Komedia · 6 min czytania
Miłość na kółkach cz. 7 + epilog
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Następnego dnia, obudziłam się, bo nie czułam bliskości Bartusia. Zgrzebałam się na wózek i pojechałam do kuchni w celu zrobienia sobie kawy. Niestety, Bartek mnie uprzedził. - Co ty tu robisz? Zmykaj do łóżka... Popsułaś taki nastrój! Wstydziłabyś się! - ochrzanił mnie, gdy tylko zobaczył, że wjeżdżam do kuchni. - Co robisz? - zapytałam, zawsze byłam bardzo ciekawska, taka moja natura. - Niespodziankę. A teraz, już! Czekaj na mnie w łóżku. Po chwili wkroczył do sypialni z tacą wypełnioną po brzegi. - Królewskie śniadanko, dla mojej pięknej księżniczki. - oznajmił lektorskim głosem. - Kocham cię. - powiedziałam, gdy chłopak położył tacę na łóżku i usiadł bardzo blisko, przytulając mnie. Bezzwłocznie pocałowałam go. Po chwili, gdy już się od siebie oderwaliśmy zaczęliśmy jeść. Bartek podał mi tosta z dżemem. Jednak, gdy go ugryzłam i chciałam już sama trzymać, nie pozwolił mi. - Wiesz, że jak kobieta je facetowi z ręki to znaczy, że nigdy go nie zostawi? - zapytał. - Nie mam zamiaru cię zostawiać. Nie w tym życiu. Kocham tylko ciebie... - przypieczętowałam te słowa pocałunkiem. - Hmmm... - rozmarzył się. - Pycha! - powiedział w końcu. *** Te kilka dni minęło bardzo szybko, można by nawet powiedzieć, że stanowczo za szybko. Znów musiałam wrócić do szpitala na leczenie. Bartek, gdy tylko miał chwilkę, przylatywał do mnie, jednak w pierwszych dniach to nie było aż tak potrzebne. Znów leżałam w jednej sali z Majką. Pocieszałyśmy się nawzajem w ciężkich chwilach. Nie było łatwo. Zwłaszcza, gdy po miesiącu obie zrobiłyśmy się upiorne. Byłyśmy bardzo chude. W dodatku jeszcze ja nie mogłam jeść, a jak już coś udało mi się zjeść, to modliłam się, żeby tego nie zwrócić. Każdego dnia godzinami rozmawiałam przez telefon ze wszystkimi. Zarówno z rodziną, zwłaszcza z mamą, która wyrzucała sobie, że jej tam nie ma; jak i z przyjaciółmi ze swojego liceum w rodzinnym Olsztynie. Oni opowiadali mi co się dzieje w szkole, jakie są nowe plotki i że naszym nauczycielom znowu odbija. Tego ostatniego, byłabym pewna, nawet gdyby mi nie mówili. Zmieniały się tylko kartki kalendarza. Na przemian z chemią dostawałam leki przeciwbólowe. Doszło do tego, że lekarze posunęli się do podawania mi morfiny. Na początku była to jedna jednostka dziennie. Później już nie wystarczała. Dawali mi tego coraz więcej. A ja czułam, że jestem coraz bliżej końca. Nie miałam na nic siły. Cały czas lekarze podawali mi bardzo agresywną chemię. Po skończonej drugiej fazie postanowili zacząć trzecią, ale na przemian z radioterapią. To były najcięższe miesiące mojego życia. Majka wyszła po drugiej fazie. Była zaleczona. Udało jej się. Bardzo…