Romans · 17 min czytania
Miłość na trzy czwarte
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Była impreza, była przepychanka, wynikł z tego zakład. U nas na uczelni jest organizowany konkurs tańca. Wypada to jakoś pod koniec maja. Udział brać może każdy. Wystarczy umieć zatańczyć, choć jeden rodzaj tańca. Trzeba się zapisać i po prostu przyjść na konkurs. No, więc, była impreza, była przepychanka i wynikł z tego zakład – każdy drugiemu chce udowodnić, że jest lepszy w tańcu, więc założyli się o to, kto wygra. Podczas ustaleń zasad chłopcy wybrali Walc Angielski. Oczywiście potrzebowali partnerki, żeby zatańczyć cokolwiek. Michał, wybrał Paulinę. Poprosił ją żeby z nim zatańczyła. - Ale dlaczego ja? Ja nie potrafię tańczyć! - No ja też tak nie bardzo. Nauczymy się. - Ale dlaczego ja? - Instruktor kazał mi wybrać osobę podobnego wzrostu, która słyszy rytm i potrafi wydobyć z siebie jakieś ruchy do tego rytmu. Więc od razu pomyślałem o Tobie. Ty dobrze tańczysz. Słyszysz rytm. - Ale nie potrafię zatańczyć Walca Angielskiego! Kiedy jest ten konkurs? - Za miesiąc. - Ty zwariowałeś! W miesiąc mamy się nauczyć tańca? My nie mamy czasu na sen, a co dopiero na dodatkowe zajęcia z tańca! - Znajdziemy czas. To tylko miesiąc. Zajęcia będą trzy razy w tygodniu. Ale możemy obniżyć do dwóch, zobaczymy jak nam to pójdzie. - Ja widzę, że ty już masz wszystko ustalone. - Damy radę. Proszę zgódź się. - A mam inny wybór?
Jesteśmy już po pierwszej lekcji. Powiedziałem im, że czują rytm, co już jest połową sukcesu. Niestety tak naprawdę jestem przerażony. Miesiąc to za mało! Za mało, żeby to wszystko połączyć ze standardowymi, codziennymi sprawami. A Ci ludzie mają ich aż za dużo. Paulina już prawie mieszka w Gliwicach. Nosi w torebce szczoteczkę do zębów, pastę, dezodorant i inne kosmetyki, bluzkę na zmianę, jakieś skarpetki, bo nigdy nie wiadomo, gdzie akurat będzie nocować. Jest kierownikiem Klubu Studenckiego. Wiąże się z tym częste przebywanie w klubie, po nocach i w dzień zresztą też. Promocja, imprezy. Trzeba o wszystkim myśleć. A Michał… on to już w ogóle jest zabiegany. Działa w Radiu Studenckim, w Gazecie Studenckiej, i jeszcze ma zamiar startować na przewodniczącego Samorządu Studenckiego. Jak widać ogólnie im się nudzi. Bo po za tymi wszystkimi zajęciami i uczelnią, na której też czasem muszą się pokazywać, dołożyli sobie jeszcze naukę Walca Angielskiego. Lekcje mamy w poniedziałki, środy i piątki. Poradziłem im, żeby dowiedzieli się z Internetu co nieco o tym tańcu i ćwiczyli postawę w domu. Z tego, co wiem, to chyba cały czas ją ćwiczą, na uczelni, w autobusie, przed komputerem, pilnują się by być wyprostowanym. Na razie postanowiłem ich nauczyć kilku podstawowych kroków i spowodować, żeby wczuli się w muzykę, potem mam zamiar uczyć ich całej reszty. Prawidłowego wykonania wahadłowego ruchu pary, z różnymi wariantami unoszenia i opadania podczas każdego taktu, sposobu, w jaki mają się trzymać, no i oczywiście marzy mi się, żeby ich sylwetki tworzyły jedną subtelną linię. Póki, co ich taniec wygląda jak chodzenie po całej sali dwóch osób, trzymających się za rękę i patrzących pod nogi. Właściwie to Michałowi powinno zależeć na tym, żeby wygrać ten konkurs. No chyba, że o czymś nie wiemy, że coś się zmieniło od piątku. Czekaliśmy dzisiaj godzinę na niego. Paulinę nauczyłem nowych, mam nadzieję, że ciekawych rzeczy, on teraz ma je do nadrobienia. Znajomy doktorant załatwił nam salę na jednym z wydziałów, na trzy godziny w tygodniu, popołudniami. Przychodzimy, rozsuwamy stoliki i krzesła, podłączam swój sprzęt i włączam kolejne melodie Walca Angielskiego. Przyniosłem im nawet buty do tańca. Potem przez godzinę staram się wytłumaczyć im, na czym polega ten taniec. Że potrzebna jest bliskość, że muszą być w stałym kontakcie. Że jeżeli oni uwierzą w czar tego tańca i oddają mu się w pełni, to sędziowie kupią to w całości. Kiedy im wszystko wychodzi, to nawet miło jest tak popatrzeć na nich, jak patrzą sobie w oczy, widać wtedy tę bliskość. Dzisiaj jednak Michał nie przyszedł. Zapomniał. Spotkaliśmy go, gdy już wychodziliśmy. - Miło, że jednak się pojawiłeś. Ja myślałam, że ten konkurs dla Ciebie jest ważny, nie dla mnie! Nie dla Krzyśka. - Jest ważny! Przepraszam, miałem coś do załatwienia. Nie mogłem się wyrobić. - I nie mogłeś zadzwonić? Napisać SMS-a? Daruj sobie. - Przepraszam, naprawdę, to się więcej nie powtórzy. - Jak dla mnie nie musimy brać udziału w tym konkursie. - Proszę, Paulina, nie poddawajmy się przez moje zapominalstwo. Obiecuję, że to było ostatni raz. - Więc jednak zapomniałeś… - No zapomniałem, i miałem coś do zrobienia, no to i to. Przepraszam. Przepraszał nas strasznie długo. Paulina chyba polubiła ten taniec, bo wybaczyła mu ten jeden wybryk. No i uczymy się tańczyć dalej, tzn. ja, uczę ich. Chociaż jest coraz trudniej. Zostały nam dwa tygodnie. Muszą zapamiętać cały układ. Właściwie to dwa. Pierwszy jest narzucony przez sędziów. Taki ogólny, który zatańczą wszystkie pary. Z tego tańca sędziowie wybiorą trzy pary, które zatańczą później swój taniec. Ten wspólny taniec nie jest bardzo trudny, ale jednak trzeba zapamiętać kolejność kroków. Co do finałowego tańca…jest dość trudny, dużo podnoszeń i obrotów, taki wymarzony taniec dla zakochanych. Widać, że zbliżyli się do siebie. Taniec zawsze zbliża. Pokazują to w filmach, w różnych programach rozrywkowych. Kiedy dwoje ludzi spędza ze sobą dużo czasu, kiedy łączą się ich dłonie, kiedy ciała są blisko siebie, to umysły również muszą się złączyć. Oni potrafią zrozumieć się w tańcu, w życiu również. Czy mogłoby coś z tego być? Coś więcej? Gdyby może znaleźli trochę czasu prywatnie…tylko dla siebie.
- Bo Ty jesteś taka żartownisia! Jak mam to traktować poważnie? Myślałem, że taki mamy układ. Że sobie żartujemy. - Nie zawsze żartuje. - To może mnie łaskawie będziesz informować, kiedy jest ten czas, gdy Paulinka mówi poważnie. - Jesteś niemiły. Ty też nie jesteś święty. Też sobie żartujesz cały czas. Lubisz mnie tylko wtedy, gdy żadnej innej kobiety nie ma w pobliży, i gdy wypiłeś już ze trzy piwa. - No teraz przesadziłaś! To ja mogę tak powiedzieć o Tobie. Ty masz ciągle innego faceta na oku, ciągle kogoś innego podrywasz. Robisz mi tym na złość? Nie bardzo ci to wychodzi. - Gdyby mi się to nie udawało, nie złościłbyś się tak teraz. Lepiej przyznaj, że nie jestem ci obojętna i przynajmniej wszystko będzie jasne. - Wiesz, co, jeszcze 5 minut temu mógłbym powiedzieć, że nie jesteś mi obojętna, od teraz to się zmieniło. - I bardzo dobrze, przynajmniej teraz wiem, jakim jesteś draniem. Rozkochiwać tylko potrafisz w sobie kobiety, a potem im wmawiasz, że to układ był. Znajdź sobie inną ofiarę. Kłótnia kochanków. Dziwnie się na to patrzyło. W tańcu potrafią już być jednością- patrząc sobie w oczy i czując w powietrzu magię. Teraz jednak była tylko złość. Nie należą do najbardziej grzecznych osób. Lubią imprezować, bawić się- jak to studenci. W tym momencie jednak on jest w jednym koncie Sali, ona gdzieś biega, między szatnią a DJ-ką. I po co to? Silne charaktery chcą pokazać kto tu rządzi? Ja tu rządzę !! - Krzysiu, nie teraz! - Paulina, co jest z wami? Zostało jeszcze kilka dni! Dobrze wam idzie, naprawdę macie szanse to wygrać! Chcecie to zaprzepaścić? - Nie mów tego mnie! Spójrz na niego! Myśli sobie, że jest super facetem, który może mieć każdą! Tak nie jest, myli się i ja mu to udowodnię! Oczywiście! Odezwała się ta święta, która nigdy o sobie nie pomyślała: jestem fajna, wszyscy mnie lubią. Ale niech jej będzie, że to on jest ten zły. Właściwie to zawsze jest wina faceta.
- Michał! To jest twój zakład. Załatw to!! Musisz się jakoś z nią dogadać! Może to nie ładnie, ale też widzę w tym konkursie swoje korzyści. Gdyby oni wygrali, to moja choreografia mogłaby zostać doceniona. Przede wszystkim jest szansa, że ktoś ją zauważy, a później doceni. Teraz jednak moje plany wiszą na włosku, bo oni pomyśleli sobie: pokłócimy się, pięć dni przed konkursem…Czemu nie?! Michał poszedł na DJ-kę. Zaczął coś krzyczeć, że to przez kobiety, że one robią mężczyznom pranie mózgu. Wyrzucał Paulinie wszystkie wady, nie tylko jej, ale ogólnie- minusy kobiet. Jaką straszną one mu krzywdę zrobiły. Nie potrafiliśmy go powstrzymać, uspokoić. Paulina zaczęła płakać. Przeklinać na niego, że ma wyjść, że nie chce go znać. W końcu poszedł. Paulina przez łzy krzyczała, że nie wierzy w to, co się wydarzyło.