Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 8 min czytania

Miłość na kółkach cz. 3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Później przyszedł po mnie (tak jak obiecał mi pan Kibard) Bartek. Swoją drogą przystojniaczek z niego. Wspólnymi siłami zrobiliśmy lekką przeprowadzkę. Bartek wiózł mnie na wózku, a ja na kolanach trzymałam własną walizkę. Nie miałam tam dużo rzeczy: piżamkę, bieliznę i kosmetyki. Rodzice obiecali mi przysłać trochę ciuchów i jeszcze kilka piżam pocztą. Oni sami pojechali już do domu, gdyż niestety ich szef był niewiarygodnie egoistyczny. Zależało mu wyłącznie na firmie i nie mógł pozwolić na to, aby ktokolwiek z kadry się wyłamywał. Odkąd rodzice pracowali w jego firmie nigdy nie uraczyłam ich w domu, kiedy byłam chora. Zawsze musiałam sobie radzić sama. W końcu nauczyłam się ignorować jego zachowania, bo potrafił nawet w niedzielę zadzwonić do nich, że coś mu się nie zgadza i muszą natychmiast przyjechać. Ale cóż mu się dziwić: to stary kawaler bez perspektyw, (bo zawodowe się w to nie wliczają) który zawsze ma czyściutką, wyprasowaną przez mamusię koszulę... Nigdy niczym się nie przejmował i nie zamierzał założyć rodziny. Ale odejdźmy już od Pana Prezesa, bo jeszcze mu się to czkawką odbije... *** Wracając do Bartka... Bardzo miły z niego chłopak. Nie dość, że porozmawiał z oddziałową, żeby dała mi salę z dziewczyną w moim wieku, to jeszcze dwuosobową - to naprawdę luksus, bo w większości z tych pokoi stoi po cztery - pięć łóżek. Więc od razu właściwie zaprzyjaźniłam się z moją współlokatorką. Podejrzewałam, że dopiero zaczęła terapię, bo jeszcze miała włosy i jej skóra oraz paznokcie wyglądały jeszcze bardzo ładnie. - Cześć, jestem Majka. Sorry, że nie wstaję, ale... sama rozumiesz. - pokazała na "wejście centralne" założone tuż przy piersiach. Uścisnęłam tylko jej dłoń. - Paulina. - przedstawiłam się. - Mam nadzieję, że jak najszybciej stąd wyjdziemy. - To nie miej nadziei, tylko mów, że tak będzie! Ja nie zamierzam tu długo leżeć. - przyznała. - No i to jest doskonałe podejście. Tak trzymaj. - odezwał się do niej Bartek. - Ty też masz tak myśleć. - nakazał mi. *** Gdy się rozpakowałam, zostałyśmy same. - Ty, kim on jest dla ciebie? - zapytała Majka z nieukrywaną ciekawością. - Synem mojego ukochanego lekarza... - powiedziałam ze śmiechem. - Jakiego lekarza? - żywo się zainteresowała. - To długa historia... - chciałam się wyminąć od opowiadania jej. - Spoko, mamy czas... Teraz, przez następne - spojrzała na swoją kroplówkę - dwie godziny nikt nie przyjdzie. - stwierdziła. Rzeczywiście, kroplówka była prawie pełna, a krople spływały jakby chciały, a nie mogły... Po chwili namysłu opowiedziałam jej o wszystkim. Nie omijałam żadnych szczegółów. Gdy spojrzałyśmy na zegarek, dochodziła już trzynasta. Za pół godziny miał być rozdawany obiad. Wcześniej jednak zabrali mnie onkolodzy na jeszcze jakieś badania, a później postanowili, że jak najszybciej trzeba zacząć terapię. Stwierdzili, że posłużą się chemią. Do tego musieli mi jeszcze tego samego dnia założyć "centralkę", taką jaką miała Majka. Gdy pierwszy raz leżałam w Centrum, też miałam coś podobnego, ale wtedy założono mi ją w trakcie zabiegu, już pod narkozą. Teraz zakładano mi ją bez znieczulenia. Nie miałam pojęcia, że to może tak boleć! Przecież to tylko inny rodzaj wkłucia. Na szczęście - przeżyłam. Nawet kiedy zakładali mi szwy nie krzyczałam. Ogólnie jestem bardzo wrażliwa na ból, ale wtedy jakoś się obyło bez omdlenia. *** Kilka dni później obie leżałyśmy pod chemią. Na szczęście miałyśmy w pokoju telewizor, bo inaczej umarłybyśmy z nudów. Nie chciało nam się rozmawiać. Tak na prawdę nic nam się nie chciało. Na szczęście był Bartek, który rozbawiał nas do łez. Zaglądał do nas co chwilkę i pytał, czy aby na pewno czegoś nie potrzebujemy. Gdy przyszedł

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%