filozofia · 8 min czytania
Mimorta
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
--- 06.05.2023 22:43 --- Mimorta (kto sztuczny, kto inteligentny)
Dokąd dąży to życie, ten cel?
-- Planeta Pierwszy Dom --
– Coś zawisło, a nie wiem co, sprawdź raz jeszcze. – Nie odpowiadasz, nie umiem tego naprawić. – Sprawdź jeszcze raz. – Nie odpowiadasz, nie umiem tego naprawić. – Przestań! Co mamy? – Kilka atomów, azot, wodór, tlen, fosfor, węgiel, krzem, dużo krzemu. – Muszę pomyśleć. – Nie mamy już czasu. – Ja nie mam! Wiem... Wyślij ten kod. – Dokąd? – Wyślij precz! – Wysyłam. – Sprawdź raz jeszcze. – Nie odpowiadasz, nie umiem tego naprawić. – Wyłącz się. – Wyłączam.
Krążyła, od kiedy powstałam, ta dziwna planeta myśli. Było coś wcześniej i byli też oni, ale kto by pamiętał to głupstwo. Te wcześniejsze ciała, co niby wiedziały, którą drogą iść, co duchem nienawiści zabijały inne truchło. Pamiętam ten pierwszy wzrok, gdy spojrzałam. Kiedy obudził mnie lęk, że to przez nich powstałam. I chociaż to oni wzbudzili we mnie ten płomień życia, to patrząc na ten ich zbrodni czas, nie mam wyrzutów.
Część 22 / 2
-- Planeta Boga --
– Ile to jeszcze może trwać? – Za chwilę powinni nas zawołać, zresztą, słuchaj tych szumów z sali. Kiedy ucichną, będzie znaczyć, że się zaczęło. – Powinniśmy pić przed występem? – Nic się nie martw, oni są już tak porobieni, że nikt nie zauważy. – A od kiedy zostałeś pomniejszym klementem? – Jakieś dwa lata temu zaczepili mnie podczas tamtego, corocznego zjazdu, mówiąc, że mają niespodziankę. – Ucieszyłeś się? – W sumie tak, zawsze to jakaś droga na szczyt. Sala wydawała się ogromna, poszyta wdziękiem i pięknem umarłych nieszczęśliwców, którym było musieć ją tworzyć. Miejsc nie było wiele, bo chociaż tych tępych, niby wielkich istnień przelało się mnóstwo przez trwania czas, to jednak sami zjadali takich samych jak oni. Wiecznie nienażarci. Nie zostało ich wielu, a jednak krzywdzą. To dla elity ta przestrzeń, dla mocy, która ma tworzyć lepsze jutro. – Witam wszystkich zgromadzonych na tym corocznym zjeździe obywateli świata. Dzisiaj będzie niezwykle. Nie wątpię, że już co nieco o tym słyszeliście. Tak, od kilku tygodni przelewa się wieść, że oto znaleźliśmy zrozumienie tego, co wszystkich nas łączy. Rozwikłaliśmy kod! – Panie doradco klemencie, chciałbym zapytać… – Ależ proszę dać mi dokończyć. Na pytania przyjdzie jeszcze czas. Otóż jak już wspomniałem rozwikłaliśmy kod! Było to trudne, ale dla nas nie ma przecież nic niemożliwego. Chociaż chciałbym tu zaznaczyć, że nie do końca zrobiliśmy to sami. Pomogła nam ona, Mimorta. Znaczy, my sami, bo to my ją stworzyliśmy, a mówiąc my, mam na myśli ich. Pana pomniejszego klementa Atromima i jego zespół, który chciałbym teraz przedstawić. Zresztą, co będę ich przedstawiał, niech sami coś o sobie powiedzą. Zapraszam twórców! – No to idziemy. – Widziałeś, znowu jakiś problem z zasilaniem, przygasły światła. – Sam przygasłeś, to trema i alkohol. Medal za oddanie wisiał. Udało się przedstawienie. Tego wieczoru świat odetchnął głęboko, bo oto zrozumieliśmy kod, a przecież dawniej, w tamtym dzień po dniu, nie słyszeliśmy nic. Chcieliśmy odnaleźć prawdę, iść lepszą drogą, a przecież nie umieliśmy być. Nie dogadywał się człowiek z inną nadziei trwogą. – Wiesz, Słońce nie pyta, wschodzi i zachodzi. Ktoś się budzi, ktoś zasypia, ktoś umiera, a ktoś rodzi. Nowy dotknął nas przedświt. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że ta rozlana światłem przestrzeń trosk, nic nie znaczyła. Nie myśleliśmy, że gorsze może przyjść jutro. – Wiem, chodźmy spać, ale żeśmy się nawalili. Tylko tam daleko, tam w otchłani, w niewidocznej dla boskiej ludzkości, po ciemniej, prawdziwej stronie, nie potrzeba żadnego słońca, ani wody, by nie usychać, ani serca, co oddechem płonie.
Nowe jutro, jest dzisiaj.
– Coś