Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wojna · 6 min czytania

Miłość w Obliczu Wojny- cz.1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

1. Wieczór

Płomyki wesoło skakały w kominku, rzucając pomarańczowe światło na wszystko co znajdowało się wokoło. Ogień wabił swym ciepłem i spokojem, pocieszał, dodawał wszystkim pociechy, otulał powietrzem, które przesycone było zapachem popioły i palącego się drzewa. Uczucie bezpieczeństwa w pobliżu skwierczących promieni potęgował padający za oknami deszcz, który nie opuszczał mieszkańców Calgary już od kilku dni. Kłębiaste cumulusy zasłaniały jaśniejące gwiazdy i księżyc, sprawiając, że całe miasto gdyby nie elektryczne oświetlenie, które zamontowano stosunkowo niedawno temu, byłoby pogrążone w ciemności. Na szczęście małe mieszkanko na szóstym piętrze starej kamienicy ogrzewane przez życiodajny kominek było przytulne, posiadało wyrafinowaną atmosferę, która charakteryzowała ciepło rodzinne, które znajdowało się w tych trzech pokojach z kuchnią, łazienką i małym przedsionkiem. Największy z pokoi był jasno oświetlony. Na kominku dogasał już ogień, a jego ostatnie płomyczki odbijały się w oczach zebranych tam ludzi. Panowała głęboka cisza. Nikt na siebie nie spoglądał. Każdy utkwił wzrok w mało znaczącej rzeczy, która w tej chwili nie znaczyła nic. Obojętnie wpatrzone tęczówki dwoje osób to raz spoglądały na starą drewnianą podłogę, to na wyłożoną wyblakłą okładziną ścianę. Za to myśl tych ludzi były zupełnie gdzie indziej. Ich duchy opuściły ciała, które były tylko zabawnymi figurkami, jedynie ucieleśnieniem ludzi. Za to duchy mogły znacznie więcej. Błąkając się po bezdrożach myśli analizowały fakty, odkrywały nowe bezdroża, które później okazywały się nieskończonym szlakiem przemyśleń i rozwodzenia się nad rzeczywistością, która była tak niepewna, tak krucha. Cisza wcale się nie przedłużała, bo nikt o niej nie myślał. Każdy był zupełnie gdzie indziej, mimo, iż fizycznie znajdowali się zaledwie parę stóp od siebie. Tak bliscy, a jednocześnie tak dalecy. Tak znajomi, a jednocześnie obcy. Ludzie, bliźni, a zarazem zupełnie inne, osobne stworzenia. Samotne.

Lekki podmuch wiatru otworzył jedno z ramion okna, które wcześniej było lekko uchylone. Zasłona poczęła delikatnie falować unosząc się i opadając do swojego wcześniejszego stanu. Podmuch zmysłowo osunął się o twarz Cecilii, tym samym wyrywając ją z zadumy. Kobieta podniosła głowę jednocześnie odnajdując wzrokiem innych domowników. Spojrzała na zegar stojący na półce po drugiej stronie pokoju, uświadamiając sobie, że tkwiła tak od dobrej godziny. Pamiętała co się stało przed godziną. Pamiętała na jaki temat rozmawiała z rodziną podczas kolacji, jednak był taki nieznośny, taki bestialski, lecz nie dało się go uniknąć. Ale czy jej rozważania były poświęcone tylko temu tematowi. Chyba nie. A zatem da się o nim zapomnieć. Przeniosła…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Miłość w Obliczu Wojny- cz.1 — czytnik · opowiadania