Romans · 7 min czytania
Miłość na kółkach cz. 4
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Cześć słońce, jak się czujesz? - zapytał Bartek, gdy wszedł następnego dnia do mojej sali. - A jak mogę się czuć? Znów na uwięzi. - pokazałam mu kroplówkę podłączoną do piersi. - Co to? - zapytał, ale nie odpowiedziałam mu, ponieważ już wziął buteleczkę, aby sprawdzić. - Znów tak cię bolało w nocy? - zapytał, gdy zobaczył, że to bardzo mocne leki przeciwbólowe. - Myślałam, że mi łeb pęknie. Poza tym jeszcze dokuczają mi te mdłości cały czas... Koszmar! - Gdy tylko zakończymy tę serię, zlecę, aby dziewczyny dały ci płukankę. Powinna dobrze ci zrobić. - powiedział z czułością w głosie. Wyciągnęłam do niego ręce, chcąc go przytulić. On wtulił mnie w siebie. Mimowolnie popłynęły mi łzy. - Ciii... nie płacz,wszystko będzie dobrze, słyszysz? Nie może być inaczej. - chłopak przekonywał mnie do swoich racji. - Nie mam już siły na to wszystko. Przerasta mnie to, że o wszystko muszę prosić! Sama nie dam rady zrobić zupełnie nic... - Jesteś chora, potrzebujesz na razie pomocy, ale uwierz mi, że z tego wyjdziesz. Nie może być inaczej. Potrzebuję cię. Wszyscy cię potrzebują. *** Kilka dni później skończyła mi się pierwsza faza chemioterapii. Bartuś zabrał mnie na badania, lecz po odebraniu wyników zrobił się bardzo markotny. Nie wiedziałam, co się stało. Na szczęście już wieczorem opowiedział mi o wszystkim. Wyniki wyszły bardzo pozytywnie. Nie miałam przerzutów, a chemia nie wyniszczyła mi organizmu (oprócz tych nieszczęsnych włosów). Od razu zadzwoniłam do rodziców i podzieliłam się z nimi tymi radosnymi wieściami. Wiedziałam, że jeszcze przez dłuższy czas moim domem będzie szpital, jednak cieszyłam się, że mogę chwilę odpocząć od terapii. Bartek również powiedział pielęgniarkom, aby dały mi "płukankę". Gdy zleciała mi cała ta kroplówka, czułam się dużo lepiej. - Mogę mieć do ciebie prośbę? - zapytałam, gdy przyszedł do mnie i przyniósł mi owoce oraz wodę. - Oczywiście, twoje życzenie jest dla mnie rozkazem! - zaśmiał się. - Pójdziemy na spacer? Jest taka śliczna pogoda, a ty mi każesz tu siedzieć całymi dniami i się kisić! - powiedziałam z wyrzutem. - Ty wiesz, że nie możesz wychodzić? - chciał się upewnić, że dobrze mnie zrozumiał. - Oj, wiem, ale ty jesteś wspaniały i zrobisz dla mnie wyjątek. - puściłam do niego oczko. - Dlaczego ja jestem taki uległy? - zapytał, całując mnie. - Bo mnie kochasz? - zapytałam niepewnie. - Nawet nie wiesz, jak bardzo. Po chwili zbieraliśmy się do wyjścia. - Nie zapomnij! - podał mi maseczkę, leżącą na mojej szafce. - Na prawdę muszę? - zapytałam, nie byłam zadowolona z takiego obrotu sprawy. - Niestety. Nie chcę, żebyś załapała jakiegoś wirusa. Cały czas jesteś bardzo osłabiona. - No wiem, wiem. Kocham cię. - Ja ciebie też. - pocałował mnie po raz kolejny. Gdy zjeżdżaliśmy windą, na piątym piętrze wsiadł pan Krzysztof. - Dzień dobry. - przywitałam się bardzo serdecznie. - Cześć dzieciaki. Jak się czujesz, Paulinko? - zapytał czule. - Bardzo dobrze. - przyznałam zgodnie z prawdą. - Mam nadzieję, że Bartek się tobą należycie opiekuje. - Nie mogę się od niego opędzić, ale jest mi to bardzo na rękę. - zaśmiałam się. - Ach, wy młodzi... - powiedział tylko. Gdy winda zatrzymała się na dole, wraz z Bartkiem wysiadłam z niej. Pan Krzysztof pojechał jeszcze niżej. Prawdopodobnie po…