Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 18 min czytania

Misja nastolatki cz.1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

1

Moje życie od samego początku wydawało się być nieco skomplikowane. Już po narodzinach zostałam oddana pod opiekę dziadków. O rodzicach wiem jedynie tyle, że byli doświadczonymi podróżnikami. Mama Meriene ukończyła studia kartograficzne. Później obroniła tytuł i wyjechała na wycieczkę krajoznawczą po Australii. Tam właśnie poznała tatę, Reine’go. Jako młody chłopak, sprawował tam funkcje kierownika wycieczki. Pamiętam jak babcia opowiadała, że był bardzo nieśmiałym chłopakiem, ale za to niezwykle uzdolnionym. Kojarzę ich jedynie ze zdjęć, których mam na prawdę sporo. Na swoje piętnaste urodziny dostałam od dziadków album rodziców, którzy prowadzili go od momentu swojej pierwszej wspólnej podróży w nieznane. Obrazki nie są w żaden sposób opatrzone podpisem. Aby dojść do wniosku, gdzie dana fotografia została wykonana, należałoby się na prawdę dobrze przyjrzeć otaczającej przyrodzie. Na pierwszym planie można dostrzec dzikie zwierzęta bądz tubylców zamieszkujących tamtejsze okolice. Moi rodzice zostali ujęci przez operatora kamery z ukrycia; podczas swoich badań nad wodą, czy też opatrywaniem ran małych dzieci. Czasami zastanawiam się, czy potrafiłabym przejąć część ich ówczesnych obowiązków, nie obawiając się jakiegokolwiek skażenia.

2.

Nazywam się Vivien i prowadzę podwójne życie odkąd ukończyłam 14 lat. Jak na małą dziewczynkę, nie można by wiele oczekiwać. Dzięki swoim rodzicom zostałam niejako zmuszona do podjęcia ryzyka i dosyć wcześniejszego wejścia w dorosłe życie. Piszę, by w pewien sposób uporządkować swoje myśli. Dzięki temu utrwalę minione wydarzenia, złączę wątki, by móc funkcjonować dalej.

Na codzień jestem uczennicą jednej z lokalnych szkół katolickich. Należę do grupy, która liczy dziewiętnaście osób. Początkowo było nas około dwudziestu pięciu, jednak ciężar szkolnych obowiązków i poziom nauczania dosyć szybko wyeliminował słabsze osobniki. Nie uważam się mimo wszystko za jednostkę wybitnie uzdolnioną. Faktem jest, że spędzam wiele czasu nad książkami a tuż przed egzaminami potrafię przesiedzieć całą noc na wykonaniu projektu, czy też odpowiedniej ilości zadań powtórkowych. Oczywiste jest, że przez kolejne dni odsypiam poprzednie nocki, powracając do normy zarówno fizycznej jak i psychicznej.

Moja klasa nie jest całkowicie zgrana. Nieznajomy wkraczając w nasze szeregi odkryłby na wstępie cztery zorganizowane paczki. Jako jedna z ośmiorga dziewcząt nie staram się o przynależność do owych grup, lecz stanowię pewien stały łącznik pomiędzy nimi. Nie jesteśmy jednak zdani sami na siebie. Naszym wychowawcą i “drugim tatą” jest dosyć zabawny pan o nietuzinkowej urodzie. Jest też jedyną osobą w szkole, która potrafi utrzymać spokój w klasie bez podnoszenia tonu głosu. Uwielbia spędzać czas na przeglądaniu nowych artykułów o nowoczesnych technologiach. Lekcje w naszej szkole trwają po 90 min a przerwy ustalają nasi nauczyciele, zwracając szczególną uwagę na nasze potrzeby; przerwa na obiad - 30 min, na kanapkę 15 min, na odstresowanie - 5 min.

Pomimo ogromnej ilości przyswajanej wiedzy i obowiązków, które czekają na nas po każdych zajęciach nie zamieniłabym jej na żadną inną. To jest - jak mawia nasz kolega - nasz drugi dom.

3.

W dniu swoich czternastych urodzin postanowiłam wybrać się na wycieczkę. Już kilka miesięcy wcześniej zrobiłam dokładny jej plan, na którą zamierzałam zaprosić starszą kuzynkę Gracy. To jedyna osoba, która pomagała mi w połączeniu wszystkich obowiązków i utrzymaniu dobrego stanu ducha. Bardzo się zżyłyśmy i gdyby nie więzi rodzinne, byłybyśmy najlepszymi przyjaciółkami pod słońcem. Gracy ma trzydzieści pięć lat i jest świetną panią psycholog. W ciągu tygodnia pracuje w sztabie wojskowym, gdzie pomaga strzelcom, żołnierzom i innym funkcjonariuszom prawa dojść do siebie. Nigdy nie miałam okazji zapytać jej, na czym właściwie polega jej praca.

Jako, że od najmłodszych lat interesowałam się astronomią, postanowiłam wybrać się do Instytutu Technologii, który znajduje się 350km od naszego miasta. Odległość nie stanowiła problemu. O wiele trudniej było z otrzymaniem przepustki. Po kilku tygodniach ciągłych wymianach maili, otrzymałam zgodę i zaproszenie od dyrektora placówki, który zaoferował mi niezapomnianą wycieczkę po miejscach, które na codzień są niedostępne odwiedzającym.

4.

Podróż autokarem turystycznym zajęła nam dosłownie pół dnia. Wyruszyłyśmy dokładnie o trzeciej nad ranem aby być na miejscu parę godzin przed otwarciem instytucji. Jako, że byłyśmy po raz pierwszy na tak dalekiej wycieczce, dużo wcześniej przygotowałyśmy dokładny spis okolicznych sklepów, hoteli oraz dokładny plan ulic miasta. Bardzo nie lubiłam być nieprzygotowana. To wiąże się również z moją nauką do sprawdzianów. Nie zasnę, dopóki wszystkiego nie zrozumiem i nie wykuję na pamięć.

Bardzo trudno było przekonać moich opiekunów by wyrazili zgodę na tak daleki wyjazd. Kuzynka Gracy nie miała z tym trudności. Widocznie bezgranicznie jej ufali. Wychodząc ze swojego pokoju, spojrzałam na niego lekko tęsknym wzrokiem. Będzie mi brakowało tej bezpiecznej i przytulnej przestrzeni. Nie przywykłam do kilkudniowych wyjazdów oraz noclegów poza domem a co dopiero tyleset kilometrów dalej niż zwykle. Zatrzymałyśmy się w trzygwiazdkowym hotelu na przedmieściach. Bardzo nie lubiłam centrów miast, gdzie roiło od nieznajomych. Tutejsza okolica wydała się być spokojna, pomimo zbliżającej się pory świątecznej. Gdzieniegdzie można było dostrzec mieszkańców spieszących do sklepów po zakup świeżego pieczywa.

Zatrzymaliśmy się tuż przed wejściem do budynku. Tak jak pozostałe, tak i ten był ozdobiony białymi, świecącymi lampkami, które mieniły się różnymi kolorami tęczy w porze wieczornej. Tuż nad nazwą, po ogromnej szybie “wspinał się” niewielkich rozmiarów mikołaj z ogromnym czerwonym workiem na plecach. Sam hotel znajdował się dwie przecznice dalej niż Instytucja, do której miałyśmy się wybrać tego samego dnia. Trzypiętrowy budynek zachwycał swoją delikatną budową. Nasz apartament znajdował się na pierwszym piętrze, naprzeciw windy; pierwsze drzwi po prawej stronie.

5.

Do południa podziwiałyśmy swoje nowe lokum wraz z jego eleganckim wyposażeniem. Zwiedzanie miasta zaplanowałyśmy na kolejny dzień. Nie chciałyśmy się z niczym spieszyć. Wszystko dokładnie sprawdzałyśmy i gdy doszłyśmy do wniosku, że nic nie jest nam obce w nowym apartamencie, wyszłyśmy na niewielkie zakupy. Po nich przygotowałyśmy się na kluczowy moment dnia - zwiedzanie centrum nauk astronomicznych. Po zapamiętaniu numeru pokoju oraz drogi powrotnej, ruszyłyśmy w kierunku instytucji.

Przed wejściem do budynku, czekał już na nas wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Miał na sobie czarny garnitur, jednak nie miał okularów. Wyglądał jak tajny agent na wakacjach. Ujrzawszy nas, kiwną głową, byśmy skierowały się za nim. Płynnie prześliznęłyśmy się przez obrotowe drzwi i ruszyłyśmy korytarzem za bezimiennym. Pomieszczenie było zupełnie puste a ściany miały odcień koloru zielonego. Przez chwilę poczułam się, jakby z mego pokoju wyniesiono wszystkie meble, obrazy oraz rośliny. Nieznajomy podprowadził nas pod drzwi, na których znajdowała się plakietka z napisem: “Dyrektor - C.M.” Uchylił nam drzwi, po czym zostawił nas, sam na sam z nieznanym.

6.

W pomieszczeniu znajdowało się mnóstwo różnorodnych mebli. Po chwili mój wzrok powędrował za ciepłym głosem, który nas przywitał. Dyrektor stał przy biurku, wpatrując się na znajdujący się za oknem ogród. Kiedy podeszłyśmy bliżej, mężczyzna odwrócił się i dopiero teraz wydał nam się o wiele młodszy, niż przypuszczałyśmy. Ubrany w zieloną elegancką koszulę i ciemnogranatowy sweter wyglądał dość uroczo jak na dyrektora.

“Chyba nie sądziłyście, że jestem sypiącym się starszym dziadkiem.” - odparł uśmiechając się.

W przeciwieństwie do mnie, Gracy była pewniejsza siebie i ta sytuacja nie wywarła na niej żadnego wrażenia.

“Bardzo miło mi Was gościć u siebie. Mam nadzieję, że podróż minęła bez problemu.” - zaczął, sięgając po notes leżący na biurku.

Mebel był niewielki, lecz każdy przedmiot znajdujący się na nim, miał swoje odgórnie ustalone miejsce. Wszystko było idealnie poukładane.

Bez problemu, dziękujemy. - rzuciła Gracy.

Po zapoznaniu się i krótkiej rozmowie, dyrektor Cedriss poprowadził nas do laboratorium badania kamieni szlachetnych. To było wyjątkowo sterylne i duże pomieszczenie. Doliczyłam się około trzydziestu oddzielnych stanowisk przy których pracowało po pięć lub siedem osób. Każda z nich była ubrana w białe fartuchy. Miałam wrażenie że trafiłam do jakiegoś…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Misja nastolatki cz.1 — czytnik · opowiadania