Romans · 9 min czytania
Miłość, która boli
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Boże, mam nadzieję, że Ona tego nie przeczyta. Umarłbym ze wstydu.
Tyle jest niezwykłych, miłosnych historii na świecie, ale wiecie co? To tylko historie. A ta... ta jest częścią życia, nie historią. Mojego życia.
Co mnie naszło, żeby zacząć o tym pisać - nie wiem. Może zrobiło mi się za ciężko na duszy. Zrozumcie mnie dobrze - lubię pisać, ale dzielić się własnymi przeżyciami? Przenigdy! Niemniej jednak - internet daje tę arcydziwną, czarodziejską niemal anonimowość. A zatem zrzucę to z siebie. Być może w ten sposób zdołam spojrzeć na to jak na historię innej osoby. Albo będzie to dla kogoś ostrzeżeniem. Bo nie mam złudzeń: pomóc nikt nie zdoła. Możecie jednak przeczytać.
Ostrzegam jednak, że rzecz jest smutna. I dotyczy miłości.
* * *
Pozwolicie, że nie zacznę od początku? I tak nigdy nie wiadomo, co jest początkiem. Dużo ciekawiej od końca. Od tego, co teraz.
Jestem facetem, mam 28 lat, wykształcenie wyższe (no; w dzisiejszej Polsce to może być wada, ale co tam) i przy dobrej pogodzie mogę się pochwalić nie najgorszym poczuciem humoru (w każdym razie nikt nie narzeka). Jaki mam charakter, ocenicie pewnie po przeczytaniu tego wszystkiego. A co do wyglądu - hm, nie jest źle, chociaż zawsze miałem poważny problem w określaniu "przystojności" facetów, więc mogę się mylić. Ciekawe, że nie mam tego kłopotu z kobietami.
Mieszkam w Warszawie. Od 6 lat po moim domu kręci się taka osoba, która nazywa się żona.Wiem na pewno, że z tą żoną to mogłem trafić gorzej. Chodzi sobie, robi raz to, raz owo. Mogę się nawet pochwalić, że generalnie nigdy na mnie nie krzyczała - i nawzajem. Wyobrażacie sobie?
Część 22 / 2
Mam też córkę, lat pięć bez tak zwanego mała. O, ta to się w swoim krótkim życiu nakrzyczała. Ale mimo tego jest najlepszym skrzatem pod słońcem i dałbym się za nią posiekać na drobniutkie... drobniuteńkie... No, kochana jest.
Finansowo w porządku. Właściwie to bardzo w porządku, chociaż co ja się tam będę wdawał w szczegóły. Takich co się przechwalają widzę w Sieci na pęczki. Zdradzę tylko taki śmieszny szczegół: dach mojego domku ma większą powierzchnię niż podłogi na wszystkich trzech poziomów razem wzięte. Do tej pory nie wiem, jak to możliwe, ale to fakt, proszę bardzo.
A zatem: wszystko pięknie. Czego więcej chcieć od życia? Czy można tu być nieszczęśliwym? Ano, zdziwilibyście się. Problem ma na imię Ania. Wszystkie katastrofy powinny mieć żeńskie imiona.
Kim jest Ania? To kobieta, którą kocham, którą kochałem od zawsze. Ta, o której marzyłem i śniłem odkąd tylko sięgam pamięcią. I nie chodzi oto, że bez wzajemności, chociaż parę latek temu dostała posadę małżonki u innego faceta. Sęk w tym, że Ona nawet nie wie, co do niej czuję. A może wie, ale też się nie zdradza? Widzicie... mogliśmy być razem. Im więcej wody upływa, tym boleśniej zdaję sobie z tego sprawę. W każdym razie znamy się dość dobrze – i jeśli nawet nic więcej w tym nie ma, to na pewno mój widok Ją cieszy.
Ja sam po przeczytaniu tego powyżej, powiedziałbym raczej bez pardonu: co za frajer. Patałach totalny. Skoro się podobała, nie mógł się odezwać? No jak to: taka miłość, usychanie i cała ta romantyczna reszta, a nawet nie potrafił jej o tym powiedzieć? Sam sobie winien...
No i to by była prawda... trochę. Owszem, ja po prostu wstydzę się mówić o uczuciach. Prawdę mówiąc, gdybym choć podejrzewał, że Ona lubi surfować po Internecie, to Wy tych słów byście nie czytali.
Dawno temu, jeszcze w czasach szkolnych, chodziliśmy razem do klasy. Nie wiem jak u Was, ale u nas była jakaś taka dziwna, niepisana zasada – presja wręcz – że z dziewczynami z własnej klasy jest „głupio” chodzić. Z innych klas, spoza szkoły: owszem. Z klasy – nie, siara i tyle!
Oczywiście presja rówieśników sobie, a serce sobie. Może dlatego, że jeszcze w przedszkolu ja i Ania przysięgaliśmy na wszelkie świętości, że kiedyś się pobierzemy? Niby to takie dziecięce zabawy, a przecież wyszeptane ze śmiertelnym przejęciem; i faktycznie nigdy potem nie myślałem o niej jak o zwykłej koleżance. Tylko wiecie, jak jest. Dzieci rozmawiają o tych sprawach bez wstydu. Starsi też - no,…