Romans · 21 min czytania
Miłość ktora nie powinna się zdarzyć, a jednak się
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
10 czerwca, środa, godzina 20: 25. Biegnę w stronę Scott'a, tak szybko, jak się da, na ile pozwalają mi siły w nogach. Dzwonię do drzwi i ktoś otwiera drzwi. To jego starszy brat Liam. Wysoki blondyn z błękitnymi oczętami i dwu albo trzy dniowym zarostem na twarzy. Patrzy na mnie z przerażeniem i współczuciem. Ciekawe jak by on się czuł gdyby jego dziewczyna nie odpisywała ani nie była na zajęciach przez kilka dni. - To ja Ana, przyszłam do Scott'a. - Słuchaj lepiej żebyś go nie widziała. Czyli coś się stało. Świetnie... Zaczynam głośno mówić: - Co się dzieje? Wpuść mnie!! Popycham go, ale nic z tego jest wyższy i cięższy. - Ana, uspokój się nie możesz się z nim widzieć. - Dlaczego? Zaczyna się jąkać i nie wie, co mi odpowiedzieć. Wykorzystuję sytuację-przepycham się miedzy niego a drzwi. Biegnę w stronę schodów . Za mną biegnie Liam. Krzyczy. Wbiegam do pokoju Scott'a. Pokój wygląda jak po bitwie, wszystko jest porozwalane . W uszach pulsuje mi krew, serce wali jak oszalałe. Jestem przerażona. To jest jakiś sen, jakieś jaja??!! W oknie stoi Scott w krótkich spodenkach. Plecy ma całe w siniakach. Obraca się a w moich oczach pojawiają się łzy. Otwieram usta z przerażenia, po chwili zakrywam je dłonią. Czuję mokre kropelki spływające po moich policzkach. Boże... Wargę, łuk brwiowy i żuchwę ma w szwach. Wygląda makabrycznie. Jego brat wycofuje się i zamyka za sobą drzwi . Stoję odrętwiała i nie mogę wydobyć z siebie żadnego słowa. Aż w końcu dociera do mnie, że coś do mnie mówi: - Hej, nie przejmuj się tym. Zaciskam dłoń w pieść i pytam: - Kto ci to zrobił?! - Tylko się nie denerwuj. Krzyczę i płaczę jednocześnie: - Odpowiedz na pytanie. Kto ci to zrobił??!! Pada odpowiedź: - Derek. Wiedziałam, że tak się stanie. Że kiedyś on mu coś zrobi. Pięścią uderzam w ścianę zostawiając wgniecenie. A Scott stoi przerażony. Macham głową na boki i krzyczę: - Nie odpuszczę tego!!! Stoję przed nim i szybko oddycham. - Co masz na myśli? - Ty wiesz, co… - Chyba nie masz zamiaru do niego iść? Kiedy to mówi, wybiegam z pokoju wkurzona. Czuję krążącą w żyłach adrenalinę. Kiedy zbiegam po schodach słyszę, że Scott zaczyna rzucać rzeczami z bezsilności. - Jasna cholera!!! Tak nie może być, od samego początku obiecywałam sobie jeżeli on coś mu zrobi to nie ręczę za siebie. Po chwili jest już za mną i trzyma mnie mocno za rękę. - Nie idź, proszę. Patrzy na mnie ze współczuciem. Nie. Nie odpuszczę. - Trzeba to załatwić, bo nie długo przez niego będziesz kaleką. Ale ja do tego nie dopuszczę. A teraz puść mnie! Puszcza moją rękę momentalnie. - Okay. Wkurzona dzwonie do Derek'a i mówię, że wybieram się do niego, bo mam sprawę. *** Po kilku minutach wbiegam na jego podwórko i zaczynam walić w drzwi. Otwiera i pyta zaskoczony: - Czego chcesz? - Wyjdź na dwór. Zamyka mi drzwi przed nosem a ja przez ten cały czas nie mogę się uspokoić choć trochę. W pewnej chwili odwracam się i widzę jak Scott biegnie w moją stronę. - Stop!!Najlepiej będzie jak poczekasz przy bramce. Dla twojego bezpieczeństwa. - Nie, zostaję. - Idź poczekaj przy bramce i nie wkurzaj mnie, tylko się posłuchaj i idź. Poszedł. Derek wyszedł i pyta: - Czego chcesz, do jasnej cholery? - Co ty mu zrobiłeś?! Widzisz jak on teraz wygląda? Spogląda na Scott'a i zaczyna się śmiać. O nie, tak to się bawić nie będę. Pochodzę do niego bliżej, stoimy twarzą w twarz i już nie jest mu do śmiechu. Mówię zła: - Słuchaj mnie uważnie idioto, bo więcej nie powtórzę. Jeżeli jeszcze raz zobaczę na nim siniaka, to inaczej pogadamy!! Odpowiada z rozbawieniem: - Jaja sobie robisz? Chcesz mnie pobić? Tak chcesz się bawić, to bardzo proszę. To jest moja gra i ja ustalam zasady. Strzelam mu prawy sierpowy i kopa w krocze. Upada na ziemię z bólu a ja nachylam sie nad nim i szepczę: - Zapamiętaj ten ból, bo to jest tylko namiastka tego co mogę ci zrobić. Zaczynam się oddalać od Derek'a. Leży na ziemi zdezorientowany. Scott jest w wyraźnym szoku. Biorę go za rękę i idziemy do jego domu. Nic nie mówi przez cała drogę. Gdy wchodzimy do domu proszę, aby poszedł na górę, bo chcę porozmawiać z Liam'em. Podchodzę do blondyna, jest w salonie. - Masz coś na to?? Pokazuje zakrwawioną rękę. - Kto dostał? Przez jego twarz przechodzi wyraz zaskoczenia, współczucia i pełnego podziwu. -Ten, który tak go pięknie urządził. Wstaje i idzie do kuchni po apteczkę i po chwili wraca. - Słuchaj, jeżeli coś się będzie działo, cokolwiek to dzwonisz do mnie. Rozumiesz? - Tak. Nie unoś się. - Powiedz, co się stało. - Problem w tym, że nie wiem. Powiedział tylko , że się pokłócili i wtedy doszło do bojki. - Nie wiesz o co? - Nie. - Dzięki. Biorę apteczkę i idę do góry. Wchodzę do pokoju. Scott siedzi na łóżku ze spuszczoną głową, gdy wchodzę momentalnie ją podnosi i patrzy mi w oczy. - Wszystko w porządku? -pytam. - Nie za bardzo, a u ciebie? - Znacznie lepiej. Podchodzę i siadam obok niego, głowę ma schyloną. Zastanawiam się, co mu chodzi po głowie. - Co się stało miedzy Tobą, a Derek'iem? - Chodziło o ciebie. Co? Ale jak to możliwe? - Naprawdę? Opowiedz mi. Wstaję i biorę apteczkę, zaczynam zmywać krew. On wstaje i mówi: - Pozwól ja to zrobię. Siadam a Scott zaczyna opowiadać co się tak w ogóle wydarzyło. - To było w poniedziałek w nocy, poszedłem się przejść, zaszedłem do baru, wypiłem jedno piwo i spotkałem Derek'a. Był trochę wypity. Zaczął wygadywać jakieś bzdury na twój temat. Tylko się nie denerwuj. Odpowiadam: - Dobrze, spróbuję. Gówno prawda, już jestem wkurzona. Co za dupek? Jak on śmie mówić na mój temat? - Więc zapytałem go czy coś ma do ciebie, a on zaczął cię obrażać. Zaraz tam pójdę jeszcze raz i znów mu przyłożę. Zaciskam nie kontrolowanie dłoń na jego udzie. - Spokojnie bez nerwów. - Kontynuuj… Dalej opowiada: - Wkurzyłem się i zaczęliśmy się bić. Obudziłem się rano w szpitalu. Wróciłem do domu i myślałem o Tobie. Bez przerwy. Chciałem do ciebie napisać, ale się martwiłem jak na to zareagujesz i co zrobisz. Bez silność się ujawnia, do oczu zbierają mi się łzy i lecą po policzkach. - Nie płacz. Ocieram łzy zdrową dłonią. - Przepraszam, tak mam, gdy uchodzi ze mnie gniew. - Przeraziłaś mnie dzisiaj kiedy walnęłaś ręką w ścianę. Myślałem, że mi coś zrobisz. - Ty nie wiesz? -O czym? - Że umiem się bić. - Jak to? - W podstawówce chłopcy strasznie mi dokuczali. I pewnego dnia stwierdziłam, że nie dam się tak pomiatać. Poprosiłam tatę, aby zapisał mnie na sztuki walki. - Wow. Robi zaskoczoną minę. - Było takich trzech, którzy uwzięli sie na mnie. Dokuczali mi, przezywali mnie i łapali za tyłek. Któregoś wieczoru podczas biegania spotkałam ich na swojej drodze i dostali za swoje. I już więcej mnie nie dotknęli ani nic na mnie złego nie powiedzieli. W sumie należało im się. - A dlaczego dzisiaj byłaś taka? Dlaczego? Nie umiem sobie radzić czasami ze sobą. Przez tych ludzi... - Dwa lata temu w klasie mojej siostry chłopaki namawiali dziewczyny na seks. Pobili jedną z nich. Wkurzyłam się i szybko załatwiłam sprawę. Dzisiaj jak cię zobaczyłam w tym stanie, to mi się wszystko przypomniało, co wtedy czułam i co chciałam im zrobić. A ostatnio śniło mi się, że tobie też coś się stało. I jak widać mój sen się spełnił. Nie mogłam się dziś uspokoić, kiedy Cię zobaczyłam. - Nie martw się o mnie, dobrze? - Właśnie przeciwnie będę się martwić o mojego kochanego chłopaka. Pobiłeś się z nim, bo broniłeś mnie. Doceniam to całym sercem, ale nie zniosę tego… Dotykam jego buzi i pleców. - To nic. Kocham Cię, przytul się. - Jak? - Normalnie. Przytuliłam się do niego i tak siedzieliśmy przez chwilę. - Zaraz wracam-mówię. - Gdzie idziesz? - Po telefon. - Dobrze tylko wróć szybko. Wychodząc z pokoju uśmiecham się do niego. Podchodzę do wieszaka na dole i wyciągam telefon z kurtki. Wchodzę do kuchni, biorę butelkę wody i lody. Wracam na górę, dalej siedzi na łóżku ze smutną miną. Z uśmiechem mówię: - Zobacz, co mam. Spogląda na mnie przez chwilę i schyla głowę w dół. Podchodzę do niego. Siadam na podłodze między jego kolanami i kładę lewą dłoń na jego kolanie. Nadal jest smutny. Sprawia wrażenie jakby był gdzieś w innym miejscu. Podnoszę prawą dłoń i dotykam lekko jego podbródka: - Hej, co się dzieję? - Martwię się. - O co, dlaczego? - O ciebie, że coś Ci się stanie. Wypuszczam powietrze z płuc i mówię: - Posłuchaj… Wstaje i siadam na jego kolanach. Obejmuje mnie, a ja jego: -Dziś zobaczyłeś, co potrafię zrobić i jesteś prawdopodobnie jeszcze w szoku. Patrzy na mnie jakby nie rozumiał. - Kiedy stałeś przy bramce, gdy rozmawiałam z Derek'iem słyszałeś coś? - Nie, ale widziałem. - Dobrze powiem ci, o co chodziło, okay? Ale nie teraz. - Ok. Przepraszam Cię. - Za co? - Za to, że się z nim biłem i za to, że widziałaś mnie w tym stanie. Łzy zaczynają mi płynąć po twarzy. - Dlaczego płaczesz? - Wtedy, kiedy rozmawiałam z nim, miałam ochotę sprać go na kwaśne jabłko, za to, że cię tak urządził. Z trudem się po wstrzymałam. - Często się tak denerwujesz? - Tak jak dziś to nie, ale często się wkurzam. Dziś to było uczucie nie do opisania. Dalej płaczę i nie mogę przestać. Zakryłam dłońmi twarz i szlocham. Przytula mnie do siebie, wciągam zapach jego perfum i świeżego prania, od razu robi mi się lepiej. Szepcze mi do ucha: - Proszę, nie płacz z mojego powodu. Pociągam nosem i wstaje mówiąc: - Muszę coś załatwić. - Dobrze. - Idę do łazienki. Kiwa głową. Biorę telefon i idę do łazienki, przymykam drzwi. Stoję przed lustrem, przyglądając się mojemu odbiciu. Brązowo- zielono oczy są podpuchnięte od płaczu, różowe policzki i pełne usta w tym samym kolorze. Długie włosy koloru ciemnego blondu z pasemkami opinają moją twarz. Wybieram numer mojej mamy i przykładam telefon do ucha. Odbiera po drugim sygnale: - Hej mamuś. Urywa mi się głos od płaczu. - Ana, co się stało? Dlaczego płaczesz? - Mogę zostać na noc u Scott'a został pobity i jest w kiepskim stanie. A płaczę, bo go strasznie kocham, a ten dupek zrobił mu coś okropnego... Zakrywam dłonią usta, by się nie rozbeczeć. - Dobrze zostań. Tylko bez żadnych scen. - Dobrze. Bez scen. - Dobranoc, śpij dobrze. - Dobranoc mamo. Już po wszystkim. Spływa ze mnie cała fala ulgi i…