Komedia · 9 min czytania
Miłość na kółkach cz. 5
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Następnego dnia wydarzyło się coś, czego nie zapomnę Bartkowi do końca życia; coś, po czym nie powinnam się do niego odzywać już nigdy. Otóż, następnym dniem był pamiętny 13 sierpnia - tego dnia, dokładnie o godzinie 13. 05 wybijał kolejny rok mojego życia. Nie byłam świadoma do czego zdolny jest mój chłopak; nie doceniałam go. Ogólnie nigdy nie lubiłam 13 sierpnia. Nienawidziłam życzeń i durnych prezentów. Nigdy w tym dniu nie wychodziłam z domu. Zawsze powtarzałam tylko pytanie: "czy naprawdę muszę się cieszyć z tego, że się starzeję?" Tego dnia do centrum zjechała chyba cała moja rodzina. Nie chciałam tego, oni również wiedzieli jak bardzo alergicznie reaguję na swoje urodziny. Niestety, nie dali mi się przebłagać - zostali, ale obiecali, że po południe będę miała wolne. Jestem pewna, że Bartek maczał w tym palce. Na początku, oczywiście, posypały się pytania o to, jak się aktualnie czuję. Oczywiście powiedziałam, że dobrze; że skończyła mi się pierwsza faza chemii i jeszcze parę mądrości, których nie przetoczę, bo już ich nie pamiętam. Później zjedliśmy przepyszny tort, zakupiony w sklepiku na dole (na dole, jest coś takiego a'la bazarek, na którym można kupić praktycznie wszystko: od bułeczek, przez ciuchy, po biżuterię). Niestety, choć były to moje osiemnaste urodziny, nie było nawet cienia alkoholu. Jednak moje kuzynki zadbały o to, aby nie było nudno. Bartek pozwolił mi nawet wyjść do parku (niestety z maseczką), a tam kuzynki mnie nie oszczędzały. Musiałam wyznać im wszystko: co łączy mnie z Bartusiem? czy planujemy coś więcej? I oczywiście pytanie, które je najbardziej nurtowało, to to, czy w końcu pogodziłam się z Kibard'em? Wydusiły ze mnie wszystko. Nawet to, co działo się na świetlicy tego pamiętnego poranka, kiedy to Bartek przerwał wszelkie plotki i spekulacje na nasz temat. Gdy już chciałam żegnać rodzinkę, przyszedł do mnie pan Krzysztof. Wiedziałam, że będzie dym! - Cześć Aniu. - przywitał się z moją ciocią (tą, która zawróciła mu w głowie 12 lat temu). - Ooo... jakie miłe spotkanie. Cześć Krzysiu! - odwzajemniła powitanie i szczerze się uśmiechnęła. Uścisnęła go, niczym starego przyjaciela. "Czyżby coś między nimi cały czas się tliło?" - życzyłam sobie w duchu. Po chwili wyszli z sali, niby pod jakimś banalnym pretekstem, ale ja wiedziałam o co chodzi... Byłam tego pewna! Wróciłam do plotkowania z kuzynkami, a te opowiadały mi o swoich nowych "zdobyczach" - tak mówiły na swoich nowych chłopaków. - Mówię ci, mój Wojtuś jest fenomenalny! - odezwała się Agata. Powiedziałam, że się cieszę. Byłam bardzo ciekawa gdzie poszła ciocia Ania, nie chciało mi się z nimi rozmawiać. Byłam bardzo rozkojarzona. Bartuś przyszedł do mnie w południe. Miał na sobie błękitny fartuch, choć byłam pewna, że nie ma w tym dniu dyżuru. - Przepraszam, ale muszę wziąć Paulinę na badania. - powiedział pełen powagi, przy czym dyskretnie puścił do mnie "oczko". - Znowu? - zapytałam zrezygnowana, wiedziałam o co mu chodzi i weszłam w jego grę. - No, niestety. Pożegnaj się i zaraz idziemy. - powiedział. Wiedziałam, że nikt z mojej rodziny nie wie, jak wygląda mój chłopak. I to dało nam przewagę.
Po chwili, gdy już pożegnałam się z rodziną, przyszedł do mnie. - Co to miało być? - zapytałam ze śmiechem. - Mówiłaś, że nie lubisz swoich urodzin, więc pomyślałem, że coś takiego ci się spodoba... - tłumaczył się. - Kocham cię. - wyznałam. - Ale ty poważnie mówiłeś o tych badaniach? - Nie, to był tylko pretekst, żeby się w końcu wynieśli. Stęskniłem się za tobą. Chciałem mieć cię tylko dla siebie. - wyznał. - Egoista, ale kochany... - stwierdziłam i pocałowałam go czule. - Mam dla ciebie niespodziankę! - powiedział, po czym wziął mnie na ręce (wcześniej siedziałam na wózku) i posadził na łóżku. - Co to znaczy? Dlaczego sadzasz mnie na łóżku. Ja bardzo lubię ten wózek... - zbuntowałam się. - Szkoda... - powiedział i wyszedł z mojej sali. Zostałam sama, jednak tylko na chwilę. Po chwili wszedł z pięknym, nowym wózkiem elektrycznym. - To dla mnie? - zapytałam przejęta. - Wyłącznie. Mówiłem, że załatwię z fundacji. - Ale tak szybko? Jesteś niesamowity. - To nie koniec... - Wiesz, że tego nie lubię. - Oj, wiem, ale moje niespodzianki…