Inne · 4 min czytania
Miłość w deszczu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
O Annie i Januszu, przyjaciele i znajomi mówią, że poznali się na dworcu, a pokochali w autobusie relacji Katowice Lublin. Dziwnym trafem, oboje zaspali tego dnia i spóźnili się na pociąg. Lato było deszczowe tego roku, a gwałtowne burze nadchodziłi i odchodziły, prawie codzienie. Niech pani wchodzi pod wiatę i nie moknie! Z resztą, to szalone i niebezpiecznie tak w czasie burzy! - powiedział. - Czyżby nie tańczył pan nigdy w deszczu? Rozłożyła ręce, jakby wiatr miał ją za chwilę unieść i zawirowała. Była już cała mokra, uśmiechała się, a elegancka garsonka spływała wodą, uwydatniając kształy jej ciała.
- Nie wygląda pani na szaloną romantyczkę. Już raczej na poważną inelektualiskę - rzucił studiując z uwagą jej nienaganny strój, włosy związane w surowy koczek na karku i okulary w rogowej oprawie. - A czy intelekualiska nie może nigdy tańczyć w deszczu? - odparła, rozwiązując włosy. Nie może czuć się szczęśliwa? Nie może zapomnieć się choć na chwilę? Nie może zaszaleć? - No cóż pewnie może, skoro Pani tak mówi, ale pewnie nie zdarza jej się to zbyt często - dodał uśmiechając się ciepło. - To zależy - dorzuciła z figlarnym błyskiem w oczach. - Przepraszam nie przedstawiłem się. Jestem Janusz - rzucił miłym, ciepłym głosem. - Miło mi, Anna.
Było im dobrze razem. Z pewnością oboje chcieli, by oczekiwanie na autobus się przedłużyło. Zapach ziemi po deszczu, kałuże, ludzie na dworcu i oni, zapatrzeni w siebie. Nie zwracali uwagi na innych. Ukradkiem przyglądała się jego szerokim ramionom. Tak o takich marzyła. Ostatnio jakby ze zmożoną siłą, odkąd jej mąż Marek zaczął ją coraz bardziej zaniedbywać. - Przystojny - wymamrotała pod nosem, kiedy puścił ją przodem, wchodząc do kawiarni. Interesująca, bardzo…