Pisarstwo · 3 min czytania
Miniatura
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Małe kino w małej, nadmorskiej miejscowości.
Zegar tyka miarowo, razem z szumem grzejnika jest jedynym dźwiękiem, który przerywa panującą ciszę. No, i może od czasu do czasu dołącza do tego szelest odwracanej strony w brulionie z krzyżówkami, kupionym w kiosku przy głównej ulicy. Drzwi wejściowe są otwarte i słychać zza nich daleki łoskot fal i szum drzew rosnących na wydmach. To dlatego tak zimno, wieje, jakby się ktoś powiesił, a to dopiero połowa września. Zimnego, deszczowego września, który czyni ulice jeszcze bardziej pustymi, niż zazwyczaj są; mokrymi, odbijającymi szare niebo w szarym asfalcie. Gdyby nie pogoda, sezon dopiero by się kończył, a tak - już się skończył. Kawiarenki otwierają się już z rzadka, restauracje i bary tak samo, zostały tylko zwykłe sklepy, odcinające kupony od zysku wypracowanego w ciągu tych niecałych czterech miesięcy, które znowu będą witać tylko swoich codziennych, lokalnych klientów, bez tłoku, krzyków dzieci i hordy obcych twarzy. Znowu będzie można odpocząć od trwających pół nocy zabaw i imprez z głośną muzyką w barach pod gołym niebem. Znowu będzie można po prostu przejść ulicą.
Wyszła dziewczyna, która sprawdza bilety widzów i oczywiście nie zamknęła za sobą drzwi. Zresztą, nie ma powodu, żeby się na nią złościć - szuka…