Nie ułatwiasz mi tym sytuacji. – Zaśmiała się: - Ach, więc dochodzimy do meritum! W twoim egoistycznym świecie nie ma miejsca dla drugiego człowieka, liczysz się tylko ty! Nie pomyślałeś o mnie, cierpieniu na jakie mnie skażesz? O marzeniach, planach, które legną w gruzach? - Dlatego właśnie odsuwam się do ciebie – Wiktoria sięgnęła po torebkę. W źrenicach…