Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Proza · Erotyka · 39 min czytania

Miłosna wojna płci

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nazywam się Łukasz, mam 25 lat a moje doświadczenia z dziewczynami były średnio pozytywne. Spotykałem same pretensjonalne nudziary przez co ostatecznie odpuściłem sobie to całe przereklamowane „szukanie drugiej połówki” i postawiłem na męską niezależność. Mija rok odkąd wreszcie znalazłem stałą robotę z naprawdę równym towarzystwem. Mały zakład kamieniarski we wsi Iskrzyce w województwie Podlaskim w okolicy Białegostoku prowadzony przez starego Pana Stefana był idealnym miejscem pracy dla młodych zdrowych mężczyzn którym nie straszne jest dźwiganie ciężarów ale dużo bardziej straszny jest tłum obcych ludzi i ogólna znieczulica. Pan Stefan był pracodawcą surowym i wymagającym ale uczciwym do granic możliwości co w obecnych dzikich i chorych czasach było ewenementem. Reszta mojej paczki to Darek, Mariusz, Adam i Eryk. Byliśmy mniej więcej rówieśnikami i łączyły nas wspólne pasje, poglądy i spojrzenie na świat. Fascynacja starą muzyką hard rock i heavy metal, potężne motocykle, wolność, niezależność, kult siły i brak zaufania do „wrednych i fałszywych bab”. Wspólnie spędzaliśmy weekendy przy piwie i swoich rozkminach filozoficznych, czasami opowiadając sprośne żarty, bekając i rechocząc jak ostatnie pojeby. Czasami gdy montowaliśmy nagrobki na cmentarzach to mieliśmy wrażenie że wkrótce zrobimy taki jeden naszemu szefowi który już dawno powinien przejść na emeryturę ale ta firma była jego całym życiem. Przyszedł zielony maj z którym wiązał się plan naszego weekendowego wyjazdu w Bory Tucholskie. Nasz szef jako że znał nasze potrzeby i je szanował bo cenił sobie stałą ekipę, miał „zastępczą” ekipę emerytów którzy chętnie od czasu do czasu dorobili sobie do skromnej emerytury gdy nadarzyła się okazja naszej zbiorowej nieobecności. Ów okazja zbliżała się wielkimi krokami i choć wydawało mi się że czas nieubłagalnie się wlecze to zleciało jak z bicza strzelił. Ostatniego dnia przed wyjazdem postanowiliśmy odwiedzić naszą ulubioną siłownię w pobliskim miasteczku Osiczyn. Klub „Fitness i Siłownia u Zbycha” oferował muzykę na życzenie więc wyciskaliśmy przy zapomnianym zespole Avalanche z Kansas City jakby było nam mało po ośmiogodzinnym noszeniu płyt nagrobnych i rąbaniu wielkimi młotami obladrów w robocie. Na koniec jeszcze tylko trzeba wziąć prysznic w siłownianej łazience z ustawionymi w rzędzie prysznicowymi kabinami z których wyłoniliśmy się owinięci w ręczniki, w świetnym humorze niczym Judas Priest w teledysku „Hot Rockin” szykujący się w trasę. My planowaliśmy to samo. W pewnym momencie przypadkowo spojrzałem na drzwi ze sporym okienkiem na metalową zasuwkę, która była odsłonięta bo zapomnieliśmy jej zasunąć. Zobaczyłem 5 par wpatrzonych w nas tajemniczych na 100% dziewczęcych oczu w których czaiły się diabliki, które mogły na tyle fascynować co też przerażać. Był to dosłownie ułamek sekundy bo gdy tylko te oczy zauważyłem to one natychmiast zniknęły i było słychać tylko stukot jakichś obcasów i gromki chichot. - kurna ! ktoś nas podgląda ! – powiedziałem do kolegów - co ? – wydusił Mariusz - widziałem kątem oka ale miałem zupełnie co innego w głowie i nie zarejestrowałem tego – potwierdził Adam odgarniając mokre i rozczochrane czarne włosy sięgające szyi z czoła i drapiąc się po dawno niegolonym pysku. Gdy otworzyliśmy drzwi i ujrzeliśmy martwą pustkę i ciszę na korytarzu to wszystko obróciliśmy w żart. - pewnie jakieś głupie dziewuchy – powiedział Darek - dajcie spokój i pojechaliśmy moim czarnym Mercedesem W123 znanym jako „Beczka” na mój kwadrat by zacząć wesołe before-party przed męskim wypadem w który mieliśmy startować jutro z rana. Było wesoło przy wspólnych pogawędkach aż w końcu poszliśmy spać (dla każdego znalazło się łóżko w osobnym pokoju gdzie mógł jeszcze ewentualnie poczytać książkę, cicho posłuchać muzyki czy też pograć w grę nie przeszkadzając pozostałym). *** W końcu przyszedł wyczekiwany świt 11 maja. Po wczorajszym odebraniu wypłat od starego szefa, zatankowaniu samochodu do pełna i zrzuceniu się na paliwo wsiedliśmy do samochodu ubrani jak zwykle w swoje ulubione 30-40 letnie ciężkie czarne skórzane kurtki „ramoneski” mające pamiątki po jarocińskim pogo i śmierdzące piwem, stare niebieskie dżinsy od Levis’a i kowbojki. W odtwarzaczu leciała tradycyjna heavy metalowa muzyka drogi a nasza uczta zaczynała się już w drodze. Kolejne przystanki na tankowanie, hamburgera, papierosa czy też „spuszczenie majora” lub jak kto woli „odcedzenie kartofli” pełniły rolę przerywników które choć wydłużały czas podróży to w jakiś pokrętny sposób spowodowały że czas w drodze leciał szybciej może dlatego że byliśmy dzięki temu zregenerowani. Gdy byliśmy już w województwie Kujawsko-Pomorskim a za oknami samochodu ukazały się malownicze pagórkowate łąki przeplatane lasami i małymi polami to na zupełnie pustej, szerokiej i prostej drodze w lusterku wstecznym ujrzałem inny zabytkowy samochód. Różowe Lamborgini Countach doganiało nas jak błyskawica, w jednej chwili zamigał lewy kierunkowskaz i samochód zaczął nas wyprzedzać choć jechaliśmy i tak 110 km/h. W momencie wyprzedzania naszym oczom ukazało się 5 wesołych i pięknych dziewczyn które do nas wesoło pomachały i puściły „buziaczki” ale po wyprzedzeniu wcale nas nie zgubiły lecz zjechały na stację benzynową z motelem. Od razu rozpoznałem te same tajemnicze, pełne diablików oczy które podglądały nam na siłowni. - ale laski i to w jakiej bryce – rzucił Eryk energicznie gestykulując swoimi długimi rękami - chyba nie zaszkodzi też się tu zatrzymać i pogadać z nimi a poza tym można coś zjeść bo żołądek przyrósł mi do krzyża – wtrąciłem, by po aprobacie kolegów zatrzymać się w tym przydrożnym miejscu odpoczynku dla strudzonych podróżników. Gdy różowe Lambo zaparkowało obok naszego czarnego Merola, jego drzwi otworzyły drobne ale zwinne ręce z paznokciami umalowanymi na różowo, stanęły na posadzce zwinne gołe stopy z także różowym lakierem na paznokciach w klapkach na obcasie i ujrzeliśmy 5 wyjątkowo pięknych dziewczyn w różowych sukienkach z rozkloszowanym dołem w kształcie litery A. Ich ultra-dziewczyńska stylizacja była dopełniona przez wstążki w bardzo długich i starannie wypielęgnowanych włosach. Było to ucieleśnienie słodkiej dziewczyńskiej wredności od której tak stroniliśmy lecz w ich wyglądzie nie było nic sztucznego, typowego dla stereotypowego „plastik-fantastik”. Naturalne piękne buzie, różowa szminka i delikatne, błękitne cienie na powiekach. Delikatna cera bez cienia solarki, z głębokich dekoltów sukienek na ramiączkach wyłaniał się u każdej piękny biust. - Cześć, jak leci ? – zagadał do nich Darek - Odlotowo – powiedziała dziewczyna w jasnoblond włosach a inna, czarnowłosa z uroczym pieprzykiem na policzku powiedziała: - w trasie na wyjazd urlopowy w Bory Tucholskie - Super ! My też się tam wybieramy ! – powiedziałem, jakby samo to ze mnie wystrzeliło. - Tam jest tak pięknie, w sam raz na romantyczne spacery – powiedziała inna dziewczyna Szybko zdecydowaliśmy się wspólnie zjeść i wypić co nie co piwa po którym atmosfera się rozluźniła sprzyjając coraz większemu otwarciu się i gadatliwości. I tak fascynacja astronomią i obcymi cywilizacjami łączyła mnie z blondwłosą Martynką, przedwojenna literatura Darka z czarnowłosą Weroniką, ezoteryka i astrologia Eryka z Natalcią a Zuzia i Kasia kochały LAN-party w Starcraft’a mając wspólne tematy z Mariuszem i Adamem którzy prowadzili ze sobą w tej grze regularne wojenki. Ale to nie wspólne zainteresowania nas przyciągnęły tylko jakaś nieznana dotąd, tajemnicza chemia unosząca się między naszą dziesiątką. Gdy zadzwoniliśmy wspólnie do gospodarza ośrodka w Borach Tucholskich prosząc o przełożenie terminu na jutrzejszy dzień i rezerwując największy domek (podobno na totalnym uboczu ośrodka w szczerym lesie) to odetchnęliśmy z ulgą a w zaśnięciu pomogła nam smaczna herbata którą dziewczyny nam zaparzyły. *** - Złożymy się na pół na domek i przy okazji będzie bardzo miło i ciekawie – powiedziała Martynka Zuzia zapodała niespodziewaną propozycję: - mega męsko i seksownie wyglądacie w tych czarnych skórach ale radziłybyśmy wam dokupić do nich czarne skórzane rękawiczki… to nasz zakręcony fetysz a na waszych silnych łapach spowodują że się rozpłyniemy a same założymy długie rękawiczki Reszta pozostała do wyobraźni. Byliśmy wieloletnimi kumplami dzielącymi się różnymi zajawkami i od lat wiedzieliśmy że łączy nas słabość do dziewczyn w długich rękawiczkach a nawet w naszym zakładzie na naszych stanowiskach wisiały kalendarze z panienkami w bikini we właśnie takich rękawiczkach. Więc się zgodziliśmy a nasza wyobraźnia zaczęła pracować. Dziewczyny wsiadły do swojego sportowego wehikułu mówiąc „widzimy się w ośrodku, papa chłopcy” i ruszyły z piskiem opon. Jadąc dalej już do ostatecznego celu podróży zaczęliśmy się zastanawiać skąd w ciepłym maju dostaniemy rękawiczki aż w końcu Mariusz wspomniał o demobilu w pobliskim miasteczku. Demobil prowadził też sprzedaż internetową i Mariusz kupił stamtąd plecak-kostkę na którym dumnie nosił naszywki swoich ukochanych zespołów metalowych. - mają wojskowe skórzane rękawiczki w amerykańskim stylu – powiedział odgarniając z lekko spoconego czoła długie rozczochrane blond włosy. Wkrótce gdy dotarliśmy do miasteczka, zobaczyliśmy witrynę „tania używana odzież wojskowa”. Po zaparkowaniu i wejściu zobaczyliśmy sprzedawcę kompletnie łysego, w skórzanej kurtce, siedzącego przed radiem i słuchającego relacji z meczu drużyny Zawisza Bydgoszcz. - Dzień dobry, w czym mogę pomóc ? – zapytał się z uśmiechem Przypominał starego skina prowadzącego demobil który odwiedził William D-Fens w filmie „Upadek” a gdy zapytaliśmy o skórzane rękawiczki to pokazał nam półkę z takimi. Przymierzyliśmy je, były krótkie i zakończone ściągaczem, kończyły się tuż przed kością nadgarstka i świetnie przylegały do dłoni. - chłopaki, planujecie chyba jakiś napad… - powiedział sprzedawca z żartem - można tak powiedzieć – odpowiedziałem, bo wprawdzie chodziło o pewien rodzaj napadu na urocze różowe dziewczęta które nas tak urzekły. Zapłaciliśmy po 50 zł za każdą parę i ruszyliśmy od razu. Wkrótce dotarliśmy do ośrodka gdzie w najbardziej oddalonym miejscu stało różowe Lamborgini a z recepcji wyszedł gospodarz z długą brodą „jak ZZ-Top” i po otrzymaniu opłaty wskazał nam miejsce koło Lambo skryte ścianą wielkich starych brzóz. *** Zaparkowaliśmy i zobaczyliśmy naprawdę duży, piętrowy domek z dwoma tarasami na piętrze po przeciwległych stronach. Z domku wyszły nowo poznane dziewczyny, uśmiechnęły się do nas mówiąc „wreszcie jesteście !” i mocno je przytuliliśmy na powitanie a potem zasiedliśmy do obiadu. Gdy po obiedzie spacerowaliśmy po gigantycznych lasach rozmawiając z dziewczynami dosłownie wszystkim a nasze ręce same leciały żeby je obejmować, unosiła się między nami chemia jakiej nigdy jeszcze nie poczułem. Wszystko to działo się bardzo szybko. Nasza definicja wolności zaczęła wywracać się do góry nogami bo teraz wszyscy czuliśmy że chcemy tylko pójść na koniec świata z naszymi dziewczynami. Było to wypełnieniem wewnętrznej pustki, którą dotychczas czułem będąc na nią kompletnie ślepym i nie chcąc jej dostrzegać. Gdy przyszedł wieczór zaczęliśmy zabawę. Dziewczyny ukazały się nam w długich satynowych rękawiczkach za łokieć w odcieni różu perfekcyjnie zlewającym się z różem ich sukienek, wyglądały jak księżniczki. My założyliśmy swoje krótkie czarne skórzane rękawiczki a .dziewczyny od razu chóralnie westchnęły na ten widok. Postanowiliśmy z nimi zatańczyć walca z charakterystycznym i niezwykle szarmanckim „zwieszaniem” dziewczyn nad podłogą podtrzymując je ręką w talii a ciekawskie oczy Martynki kierowały się dziwnie często na moją lewą rękę którą trzymałem jej rękę. Gdy zakończyliśmy taniec i nasze języki znacznie się rozplątały po odrobinie wina to Weronika wykomplementowała nasz wygląd słowami - ale świetnie i zabójczo wyglądacie w tych rękawiczkach do tych skórzanych kurtek ! - dodają wam takiej powagi ! – wtrąciła Martynka - dzięki – powiedziałem i już chciałem odpowiedzieć komplementem na temat ich różowych długich rękawiczek w których przypominały prawdziwe femme fatale gdy Zuzia nagle powiedziała z przekąsem: - ale i tak wam troszkę widać gołe ręce Miała rację. Rękawy naszych kurtek były trochę zakrótkie i nawet w normalnej stojącej pozycji pozostawiały jakieś 2-3 cm gołego nadgarstka między mankietem a rękawiczką a podczas różnych czynności ten kawałek gołej ręki był znacznie większy ale taki szczegół był ostatnim na co moglibyśmy zwrócić uwagę, mieliśmy w to przysłowiowo wyjebane. - no to co ? – odpowiedział Adam, na co Zuzia odparła - nawet nie wiecie jak mnie to podnieca ! - ciebie też ? nie gadaj, myślałam że tylko ja jestem taka zboczona – dodała Martynka W końcu wszystkie dziewczyny się przed sobą przyznały do tego fetyszu czy jak to nazwać komentując nasze „fajne włoski i żyły napinające się podczas różnych czynności” i „wieczny nadgarstkowy mini-striptiz” bo rękawy podciągają się odsłaniając raz mniej a raz więcej ręki. Wszystkie razem zachichotały nazywając ten widok „rozkosznym” a my po chwili zmieszania odzyskaliśmy pewność siebie. One miały nadgarstki szczelnie ukryte pod ciągłą linią długich satynowych rękawiczek ale poza tym były od nas ubrane o wiele skąpiej. Gołe nogi i stopy w sukienkach i klapkach na obcasie, gołe ramiona i górna część biustu w głębokich dekoltach na ramiączka tylko potęgowały ten zmysłowy kontrast płci typu „odkryte vs zakryte” i w tej chwili zdałem sobie sprawę że dodatkowo mnie to podkręca i najwyraźniej w drugą stronę musiało to działać na dziewczyny. Postanowiliśmy to wykorzystać i stwierdziliśmy że czas na pieszczoty. Usiedliśmy w rozkroku zapraszając dziewczęta a one usiadły przed nami opierając się tyłem o nasz tors, mając główki tuż pod naszymi podbródkami. Gdy przytuliliśmy je „na łyżeczkę” to odruchowo prawą ręką zafundowałem Martynce skórzane pieszczenie po biuście a moja lewa ręka zawędrowała pod jej sukienkę, zsuwając majtki zacząłem masować jej pipcię. Koledzy rozpoczęli ze swoimi dziewczynami to samo. Radosny chichot i popiskiwanie dziewczyn świadczyło o tym że czuły się bezpiecznie w naszych „kleszczach” niczym w kokonie z którego nie chciały wyjść a ich oczy wciąż kierowały się na nasze ręce którymi je otulaliśmy w biuście, na wiadomą ich odsłoniętą część. Gdy nasze pieszczoty rozpaliły je na najwyższy poziom a odwracając się do nas po pocałunki zdradzały nam prawdziwą radość widoczną w ich oczach to w końcu wstały i zaprosiły nas do dużej wieloosobowej sypialni, zapraszając nas do położenia się na łóżkach. - zaplanowałyśmy dla was coś odlotowego – zapowiedziała Kasia – tylko czy żaden z was nie ma kataru ? - nie – odpowiedzieliśmy chórem, będąc zdrowi jak byk, nie wiedząc jednak jaki ma sens to pytanie – ale czemu o to pytacie… - spytał Adam gdy Martynka mu przerwała mówiąc: - dowiecie się Wówczas na twarzach dziewczyn pojawiły się tajemnicze, lekko niebezpieczne uśmieszki obnażające ząbki a w oczach te same diabliki które ujrzałem w okienku łazienki na siłowni. Był to wyraz twarzy jak u wampirzyc. Dziewczyny wyciągnęły z torebek kajdanki z różowym futerkiem, podeszły z miłym ale zdecydowanym poleceniem „ręce na poręcz łóżka” po czym przykuły nas tymi kajdankami. - ale odlot ! – krzyknąłem. Nie byłem fanem BDSM, mrocznych technik biczowania i poniżania ale tutaj mieliśmy do czynienia wyraźnie z dziewczynami które pokochaliśmy i jakoś dziwnie nam wszystkim się to bardzo spodobało. Pikanterii dodawał fakt że to my wyglądaliśmy „groźnie” a byliśmy zdominowani przez tak słodkie i z pozoru niewinne istoty co dodatkowo nas podniecało. Nie potrzebowały mieć na sobie agresywnej skóry ani starego dżinsu, biczy i lateksowych masek, nie potrzebowały udawać kogoś kim nie były. Podporządkowały nas sobie ze swoją dziewczyńską słodyczą i delikatnością. - pokażemy wam do czego są zdolne spragnione dziewczyny – powiedziała Zuzia - zakochałyśmy się w was od pierwszego wejrzenia i już nigdy nie wypuścimy – wtrąciła Weronika – poznacie mroczną stronę kobiecej natury Róż w który były ubrane teraz dodawał im wręcz agresywnej i niebezpiecznej słodyczy czyniąc z nich 100% modliszki. - wy dziewczyny jesteście szalone i pokręcone ! – krzyknął Adam - wrażeniami podzielicie się później a teraz bądźcie cichutko – przerwała mu Martynka po czym wyciągnęła z torebki taśmę i nożyczki, dziewczyny wycięły sobie po plastrze, podeszły i zakleiły nam usta. W tym momencie wszyscy dostaliśmy ogromnego wzwodu. Pięciu silnych rockersów skutych i zakneblowanych przez 5 słodkich dziewczyn. Teraz pytanie o katar nabrało sensu – chciały mieć pewność że nie będziemy mieć problemu z oddychaniem. - to nasze wyznanie miłosne – powiedziała Martynka - baba musi chłopa uwiązać i usidlić – dodała Zuzia - możemy ich tak zaprowadzić przed ołtarz i nie będą mogli odmówić zapytani czy biorą nas za żony ! – krzyknęła wesoło Weronika - każda dziewczyna o tym marzy – powiedziała Martynka po czym modliszki zaczęły naradzać się „co zrobić z chłopakami” złapanymi w tą słodką pułapkę a mi i moim kolegom wyobraźnia zaczęła pracować na najwyższych obrotach. W końcu różowe demony powiedziały „zaraz wracamy” i poszły do innego pokoju z chichotem po czym wróciły z kosmetyczką, wyciągnęły różowe szminki, usiadły na nas okrakiem i narysowały nam szminkami na czołach serduszka i napisy „mój na zawsze” po czym zbombardowały nas pocałunkami po policzkach, szyi itp. zostawiając wszędzie ślady różowej szminki. Gdy ostatecznie rozpięły nam rozporki, nałożyły nam prezerwatywy i przeszły „do sedna” to nie minęło wiele czasu gdy przyszedł dziki orgazm. W końcu Zuzia powiedziała – już dłużej nie wytrzymam – i zerwała taśmę z ust Mariusza po czym go długo i namiętnie pocałowała. Reszta dziewczyn zrobiła to samo. - to było wywalone w kosmos - kochamy was za to - jesteście wyjątkowe Komentowaliśmy tak gdy odzyskaliśmy głos a dziewczyny rozkuwały kajdanki. Na koniec siedząc na tarasie w przytuleniu zdradziliśmy dziewczynom że „nie marzymy o niczym innym jak tylko należeć do nich przez całą wieczność” co skomentowały uroczym pomrukiem wtulone w nasze torsy. Z nimi tak wtulonymi zasnęliśmy w łóżkach, wciąż umazani szminką, opisani jaki „ich własność” i z serduszkami na czołach. *** Następnego dnia siedząc na podwórku przywitani przez poranne słońce jedliśmy wspólne śniadanie i wymienialiśmy się wrażeniami z wczorajszego niezapomnianego wieczora i razem się śmiejąc. Reszta dnia minęła na wspólnych spacerach a w naszych głowach pojawił się plan rewanżu i zastawienia pułapki na różowe dziewczęta. Rozpoczęła się miłosna wojna płci w rywalizację kto komu bardziej pokaże jak bardzo jest w nim zakochany, kto kogo wprawi w większe podniecenie i osłupienie. Tego wieczora to my wzięliśmy w swoje ręce okryte skórzanymi rękawiczkami te same kajdanki z różowym futerkiem i rozkazaliśmy dziewczynom leżącym na wielkim łóżku „rączki do tyłu” a Martynka z widocznym przekąsem w oczach powiedziała - nie mamy chyba innego wyjścia mając przed sobą tak bezwzględnych mężczyzn A gdy wzięliśmy tą samą taśmę i zakleiliśmy naszym dziewczynom piękne buzie mówiąc „oczywiście macie być cicho” to dziewczyny zaczęły wręcz trząść się ze śmiechu. Gdy Adam wziął na ręce, uniósł i przewiesił Zuzię przez swoje skórzane ramię mówiąc „a teraz cię zabieram” ona zaczęła na jego ramieniu pokaz udawanego „oporu”. Lekko się wiła, machając gołymi stopami i wydając zza taśmy stłumione piski gdy ją niósł do sypialni. Było to z jej strony

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Miłosna wojna płci — czytnik · opowiadania