Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 37 min czytania

MIŚ

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Związany łańcuchami, na kłódkę zamknięty, musi stać jak nieruchomy filar. W czarnych oczach trwoga, nikt nie zauważa tego, łza cieknąca po policzku moczy futro i wsiąka weń. Miłości; tego chce on, tego nie daje mu nikt.

Miś

- Zastanów się, czy ty nie jesteś na to za duża? Pluszowe miśki to nie zabawka dla dużych dzieci. Twoje rodzeństwo już z tego wyrosło. Nie, nie… ty dalej chcesz pozostać bachorem. Dobrze, to będziemy Cię traktować jak bachora, małego, ryczącego bobasa! Tego chcesz? - Ale… Ale tato, on mnie rozumie. To nie jest zwykły misiek. On ma serce. - Ach tak, wybujała wyobraźnia zrobiła Ci ranę w mózgu, hmm? A więc zabieram tego pluszowego potwora do siebie, a ty młoda damo, za karę siedź tu! –z tymi słowami mężczyzna podniósł pluszowego misia, który leżał na półce i odwrócił się ku wyjściu. Z czarnego oka pluszowego przyjaciela spłynęła łza, spadła na podłogę pozostawiając kropelkę, która ciekła po podłodze; skręcała a to w lewo, a to w prawo układając się w słowo. Tym słowem okazało się „miś”. Stoi tam gdzieś, w ciemnym kącie. Myślała. Chwili szczęścia nie dane mu było zaznać. Dalej rozmyślała wpatrując się w napis na podłodze. Rozpowiadajcie, że umarł, rozpowiadajcie, że związali go i zabili mu duszę. Łza dziewczynki spadła na podłogę związując się z napisem i tworząc „kocha”. „Miś kocha” co to ma znaczyć, kogo kocha, jak kocha? Pomyślała dziewczynka. Potrzeba trzech osób by jedną łzę wypłakały. Dziewczynka siadła przy napisie. Księżyc zaświecił na niebie i przez okno wlało się jego światło a jego strumienie tak się ułożyły, że dały ostatni trzeci wyraz „Cię”. Teraz rozumiem „Miś kocha Cię”. Dziewczynka uśmiechnęła się. Odejdę… Zabrzmiało w głowie dziewczynki. Nie daj zabić mnie… Znów zabrzmiał ten cichutki, smutny aż do bólu głosik. Proszę… Powiedział cichuteńko głosik. Przestraszona dziewczynka padła na kolana. Kim jesteś? Zapytała w myślach. Pomóż… powiedział głos. Nagle napis na podłodze zmienił się. Wyszło „Miś prosi Cię”. To ty misiu? Zapytała głosu dziewczynka. Ciemno… głosik był wyraźnie przestraszony. Boję się… zabrzmiał znów. Nie bój się misiu. Powiedziała dziewczynka do głosu. Daj mi wrócić. Dziewczynka zamknęła oczy. Zaczęło wirować jej w głowie, czuła, że upada na podłogę. Otworzyła oczy. Jej pokój wirował. Ściany i wszystkie przedmioty zmieniały wielkość, kształt. Wstała. Może to sen? Pomyślała. Otworzyła drzwi swego pokoju i upadła z krzykiem. Przed nią stały trzy misie. Na środku ten jej. Był duży, taki jak ona; był związany łańcuchami, jego łapka była rozerwana, z oka zwisały nitki, czarne oczko łzawiło a na środku łańcuchów przybita była tabliczka z napisem „Miłości; tego chciał on, tego nie dawał mu nikt”. Z prawej strony był ten sam miś, tylko, że szczęśliwy i uśmiechnięty. Z lewej strony był miś z łapkami rozdartymi, ze zwisającym na nitkach okiem i nadgryzionym uszkiem. Na jego twarzy malowała się złość a na tabliczce, którą trzymał w ręku było napisane „w czarnych oczach trwoga, nikt nie zauważa tego”. Dziewczynka wstała z trwogą w oczach. Dziewczynka spojrzała na tabliczki. - Przecież to moje słowa… tylko nie pełne. – powiedziała spoglądając na misie. - Jak ja? – rzekł ktoś za nią. Dziewczynka obróciła się. Ujrzała przed sobą połowę misia, druga połowa stała z tyłu. - Czemu jesteś rozerwany? – zapytała dziewczynka przełykając ślinę. - Bo ktoś mnie odrzucił od świadomości. – rzekła połówka misia. - Witaj Sally. – rzekła druga połowa podchodząc do dziewczynki. - Cześć połowo misia. – odrzekła przerażona Sally. - Widzisz to? – zapytała prawa połowa misia wskazując na trzy wielkie miśki. - Trudno by nie zauważyć. – odrzekła Sally. - To przedstawia mnie w jednej osobie. Patrz, tak żyłem. – miś wskazał na uśmiechniętego. – tak umarłem. – teraz jego pluszowa ręka przeniosła się na skutego łańcuchami. – a tak chcę się zemścić. – pokazał ostatniego. - Czemu one wszystkie są nieruchome i takie nie… nieżywe? – zapytała się Sally. - Bo posągi nie mówią. - Wytłumaczysz? - To tak jakbyś zobaczyła ducha. Nic nie powiesz ty, bo się boisz. Nic nie powie on, bo nie żyje. Dokładnie tak jest z posągami. Patrzysz nań, jest z jakiegoś materiału, stoi nieruchomo a ty nic nie mówisz, tylko podziwiasz, on też nic nie powie, bo nie żyje, choć w jego głębi jest jakieś serce, jakaś dusza, która choćby bardzo chciała nie poruszy kamiennymi ustami, nie wydobędzie dźwięku z kamiennego gardła. Ta dusza jest zamknięta wewnątrz kamienia, z którego nie może się uwolnić. Jeśli nie rozumiesz to wytłumaczę to inaczej. Wyobraź sobie, że zamknęli cię w ciasnym pokoju bez okien, drzwi i z tak grubymi ścianami, że twój głos nie będzie się zeń wydobywał. Tak właśnie czują się posągi. A my pluszowe misie jesteśmy takimi posągami, jednakże niektóre z nas, te które wplotą się w dziecięcy umysł rozrywają bariery nie mówienia i bezruchu i ożywają, jednakże ten straszny przekaz daje ci do zrozumienia, że moja połówka przetrwała na twojej podłodze, w tej jednej łzie. Jeśli tej łzy nie będzie odejdę. Umrę i będę się mścił za grzechy ludzi. Jeśli chcesz nas lepiej zrozumieć porozmawiaj z lalkami. Lecz one są… dziwne. Tak bym to ujął w słowa. Żyjesz na skraju fantastycznego świata z rzeczywistością. Połowa fantastyczna każe Ci się weń zagłębić, jednakże połowa rzeczywistości krzyczy Ci do ucha „obudź się, obudź się to tylko wyobraźnia!”. Zastanów się w co wierzysz? - Chciałabym pogrążyć się w świat fantastyczny jednakże tata mówi mi, że już wyrosłam z tych wszystkich bredni. Co mam robić? Sally spojrzała w stronę misia, lecz nic nie ujrzała. Misia nie było zostały tylko te trzy wielkie posągi. Lecz i one powoli zaczęły się rozpadać, kawałki pluszu spadały na ogromną posadzkę, łańcuchy opadły z hałasem a tabliczki spłonęły. Trzy posągi obróciły się w pył. W końcu jak było napisane „z prochu powstałeś, w proch się obrócisz”. Sally odwróciła się. Za sobą widziała drzwi. Były to drzwi do jej pokoju. Otworzyła je i nagle obudziła się w swoim pokoju. Na napisie stał jej tata. Kiedy zobaczyła, że dywan jest suchy i napis znikł krzyknęła. - Nie! Nagle pomiędzy dwoma braćmi i siostrą ujrzała dwa misie. Tego złego oraz tego szczęśliwego. Trzymali przed sobą głowę martwego pluszowego misia z której zwisał urwany łańcuch. Sally spojrzała misiowi w oczy było na nich wypisane „żegnaj”. Nagle misie znikły. Sally podniosła głowę i spytała siebie w myślach „co będzie teraz?”

Rozerwany jakby psimi zębami, nieruchomy pozostaje dalej, niemy jest, ślepy jest, głuchy jest, rozszarpany, porzucony, Miał pozostać; odszedł na zawsze.

Miś

- Na twoim dywanie był jakiś dziwny napis? Co on oznaczał? Czyżby był dla Ciebie ważny, twój tata mówi, że jak wysechł to krzyknęłaś „nie!” i znieruchomiałaś na kilka minut. Czemu? Nie chcesz powiedzieć, no już, skończymy to raz dwa i wrócisz do domu, jeśli nie, to pozostaniesz tu i będziesz rozmawiać ze mną. Powiedz mi co Cię dręczy a ja ci powiem co masz robić. Naprawdę. - Nic pan nie zrobi. – powiedział jakiś głos. Sally siedziała na krześle przed lekarzem.- Powtarzam, pan mi nic nie zrobi. – głos znowu się odezwał. Później zamilkł. - Mówiłaś coś Sally? – zapytał się dziewczynki psychiatra. - Ja nic nie mówiłam panie doktorze. – odezwała się dziewczynka. - Ona nic nie mówiła. Nic nie rób, to się źle skończy. – znów odezwał się głos. Na ścianie za Sally widniał dziwny cień, jakby idącej grubej postaci. – Powiedz do dziewczynki, dziękuję, to na tyle albo ja powiem to do Ciebie doktorze. Nie uleczysz jej, bo ona to ja, a ja nie jestem człowiekiem. – rzekł głos. - Więc, kim, czym raczej jesteś? – spytał się głosu lekarz. - Kim ja jestem? Przecież pan dobrze wie doktorze, jestem dziewczynką. Phyy, co to za pytanie? – zapytała się psychiatry Sally. - Dobrze Sally, dziękuję, dziś nam wystarczy. – rzekł doktor przełykając ślinę. - Dziękuję doktorze, do widzenia. – powiedziała zadowolona Sally ubierając kurtkę. Kiedy wychodziła na ścianie znów pojawił się cień spojrzał na psychiatrę, na jego głowie widniały dwa otwory i uśmiech. Kiedy dziewczynka zatrzasnęła drzwi cień znikł. Psychiatra padł na fotel przerażony. Przełknął ślinę i otworzył plik o nazwie „Sally Caerter” Pod ostatnim wpisem napisał. „Dziewczynka w pełni zdrowa, kończę jej leczenie”. Kiedy skończył lekarz złapał się za głowę. Jest gorzej niż myślałem. Pomyślał. Ale co mam robić, to coś mnie zabije. Myślał dalej. Nie, pogrążam się w najczarniejszym scenariuszu, dziś zacznę dokładne badanie zachować Sally Caerter. Pomyślał i przyjął następnego pacjenta.

***

- I jak, porozmawiałaś sobie z panem doktorem? – zapytał się tata Sally. - Tak, ale ten lekarz był jakiś dziwny. Zadawał różne dziwne pytania, pytał mnie czy coś mówiłam jak miałam zamknięte usta. Dziwny człowiek. – odrzekła do ojca Sally. - Zawsze psychiatrzy są jacyś dziwni. Lecz wiedz, że to dla twojego dobra posłałem Cię do psychiatry. Wiem, że zabrałem Ci tego pluszowego misia, chciałem Ci go oddać lecz pewnie pies się nim bawił i miś wylądował przez to na śmietniku. - Nie szkodzi tato, już z tego wyrosłam, sam tego chciałeś. – Jednakże zastanawiają mnie jego słowa „będę się mścił za grzechy ludzi”. Pomyślała Sally. - Chcesz iść coś zjeść? Znam tutaj wspaniałą restaurację. Hmmm..?.. – zapytał się tata. - Mogę iść. – odrzekła ojcu Sally. Mam nadzieję, że nie zrobi nikomu nic złego. Sally dalej rozmyślała mając w głowie dramatyczną przemowę misia. - Chodź, zabierzemy braci i siostrę z kina i idziemy do restauracji. – powiedział tata wsiadając do samochodu. Samochód Caerterów nie był cudem techniki. Dobry silnik, kolory lata, ciemnożółty z dwoma brązowymi pasami. Jechali szeroką ulicą mijając wiele sklepów. W radiu podawali, że jedną z ulic niedaleko kina pędzi pościg za niebezpiecznym przestępcą. Skręcili i znów znaleźli się na szerokiej drodze. Jechali kilka minut i wyjechali na skrzyżowanie, było akurat zielone. Chcieli przejechać lecz nagle, jakiś samochód uderzył w nich, zahaczyli o drzewo i przekoziołkowali kilka razy aż znaleźli się na ziemi. Szybko przyjechała karetka pogotowia oraz straż pożarna. Sally była przygnieciona bocznymi siedzeniami, nie wiedziała czy jej ojciec żyje. Po czole spływała jej krew. Widziała jak strażacy otwierają wgniecione drzwi i wyciągają jej ojca, później ją. Po chwili była już w karetce pogotowia. Jechali krótko.

***

Otaczała ją biel. Białe ściany, biała kołdra, białe łóżko, biali ludzie w białych strojach. Obok niej na innym łóżku leżał jej tata. Miał obandażowaną rękę i głowę. Ona też. Przed nimi siedziało jej dwóch braci oraz siostra. Jakub, Mina i Thomas. Nagle do pokoju wszedł lekarz. Zobaczył coś na komputerze i wyszedł uśmiechając się do Sally. Dziewczynka zamknęła oczy. Mściciel i egzekutor. Choć rozszarpany i martwy, to dalej żywy. Żyjący pragnieniem, i ludzkim sercem, będzie zabijał tych, którzy dali mu do zrozumienia, że ludzie są dla niego źli.

Miś

Świat zaczął wirować jej przed oczyma, padła na poduszkę i… umarła. Hmmm… to jest raczej nie możliwe, bo po chwili znalazła się w innym świecie. Nie, nie w niebie ani nie w piekle. Znalazła się w tym samym szpitalu. Stała na środku Sali, w której pełno było łóżek. Pod białymi kołdrami leżeli miniaturowi ludzie. Na kołdrach rysowały się sylwetki. Sally nie wiedziała gdzie się znajduje. Coś kazało jej odsłonić nakrycia na łóżkach. Pod pierwszym znalazła kukłę psychiatry, który ją leczył. Po chwili zaczęły ją zjadać jakieś dziwne robaki, kukła została zjedzona a robaki znikły tak szybko, jak się pojawiły. Na drugim łóżku leżała kukła jej brata. Nagle wbił się w nią wielki gwóźdź. Dziewczynka wzdrygnęła się i zrzuciła kołdrę z trzeciego łóżka. Leżała tam kukiełka jakiegoś pana, który sprzedawał pluszowe zabawki, bo miał jedną w ręku. Kukiełka rozsypała się w pył. Pod następną narzutą była kukiełka tłustego twórcy firmy robiącej zabawki, która jak Sally się jej przyglądnęła wybuchła. Na przedostatnim łóżku była kukła jej taty. Z nią nic się nie stało. Na kołdrze ostatniego łóżka rysowały się sylwetki dwóch kukiełek i hmmm…. Głowy jakiejś kukiełki. Sally z ostrożnością podniosła narzutę i odrzuciła ją na bok. Na łóżku leżały dwa misie, dobry, zły i jej tylko, że sama głowa. Nagle misie ożyły i główka trzeciego misia krzyknęła przeraźliwie. Sally upadła na podłogę później wstała i podeszła do kukiełki swego ojca „co tu się dzieje tato?” Zapytała się w myślach. Jednakże spostrzegła, że i ta kukiełka jest zmasakrowana. Nagle jakby z sufitu spadło ostatnie, siódme łóżko, odsłoniła kołdrę przełykając ślinę. Na łóżku był nie kto inny jak ona sama. Nagle na kukiełkę spadło kilka kropel czegoś czerwonego. Sally spojrzała w górę i z krzykiem upadła na podłogę przewracają łóżko z sobą. Do sufitu przyszpilony był wielki, pluszowy miś, na którego brzuszku wycięty był symbol, jakby dwa koła a w środku trójkąt splątane liną. Krew biednego misia kapała na ziemię. Z oczu, z rączek i nóżek oraz z symbolu malując go plamami krwi na ziemi. Sally spojrzała misiowi w oczy i… wstała z martwych. Obudziła się kiedy lekarze wywozili ją z Sali. Wszyscy odskoczyli od łóżka. Sally ciężko oddychała. Spojrzała na tatę, nie był już kukiełką, był człowiekiem. Tak samo jej bracia i siostra. Spojrzała na swoją rękę. Przez bandaż przebijał się jakby wycięty na jej ręce ten sam symbol, który był na tym przyszpilonym do sufitu misiu. Sally przełknęła ślinę i odetchnęła z ulgą.

***

Dziewczynka wzięła do ręki pilota i włączyła telewizor. W wiadomościach podawali wiadomość o przerażającej śmierci psychiatry, który leczył Sally. Dziewczynce ciarki przeszły po plecach gdy zobaczyła zmasakrowane ciało. A w zasadzie same kości.

***

Przyszedł nieoczekiwanie, gdy psychiatra siedział wygodnie w fotelu oglądając telewizję. Pokazał się jako cień na ścianie, wszedł jako istota prawdziwa. Był mścicielem, egzekutorem. Na sercu miał wypisane „zróbcie coś jej, zrobicie coś mnie!” Rozdarł bramy fantastyki, przeszedł do obrębów rzeczywistości. Mógł przybierać najdziwniejsze formy. Mógł tworzyć własne ciała. Chciał zabijać, bo go zabito. Rozdarto na kawałki i porzucono w czarnym kącie. Pochwycił go ręką demoniczną i podszedł. Mały niewinny pluszowy misiek, stał na kamiennej ręce, która przygniatała psychiatrę do ściany. Uśmiechnął się niewinnie i szeroko, a oczom psychiatry ukazał się rząd zakrwawionych kłów, wbił pazury w rękę psychiatry i znikłą równie szybko jak się pojawił. Lekarz spojrzał na swoją krwawiącą rękę. Nagle coś przeszyło jego bark, tak jakby ktoś wepchnął kij w żyłę. To coś wchodziło coraz dalej i dalej, nagle z rany wylazły robaki, które zaczęły pożerać rękę doktora, psychiatra nijak nie mógł ich powstrzymać, co ich dotknął to przechodziły na drugą rękę. Ogryzały palce do kości, sprawiając niewyobrażalny ból. Kawałek mięsa po kawałku w zawrotnym tempie. Krew lała się na podłogę, kiedy doszły do barku wgryzły się do środka. Lekarz bez jednej ręki padł na fotel. Coś kuło go w serce i narastało. Myślał, że robaki znikły taj jak pluszowa zabawka, lecz nie, one zżerały jego ciało od środka, nagle razem ze strumieniem krwi wylazły z klatki piersiowej lekarza i zaczęły go pożerać, nie miał szans na przetrwanie, kiedy ogryzły nogi, narządy wewnętrzne, cały tułów zajęły się szyją, później wlazły do głowy, zjadły oczy, uszy. A kiedy skończyły zjadły same siebie i znikły pozostawiając w fotelu ogryzione ciało, ze zwisającymi kawałkami mięsa. Nie oszczędziły nawet kości. Pozostała tylko czaszka, z kilkoma zębami i bark.

Miś

- Achh…. Nareszcie w domu. – Sally odetchnęła przekraczając próg ukochanej willi. - Eeee tam. Byliśmy w szpitalu tylko dwa tygodni. Widziałem, że ludzie leżą tam nawet lata. - – powiedział Jakub. - Tak Jakub. Ale niektórych nawet po dwóch tygodniach widok domu napełnia radością. – rzekł do Jakuba ojciec. - No. Wracajcie do pokoi. – rzekł ojciec. – Lekcje czekają. Dzieci rozeszły się po domu. Sally wolno wchodząc na schody rozmyślała. A jeśli stanie się coś Jakubowi? Przecież widziałam jego kukiełkę. Tam, w zaświatach, czy czymś takim. Echh… ten miś jest zdolny do wszystkiego. Sally otworzyła drzwi swojego pokoju. Padła na łóżko. Rozdzierało ją mordercze pragnienie odpowiedzi na pytanie „Jak to możliwe?”. Czemu stało się to jej i jej rodzinie? Dlaczego nie mogło się to przytrafić komu innemu? Te pytania dręczyły ją co dnia. Codziennie pytała siebie, lecz nawet w najgłębszych zakamarkach swojej podświadomości nie znalazła odpowiedzi na żadne z tych pytań. Nagle z dołu dobiegł głos ojca. - Obiad! Schodźcie na dół! Sally podniosła się z łóżka i zeszła na dół. Za nią szli Mina i Thomas. Jakub pewnie siedział ze słuchawkami na uszach przy komputerze. Salon w domu Sally był dużym pokojem w którym znajdował się telewizor, dwa fotele, duży stół z tuzinem krzeseł oraz kominek. Było tam pięć okien i wyjście na taras. Ojciec Sally nie gotował w prawdzie jak szef kuchni w paryskiej restauracji lecz jego dania były dobre. Najczęściej przygotowywał spaghetti, kurczaka bądź chińszczyznę. Dziś akurat było spaghetti. Kiedy zasiedli do stołu ojciec zapytał. - A gdzie Jakub? - Pewnie nie słyszał, bo ma słuchawki na uszach. – zaśmiała się Mina. - Racja. – rzekł ojciec. – Thomas idź po niego. Thomas westchnął ciężko i wstał od stołu po czym zaczął wchodzić po schodach. Kiedy doszedł pod drzwi pokoju swego brata zapukał, jednakże nikt mu nie otworzył, zapukał drugi raz, tym razem mocniej, także nic. Po chwili krzyknął. - Obiad!!! Lecz i tym razem nic się nie stało. Thomas zszedł na dół. Po chwili wszyscy stali pod drzwiami pokoju Jakuba. - I co tato, udało ci się otworzyć? – zapytała się Mina. - Odsuńcie się dzieci. – powiedział tata. Kiedy wszyscy się odsunęli mężczyzna ruszył na drzwi i wtedy puściły. Kiedy wszyscy weszli gwałtownie krzyknęli i odskoczyli na schody. Serca biły im szybciej niż zawsze. Sally nie mogła złapać oddechu. Przypomniała sobie to co zobaczyła po śmierci. Kukiełka, gwóźdź. A no właśnie… gwóźdź, w kukiełce nie wyglądał tak strasznie, lecz jako dwumetrowy metalowy pręt przyszpilający chłopaka do ściany i najprawdopodobniej wychodzący drugą stroną nie wyglądał już tak miło. Spływająca po ścianie krew zamieniała się na podłodze w bordową plamę. Krew roztrysnęła się po całej ścianie a…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
MIŚ — czytnik · opowiadania