Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 14 min czytania

Miłość platoniczna

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mówiłam Ci, że nie będę w stanie opisać tego uczucia, którego ma szczęście doznać tylko bardzo mało osob na świecie: Miłość platoniczna. Opowieziałam Ci o niej. Przynajmniej zaczełam. I tak żadne słowa- czy zapisane na papierze czy wymówione przez jakąkolwiek osobę- nie będą mogły wyrazić jej wartości. Tego czym ona jest, ile znaczy lub o ile nas wzbogaca. Wydaję mi się, że nie każdy może jej doznać. Trzeba patrzeć sercem, myśleć nim, kierować się nim, być otwartym na jej łaskę. Nie przedstawię jej taką, jaka ona jest. Jedynie mogę spróbować ją mniej więcej opisać. Zacznę zatem od fragmentu mojej książki:

"Jak u większości ludzi, kręciły sie jej myśli, także w okół miłości. Temat, który uważała bardziej za nudny i wyczerpany niż ciekawy. Nie chciała o tym rozmawiać, ponieważ czuła się przy tym jak zwykły, młody, prosty i naiwny gówniarz. Jednak uczucie do pewnej osoby, które w niej tkwiło, bylo wręcz przeciwne: skomplikowane i męczące ale i niezwykłe i piękne. Już w młodym wieku zaczynała szukać tego 'jedynego'. Kończyło sie to- jak u większości nastolatek- szybkim rozpadem takzwanych 'związków' (jeżeli w ogóle można było ich tym nazwać; a sądzę, że nie). Jedną korzyść jednak czerpała z tych wszystkich banalnych i nieprawdziwych układów: Doświadczenie! Szybko się nauczyła czego chce a czego nie. Czego oczekuje a czego nie będzie w stanie tolerować. Właśnie przez tą wiedze trudiej jej było określić akurat tego chłopaka i jej stosunek do niego. Był to taki stosunek, jakiego wcześniej nie znała. Mieli podobne charaktery, łączyła ich głęboka przyjazń, mogli ze sobą o wszystkim porozmawiać i byli bardzo zgrani i dopasowani do siebie. Obydwaj czuli, że to jest więcej niż normalna przyjazń. W tym momencie się ujawniła różnica o stereotypie, który pokazuje jak z przyjazni rodzi sie miłość : nie byli razem. Z początku nie chcieli pomimo uczucia. Rozmawiali całymi nocami na temat ich uczuć do siebie i wspólnej przyszłości. Nie byly to typowe rozmowy w stylu: "tęsknie, skarbie", "chcial/abym Cie teraz przytulić" itd. Nie! Były bardziej niezwykłe, szczere i nietypowe. Nie chcieli zepsuć tego uczucia prostym 'związkiem'. Odpowiadało jej to. Nie wiedziała dlaczego ale doskonale rozumiała sytuacje, w której sie znalezli. Ta forma 'związku' nie była ani troche dziecinna, młodzieńcza, typowa lub prosta. Była trudna. Jedno zrozumiała: Nauczył ją kochać- miłością inną. Nieokreśloną ani przez zwykłych ludzi ani przez psychologów, zajmujących się tą dziedziną. Nie polegającej na zauroczeniu na podstawie wyglądu lub świetnego porozumienia. Nie wywodzącej sie ze zgodności charakterów i poglądów. Kryło sie za tym coś więcej. Miłość platoniczna: doznać na własnej skórze jak to jest kochać, nie oczekując niczego w zamian. Bez egoizmu. Czyste uczucie. Czuć, nie potrzebując odwzajemnienia tego uczucia, by one trwało. A u niej jednak była odwzajemniona. Może właśnie dlatego. Oddanie sie ale z takim rozsądkiem, jaki żadko kiedy można spotkać w uregulowanym i szczęśliwym małżeństwie. Miłośc bez kompromisów.A lepiej: Miłośc, w której kopromis ujawniał się w sytuacji, która dla obu stron jest zgodna z ich myśleniem i typowym zachowaniem i idealnie im odpowiada. Prościej: brak potrzeby kompromisów, ponieważ dawanie jest podstawą tej formy miłości. Ona sama w sobie była kopromisem, ustalonym, samemu ze sobą. Było jej z tym dobrze. Odkryła ideał miłości. Najczystsze i najbardziej szczere z uczuć jakie można doznać. Była jednak jedna sprawa, która nie dawała jej spokoju. Zagnieżdzała sie w jej myślach i sercu jak jakiś pasożyt, którego nie da sie wytępić. Musiała sobie uświadomić, że kiedyś będzie musiała wybierać: Normalny zwyczajny związek ( któryby, w takiej sytuacji chyba nie dał sie utrzymać ) lub nic. NIC! W jej mniemaniu te słowo brzmiało okropnie. Nie może istnieć 'nic' !!! Zawsze coś jest. W jej przypadku byłaby to pustka w sercu i życiu, której nikt nie byłby w stanie wypełnić; którą by on zostawił odchodząc. Wstrętne uczucie. Sytuacja bez pozytywnego wyjścia. A przecież nie mogła tego stracić, bo udowadniało jej to, że jest coś więcej, niż ludzie myślą i w co wierzą. Uczucie, które przyjdzie tylko niewielu osobom doznać. A ona była jedną z nich. W jakich relacjach bywa tak, że kochasz, nie otrzekując niczego w zamian ale jednak dostajesz to, o co nie prosisz? Ona nie spotkała jeszcze nikogo, któremu sie to przytrafiło, a co dopiero kogoś kto byłby gotów to opisać, tak, jak to jest naprawde. Oprócz siebie. Ostatnio nie miała z nim kontaktu. Nie przeszkadzało jej to, bo przecież kochała bez oczekiwań! "Jeżeli kochasz, to puść. Jak wróci będzie twoje, a jak nie, nigdy twoje nie było". Te powiedzenie stało sie jej ulubionym. Ludzie są tak skupieni na tym, by brać i dostawać- myśląc, że im sie należy- że tracą z oczu prawdziwe wartości uczuciowe i życiowe. Takim nastawieniem dużo można zyskać i jeszcze więcej stracić. Ona już nie straci ... Nie, jeżeli chodzi o miłość ..."

Ten fragment Ci może pare rzeczy na temat moich odczuć i przemysleń wytłumaczył. Wtajemniczyłam Cię troszeczkę w mój świat lecz nie zdołałam, do końca opisać, tego uczucia, o którym tu cały czas pisze. A dlaczego? Bo sie nie da! Nie tak, jak je odczuwam.Tak, jak ono wygląda naprawde. Jak ono na mnie wpłyneło. Zwróc uwagę, na te często powtarzające się słowa, które użyłam opisując ją: niezwykła, inna, trudna, itd. To tylko słowa. Nie oddają jej wartości. Tych tak niesamowicie dziwnych uczuć. Jak można je nazwać? Wydaję mi się, że nie można. Trzeba samemu doznać, poczuć....

Wiem, że może to wszystko dziwnie brzmieć, patrząc na to, kto jest dla mnie z tym związany. Znasz go. Widzisz go całkiem inaczej. Nie zdziwiłabym się, jakbyś powiedziała, że nie rozumiesz mojego spojrzenia na niego. Ale powiem Ci, że to on mi sie pozwolił poznać. Tak jak nikomu przedtem. Nie dziewczynie, koleżance, znajomej, przyjaciółce, osobie bliskiej lub nawet i obcej. Nie! Nikomu! On nawet sam sie nie znał pod tym względem. Powiedział mi kiedyś, że wydobyłam z niego strone i uczucie, o którym nawet nie wiedział, że takie istnieje, a co dopiero, że może tak odczuwać. W takim razie, jak Ty mogłaś go poznać chociaż i troche? Nie mogłaś. Sama powiedziałaś, że nie chciałaś. Nie dziwi mnie to. Rozumiem, naprawde. On czasami mi mówił, że nie portrafi Cię rozgryść, Ciebie zrozumieć. A chciał. Zaciekawiłaś go. Nie jako dziewczyna lecz jako człowiek. Lubił Cie. Temu też się nie dziwię, ponieważ myślę, że czuł tak jak ja na początku. Masz coś w sobie co fascynuje człowieka. I kocham Cie za tą twoją kreatywność, oryginalność i niezwykłość. On to też widział. Po prostu stwierdzam tym, że jesteśmy do siebie bardzo podobni. Właśnie dlatego się nie dziwię. Nie wiem czy byś sie z nim dogadała. Myślę, że nie do końca ale to Ci wytłumacze kiedy indziej.

Popełniłam w tym wszystkim jeden bardzo decydujący i istotny błąd: W…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%