Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

psychologia · 6 min czytania

Miłość zabiła kotkę

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Chcieliście kiedyś mieć flaki wyprute z brzucha? Bo ja nie. To chyba naturalne dla ludzi, nie? Po pierwsze, na pewno boli jak cholera, po drugie, umiera się po tym, po trzecie, to ogólnie ohydne jest. Straszny finał, z bebechami rozlanymi na asfalcie. No a kot siedem metrów przede mną tak właśnie skończył. Szlag by to. Czarny kot z zieloną obróżką wokół szyi drgnął. Ba, zaczął wstawać! E tam wstawać, zwierzak zaczął iść w moją stronę ciągnąć za sobą zwoje jelit! Różowe parujące ciągnące się jak rozgrzany karmel wybabrany w czerwoną maź. Zaczął prychać krwią z pyszczka, chyba próbował miauknąć. Kurde, może jak szybko wezmę go do weterynarza to… Przejeżdżający autobus pozbawił mnie tej możliwości. Z donośnym mlaśnięciem i obrzydliwym chrzęstem gruchotanych kości kot zniknął pod przednimi kołami. A jaki był przy tym rozbryzg krwi! Jak z cholernego pistoletu na wodę. Posoka obryzgała mi spodnie. Aż skamieniałem z odrazy. Ale wiecie co jest gorsze od spodni utytłanych w krwi kota? A na przykład to, że to był mój kot. Kotka, znalazłem ją jakieś trzy lata temu, jak była jeszcze kociakiem. Nazwałem ją Giel. Teraz pewnie zastanawiacie się skąd takie imię? Wcale nie jest odkrywcze ani nic, po prostu Giel miała futro czarne jak węgiel. I co? Przygasły wydziwiane rozkminy? Durny zwierzak, wcale nie zachowywała się jak kot! Biegała za mną jak piesek. A teraz zasrany autobus rozprasował ją na jezdni. Mam niesamowitą ochotę zostać terrorystą i zacząć wysadzać autobusy. Ale najpierw muszę zdrapać moją biedną małą kotkę z jezdni. Szlag, zaraz zwymiotuję. Tak skończyło moje pierwsze zwierzątko. Normalnie bajka. Łzy jakoś same napłynęły mi do oczu. Resztki mojego zwierzątka pozbierałem do pudełka po butach, była to pierwsza rzecz jaka się do tego nadawała którą znalazłem w domu. Krwawa masa, która kiedyś była Giel, zaczęła szybko przesiąkać przez pudełko. Muszę się pośpieszyć i wykopać jej grób. Z garażu wyciągnąłem łopatę i poszedłem na tyły domu. Odpowiednie miejsce znalazłem bez trudu, pod wiśnią którą ponoć posadził mój dziadek gdy urodził się mój tata, taka rodzinna bzdura. A powód, dlaczego akurat tam? Bo moja głupia kotka uwielbiała wiśnie. Kolejny dowód na jej nie-kociość. Normalnie jej odbijało jak tylko drzewko zaczynało kwitnąć, a jaki miała odjazd gdy już owoce robiły się dojrzałe! Mogła je jeść kilogramami, dosłownie. Czy koty w ogóle mogą jeść wiśnie? Zakasałem rękawy i rozpocząłem pracę. Pracę, też mi coś, parę machnięć i już było po sprawie. Włożyłem przeciekające pudełko do dołu, przez chwilę spodziewałem się, że coś we wnętrzu tej kartonowej trumienki zacznie się poruszać, albo trzeszczeć. No ale Giel to nie jakiś tam kot Schroedingera, siedziała cicho. A gdy zasypywałem jej grób, to ni z tego ni z owego zrobiło mi się żal. Głupi zwierzak. Nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%