Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 11 min czytania

Miłość umiera ostatnia roz. 7,8

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

7.

Blondynka zsiadła z roweru i stanęła na mostku, który zbudowano na małym strumyku. Nie zastanawiając się długo zdjęła buty i wskoczyła w jego zimne wody. Potrzebowała natychmiastowego orzeźwienia, a przezroczyste fale, które przedostawały się przez szczeliny między kamieniami i wprawiały w ruch porastające dno wodorosty, zdawały się wołać jej zmęczone stopy. Woda była lodowata, ale blondynka jakby tego nie zauważyła. Przeszła kilkanaście metrów, omijając ostrzejsze kamienie i uważnie obserwując życie prowadzone na dnie strumienia. Niewielkie rybki umykały przed jej stopami, a ona trącała je tylko delikatnie nogami, śmiejąc się z ich dezorientacji. Dopiero po chwili zauważyła, że strumyk rozszerza się i tworzy dość głęboki, mały zalew, nad którym stało kilku wędkarzy. Wyszła na brzeg i już miała zawrócić, gdy usłyszała za sobą głos. - Zdążyłaś? Odwróciła się zaskoczona i niepewna, czy to pytanie skierowane było do niej i wtedy dostrzegła znajomą czapeczkę. Czyżby to był ten sam chłopak, dzięki któremu udało jej się być wtedy na czas? Znów nie widziała jego oczu, ale niebieski, roboczy kombinezon rozwiał jej wątpliwości. - Słucham? - podeszła bliżej. - Pytam czy zdążyłaś? - Tak. - To musiała być jakaś sprawa życia lub śmierci – powoli nawijał żyłkę, by umieścić na niej robaka. Nie patrzył jednak w jej stronę i Wiktorię zaczęło to drażnić. - Można to tak nazwać. Czyżby zobaczyła lekki uśmiech na jego ustach, czy tylko jej się wydawało? - Biorą? – wskazała na wędkę. - Dzisiaj coś słabo. - Bo się nie starasz – obok Wiktorii stanął ten, który ostatnio tak nieumiejętnie ją podrywał - Proszę, proszę, kogo ja widzę – uśmiechnął się ukazując czarną dziurę po brakującej dwójce – Więc jednak zatrzymałaś się u nas na dłużej? Blondyna westchnęła i utkwiła wzrok w niechętnie widzianym nieznajomym. - Znalazłaś tą Słonecznikową? Wyglądałaś wtedy, jakby się paliło, czy coś w tym stylu – chłopak zmontował swoją wędkę i zarzucił – Ale do samochodu z nami wsiąść nie chciałaś. Wolałaś transport z drobiem – zaśmiał się grubym głosem. Blondynka pominęła tę uwagę milczeniem. Żałowała, że nie została sama z tym drugim. - Nie należysz do rozmownych – zauważył – może chcesz spróbować? – wyciągnął w jej stronę wędkę. - Nie, dzięki. - Weź, podobno początkujący zawsze mają szczęście. Spojrzała na tego w czapeczce i zobaczyła jego zainteresowanie. W zasadzie chciała zapytać ich o kilka rzeczy. Sięgnęła po wędkę udając, że nie wie, jak ją trzymać. - Tylko spokojnie – bezzębny już chciał dotknąć jej ręki, ale cofnęła ją błyskawicznie – Jestem Norbert, a tamten, mniej wychowany to Leszek – powiedział wskazując na kolegę – Skoro już się znamy, to możesz nam powiedzieć, co cię sprowadza do naszej wioski – roześmiał się w głos – Bo chyba nie przyjechałaś tu na wakacje. - Dlaczego nie? – o wiele bardziej intrygował ją „mniej wychowany”, ale on jak na złość zdawał się być pochłonięty swoim zajęciem i udawał, że nie interesuje go prowadzona obok rozmowa. - Daj spokój, co tu można robić w wakacje? Przecież do Zagórza zjeżdżają sami emeryci. Aż dziw, że my jeszcze stąd nie emigrowaliśmy. Wiktoria nie planowała zawierać znajomości, ale pomyślała, że będzie miała, czym pochwalić się przed siostrami. Co prawda bezzębny nie mógł kwalifikować się do tych przystojnych, których chciała znaleźć tu Inga, ale ten drugi miał ku temu większe szanse. - A jednak jestem tu na wakacjach – uśmiechnęła się. - To od razu ci mówię, że umrzesz z nudów. Lepiej sobie jakoś zorganizuj czas. - Obecnie remontuję domek. Leszek podniósł wzrok i wtedy spojrzeli na siebie po raz pierwszy. Czyżby zaciekawiła go tym, co powiedziała? Ale to był tylko moment, bo już chwilę później znowu wpatrywał się w jeden punkt na strumyku. - „Co za mruk” – przemknęło jej przez myśl, lecz nagle poczuła, że coś ciągnie jej wędkę. - Bierze!! – krzyknął bezzębny podbiegając i próbując jej pomóc. - Zostaw – powiedziała, bo przecież wędkowała już kiedyś z ojcem. Gdy zobaczyła dość dużego okonia była z siebie dumna. - No, no, no – bezzębny pomógł go ściągnąć z haczyka – nie zła sztuka. Wiktoria uśmiechnęła się do ryby i wypuściła ją z powrotem. - Co ty robisz? – bezzębny nie zdążył jej powstrzymać. - Oddaję go wodzie. - Oszalałaś? Taki okaz!? Blondyna wzruszyła ramionami, ale bezzębny był wściekły. - Wybacz, ale nie mogłabym patrzeć na jej śmierć. - A idź do diabła!! – krzyknął wzburzony. Z twarzy Wiktorii odpłynął uśmiech, a w jej oczach pojawiły się niebezpieczne błyski. Rzuciła wędkę i odeszła bez słowa.

8.

- Znalazłem dla ciebie pracę – generał wszedł do kuchni z triumfalnym uśmiechem na twarzy. Wiktoria, która akurat kroiła pomidory do sałatki spojrzała na niego poważnie. - Dla mnie? - Wracam właśnie z ośrodka prowadzonego przez siostry zakonne – ojciec rozsiadł się na krześle – rozmawiałem z siostrą przełożoną i zaproponowałem jej twoją pomoc. Blondynka wytarła ręce w ścierkę, odłożyła nóż i próbowała zrozumieć, o co chodzi ojcu, ale ni jak nie mogła sobie przypomnieć, żeby wcześniej rozmawiali na podobny temat. - Byłem w kościele i zobaczyłem ogłoszenie na tablicy, że w ośrodku Caritas szukają lekarza. Od razu pomyślałem o tobie. Masz teraz tyle czasu. - A remont? - To nie jest praca na cały etat. W zasadzie tylko dwa – trzy razy w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%