Wojna · 8 min czytania
Miłość w Obliczu Wojny- cz.2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
2. „Poranek we mgle”
Dzień przywitał mieszkańców Calgary gęstą mgłą, która nie mogła ustąpić pierwszym promykom słońca przez długie godziny poranne. Wisząc swą szarą masą nad ziemią, zawieszona w powietrzu, budziła w ludziach uczucia, które można by nazwać „Chce mi się spać”. I rzeczywiście. Miasto w słoneczne dni tętniące życiem, teraz jakby zamarło i tylko nieliczni przechodni niosący torbę bułek na śniadanie w półbiegu gnali do domu, by ogrzać się przy rozpalonym piecu. I w mieszkaniu Marshallów panowała senna atmosfera. Dwie kobiety krzątające się w kuchni swoimi powolnymi ruchami okazywały niechęć do tego typu jutrzenek. Molly podjęła się krojenia chleba. Wykonawszy znak krzyża na bochenku odkroiła dwa końce, „bo kromek się nie jada” i cienkie skibki chleba opadały na stół. Cecilia stała przy piecu, wpatrując się w widok rozciągający się za oknem. Mgła była gęsta, nie pozwalała sięgnąć wzrokowi ludzkiemu zbyt daleko, tak więc było tylko widać fragment przedniej ściany budynku znajdującego się po drugiej stronie ulicy. Nie było widać drogi, ni pierwszych pięter budynku, tak, że wydawałoby się, iż ceglana masa zawieszona jest w powietrzu. W małym garnuszku wżęła woda, która miała być przeznaczona na herbatę, jednak marzycielka zupełnie tego nie zauważyła. Na „ziemię” postanowiła ją ściągnąć starsza kobieta, która skończywszy krajać chleb i usiawszy przy stole wzdychała jak to się zmęczyła. - Cee, woda się gotuje. - A, tak. Przepraszam. Zamyśliłam się. Tego typu sytuacje zdarzały się coraz to częściej. Przysmażony obiad (nie mówiąc o obiedzie przedwczorajszym, który był doszczętnie spalony), mleko, które wykipiało, dwa stłuczone talerze i zostawienie odkręconej wody na całą noc, czego skutkiem było wymienienie podłogi w całej łazience i hallu. Wszyscy domownicy byli zgodni: jedną z kobiet coś dręczyło, coś nie dawało jej spokoju, nie pozwalało spać, odciągało od rzeczywistości. Tylko co? Odpowiedź na pytanie była już nieco trudniejsza. Niewątpliwie było to coś związane z wojną, ale co? Przecież sama tłumaczyła swej matce, że wojny w kanadzie nie będzie, więc czego mogła się obawiać? Może sama nie wierzyła w swoje słowa? Nie. Dwudziestodziewięcioletnia kobieta taka nie jest. Rodzina znała ją zbyt dobrze, by mogła to podejrzewać. Nie. To było coś innego. Coś równie strasznego jak sam fakt, że za oceanem jest wojna, która wydawałoby się, ich nie dotyczy. Do pomieszczenia weszła Cindy. Ubrana w przewiewną sukienkę najwyraźniej nie zamierzała dzisiaj wychodzić na dwór. Dlaczego ośmioletnie dziecko jeszcze nie uczęszczało do szkoły? Marshallów nie było na to stać. Ilekroć spotkani na ulicy nauczyciele dopytywali się o najmłodszego człowieka z rodu Marshallów, domownicy błyskawicznie zmieniali temat, by uniknąć kłopotliwego tematu, który mówił jednogłośnie- „Nie mają nawet pieniędzy na to, by posłać dziecko do szkoły”. Dziewczynka zajęła miejsce za stołem, czekając na śniadanie. Suche kromki chleba leżały na stole, a herbata parzyła się w szklanym dzbanku, który również (jak inne rzeczy w domu) pochodził z funduszy ciotki Elaine. Tak. To była chyba najukochańsza kobieta z gąszczu przyszywanych ciotek. Jest stan majątkowy pozwalał na utrzymanie dwóch sporych dworków w środkowej Kanadzie, stadniny koni mającej w swej opiece siedem białych klaczy, spore gospodarstwo i rozlegle lasu przy granicy z Pacyfikiem. Ponadto obdarowywała tak całą rodzinę. Chyba miała szczytny cel dać swojej rodzinie jak najwięcej, przed śmiercią, gdyż ciotka była już w sędziwym wieku i lekarze mówią, że końca wojny raczej już nie doczeka.
Na głównym placu miasta nie było zbyt wielu ludzi. Nieliczni przechodnie spieszyli się do swoich domów, by jak