Inne · 8 min czytania
"Miłość zwycięża"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Moje życie straciło sens, rozumiesz? Nic już nie jest tak jak dawniej... Wszystko z jedną chwilą runęło! Rozsypało się na milion kawałków, a ja nie jestem w stanie ich pozbierać...- Judyta wypłakiwała się przyjaciółce w rękaw, głośno szlochając. Ta zaś głaskała ją po głowie i mówiła spokojnym tonem – Judytka... Nie martw się. Nawet te milion kawałków jesteś w stanie złożyć w jedną całość! Na pewno! Uda ci się! Uda się nam! Jestem z tobą, zawsze byłam i będę... - Dziękuję. Jesteś najlepszą przyjaciółką pod słońcem. Po prostu, jest mi cholernie ciężko. Jest mi cholernie przykro. I jest mi cholernie źle! - Wiem, wiem... Ale już spokojnie. Zrobić ci herbaty? - Gdybyś mogła... - Jasne, że mogę. Poczekaj tutaj. Za chwilkę wrócę – Agata wstała z łóżka i spoglądając na Judytę, wyszła do kuchni. Judyta słyszała dźwięk wyjmowanej filiżanki z szafki, słyszała dźwięk buzującego czajnika, łyżeczki... I nie chciała słyszeć nic więcej. Nie chciała o niczym myśleć, ale nie mogła. Ciągle w jej głowie kłębiły się myśli związane z Marcinem. Był dla niej taki dobry i kochany. Zawsze chodzili po ich ulubionym parku na Woli, trzymając się za ręce i rzucając kawałki chleba kaczkom. W lato wyjeżdżali na mazury, nieraz nad morze. Ich rodzice nawet dobrze się znali. Tata Judyty prowadził firmę, a mama Marcina była jego doradcą finansowym, w poważniejszych sprawach. Ich rodziny łączyła bardzo dobra znajomość, natomiast ich ta niezwykła miłość... - Masz – Agata postawiła herbatę na szafce nocnej- A teraz opowiedz mi, jak to dokładnie było. - Nie, nie. Ja chyba nie chcę o tym mówić... - Ależ chcesz! Kochanie, od razu zrobi ci się lżej na sercu. Jestem twoją przyjaciółką? – Judyta kiwnęła głową – Właśnie. Więc proszę. - Jak zwykle spotkaliśmy się na tym pamiętnym rogu. Czekał już na mnie. Na głowie miał kaptur i miał takie... takie smutne oczy. Ja byłam radosna, myślałam, że jak co sobotę pojedziemy do parku. Jednak on nawet się ze mną nie przywitał, powiedział tylko „Judytko, to koniec.” – Agata westchnęła z rozpaczą, a Judyta dalej ciągnęła- Nie wierzyłam własnym uszom. Spojrzałam na niego i z niedowierzaniem zapytałam „Koniec czego?”. Na co on odparł, że koniec WSZSYTKIEGO! Rozumiesz? Wszystkiego! –Judyta znowu wybuchła płaczem i sięgnęła po filiżankę herbaty, żeby się uspokoić. – Wtedy ja rzuciłam mu się na szyję i powiedziałam, że zawsze będzie w moim sercu. I odeszłam. Nie wiem, czemu to zrobiłam. Nie chciałam. Chciałam go zatrzymać! A ja po prostu odeszłam, nawet na niego nie spoglądając, jednakże czułam jego obecność na rogu, przez parę chwil. Potem odszedł. I nasze drogi się rozeszły. - Judytka. Wiem, że to dla ciebie trudne. Ale chyba powinnaś z nim porozmawiać... Wiesz, wyjaśnić tą sytuację. Dlaczego cię porzucił? - Zrobiłabym to, gdybym nie odeszła. Pytałabym w nieskończoność, dlaczego to już koniec? Ale teraz, nie potrafię. Po prostu nie potrafię. - Więc może ja to zrobię? Jesteśmy jak siostry! Pomogę ci. Spotkam się z nim jeszcze dziś. Czekaj tu na mnie! Zostawiam cię z Azorkiem. Pilnuj go i opiekuj się nim. A potem możesz się nawet zdrzemnąć. Jeżeli będziesz chciała się wykąpać, wiesz gdzie są ręczniki. Piżamę wzięłaś? - Taaaak... Ale.. - Żadnych ale! Wracam za parę godzin- Agata zarzuciła na siebie kurtkę, wciągnęła buty i przesłała Judycie buziaka, a potem z trzaskiem zamknęła za sobą drzwi. Judyta podeszła do okna i przez chwilę wypatrywała ją w oknie. Kiedy przyjaciółka wyszła z klatki, Judyta zauważyła w jej ręku komórkę. Za chwilę, Agata przeprowadziła szybką konwersację i złapała taksówkę. I wtedy Judyta widziała ją po raz ostatni...
- Azorek, chodź tu do mnie. – Judyta wyciągnęła rękę do psa i cmoknęła parę razy- No chodź... Dobry piesek, śliczny. Agatka pewnie bardzo cię kocha. Jesteś taki kochany. – Piesek…