Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 22 min czytania

MISSION IMPOSSIBLE

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

MISSION IMPOSSIBLE

godzina A - 33 sekundy

T*** wziął głęboki oddech, poczym rozluźnił mięśnie i policzył do dziesięciu. Naciągnął na twarz czarną kominiarkę, a na dłonie rękawiczki. Chromowana, rozświetlona fluorescencyjną kreską wskazówka wskoczyła lekko na godzinę "A"...

godzina A - 1 sekunda

Ostrożne wychylenie się z bramy. Szybkie, taksujące spojrzenie na chodnik, na ulicę, na okna. Niepokojące wrażenie, że jest się obserwowanym. Nikogo jednak nie widać, chyba nikt nie widzi. Kilka sprężystych kroków, cichych i błyskawicznych. Niczym polujący lampart... Po prawej błyskają reflektory samochodu. Pad na ziemię i odturlanie pod osłonę gęstego żywopłotu. Mijają długie sekundy wyczekiwania. Zielony Fiat Uno z charakterystycznym rzężeniem silnika przejeżdża, nie zatrzymawszy się. Kierowca ukryty w osłoniętym mrokiem wnętrzu pojazdu niczego nie zauważa. Odczekać chwilę, czy nie zawróci... Pojechał. Wspięcie się z gibkością małpy, na siatkowany parkan i pierwsza poważniejsza przeszkoda - stary, trochę pordzewiały, ale nadal zdradliwie ostry kolczasty drut. Wydobyte z przypasanej do uda, skórzanej kabury stalowe nożyce radzą sobie błyskawicznie. Druga strona ogrodzenia. Cisza. Złowroga, niepokojąca cisza. Trzeba niezauważenie przebyć kilkadziesiąt metrów otwartej przestrzeni. Jak na złość, księżyc wyszedł zza chmur. Nie ma na co czekać, nie zapowiada się, żeby ponownie miał się schować... Szybki, ale ostrożny bieg, w przygarbionej pozycji, tak, żeby cień był jak najmniejszy, żeby ciemna sylwetka jak najmniej wyróżniała się na tle murawy. Postój pod szerokim pniem wysokiej topoli. Chwila wytchnienia i nasłuchiwania. Teraz cisza brzmi znacznie przyjaźniej. Chyba nikt nie zauważył, nie wszczął alarmu, a mimo to, po plecach przechodzi nieprzyjemny dreszcz. Zupełnie, jakby cudzy wzrok wciąż śledził każdy ruch. Spojrzenie na zegarek. Ochroniarz z rottwailerem powinien mieć obchód za dwadzieścia jeden minut. Na razie wszystko idzie zgodnie z planem. Jeden, dwa, trzy szybkie kroki i oparcie się plecami o chłodną ścianę. Ostrożne podkradnięcie pod rynnę. Teraz będzie karkołomnie. Jeśli mocowania nie wytrzymają, może być źle... Palce wczepiają się w blachy, mięśnie napinają się, stopy z trudem odnajdują oparcie na chropowatym murze. Niczym "człowiek-pająk", przyklejając się do płaszczyzny ściany, trzeba sięgnąć do framugi. Noga oparta na parapecie drży lekko, ale udaje się utrzymać równowagę. Delikatne pchnięcie szyby nic nie daje. Mocniej i nadal bez efektu. Widocznie ktoś zamknął okno. Za dnia niedomknięte zostały trzy, na kolejnych piętrach, w skrajnym pionie. Trzeba spróbować wyżej... Znów na rynnę. Metal zajęczał ostrzegawczo, jednak na szczęście wytrzymał obciążenie. Kilka metrów w górę i znów ekwilibrystyczne przejście na parapet. Tym razem okno, skrzypiąc cicho, otwiera się. Miękki zeskok, ponowne przymknięcie szyby, żeby z zewnątrz nikt nie zauważył, że coś może być nie tak.

godzina A + 7 minut 12 sekund

A*** odjęła lornetkę od oczu i spojrzała na zegarek. Jak na razie T*** szło tak, jak było zaplanowane. Jeśli mu się powiedzie, w przeciągu godziny powinien się u niej zameldować. Jeśli pójdzie źle, ona wszystkiego się wyprze…

godzina A + 7 minut 30 sekund

Korytarz jest ciemny i pusty. Gdzieś z dołu, przez ciszę przebija się szemranie telewizora. W szpalerze okien przesuwa się nagle jasna łuna. Czyżby jednak stróża coś zaalarmowało i teraz przyświecając latarką szuka potwierdzenia swoich domysłów?… Nie, to tylko samochód przejeżdżając ulicą rzucił blade światło na budynek. Oddech ulgi i krok w kierunku klatki schodowej... ŁUP, szszsz.... - O rzesz kur... - przekleństwo z trudem przechodzi w szept i niknie. Ktoś zostawił ławkę na środku przejścia. Odrobina nieostrożności wystarczyła, żeby się potknąć. Hałas trwał krótko, ale z pewnością był dość głośny, żeby ktoś go usłyszał. Ochroniarz z psem nigdy nie wchodził do środka budynku, ale to marna pociecha. Ten siedzący w kantorku na dole też był groźny. Telewizor gra nadal, ale słychać powolne kroki. Niesiony echem po całym budynku, huk nie umknął uwadze i strażnik idzie sprawdzić co się stało. Na korytarzu nie ma się gdzie ukryć, a bieg z pewnością zostanie zauważony... "Ta cholerna ławka!... to może być ratunek!" Podłoga śmierdzi pastą do froterowania, ale trzeba przemóc obrzydzenie i niemal się w nią wtopić tak, by ciało nie wystawało ponad niskie, długie, sosnowe siedzisko. Po chwili zza winkla wynurza się ciemna sylwetka. Wąski snop światła pobieżnie omiata przestrzeń korytarza i gaśnie. Stróż burczy coś pod nosem i powoli znika idąc sprawdzić wyższe piętro. Teraz już ostrożniej, ale za to szybciej, bo umknęło za dużo czasu. Bezszelestnie, jak duch. Na klatkę schodową przeciwległą do tej, którą podążył strażnik. Piętro pokonane w szybkich skokach, ale znów trzeba przeczekać, aż i tu zgaśnie latarka, a uspokojony stróż wróci na dół. Czas ucieka. Jeszcze dwanaście minut... Wreszcie można podejść pod drzwi do sali "31". Blaszka z numerem niknie w mroku, ale to z pewnością tu. Pstryk. Czołówka daje słabe, punktowe światło, ale to musi wystarczyć. Zresztą, tak jest bezpieczniej. Mniejsze ryzyko, że ktoś dostrzeże poświatę. Rozpięcie suwaka, wydobycie z kieszonki na piersi zielonego kluczyka. To kopia, której dorobienie dwa dni temu, choć obarczone ciężarem sporego ryzyka, poszło szybko i sprawnie. Oryginał wrócił na swoje miejsce nim ktokolwiek zauważył jego brak. Profesjonalizm, profesjonalizmem, ale ręka wkładająca klucz do zamka lekko drży. Idzie jakoś opornie, ciężko. Ostatecznie mimo nacisku, nie udaje się włożyć do końca. Tym bardziej nie ma mowy o przekręceniu. Jeszcze jedna próba i nic... Zimny pot i uczucie miękkości w nogach. Klucz wydaje się w porządku, ale nie ma siły, by pokonać opór zamka. Latarka świeci słabo, ale w końcu, w niebieskawym snopie jasności udaje się dostrzec ślady plastycznej masy tuż przy dziurce. Trochę musiało być wciśnięte do środka. Ktoś zapchał zamek i zupełnie nieświadomie zniweczył misternie przygotowany plan włamania. Jeszcze kilka desperackich prób, ale nic się nie zmienia. Kilka pomysłów: rurą wentylacyjną - za wąsko, liną z dachu - brak sprzętu, wyłamać drzwi - za głośno... Rezygnacja. Głowa opiera się o drzwi, ręce opadają wzdłuż ciała. Mijają kolejne chwile. Nie ma co, trzeba wracać, żeby porażka nie zamieniła się w klęskę totalną. Przy obrocie ciała, dłoń, chyba przypadkiem, zahacza o klamkę... "Boże, jednak istniejesz!!!" Jeśli w jakiś niewyobrażalny sposób, ktoś jednak to wszystko widzi, teraz pewnie rwie boki ze śmiechu. Aaa tam... ważne, że drzwi otwierają drogę do ciemnego pomieszczenia. Zasłonięte verticale jeszcze potęgują mrok. Nawet teraz, w nocy, gdy nie ma gospodarza, te ściany emanują grozą, ale nie ma czasu na strach. Szuflada i szafka w biurku otwarte, ale byłoby zbyt pięknie, gdyby kryły strategiczne materiały. P*** E*** musiał mieć wszystko przy sobie. Przyniesie dopiero jutro. Jeszcze rzut oka na wnętrze mebla: talerzyk, kubek, słoik z kawą i drugi z cukrem. Oprócz tego kilka nieistotnych papierzysk i o… W głębi szafki leży mały, foliowy woreczek wypełniony białym proszkiem. Kto by pomyślał, P*** E*** i takie rzeczy... Warto wiedzieć, może to się przyda… Teraz jednak nie ma czasu, trzeba wrócić do zadania. Lampka biurowa stoi tak, jak stać powinna. Wykręcona żarówka ląduje w miękkiej torbie przymocowanej do paska. W jej miejsce trafia inna, przepalona. Mało prawdopodobne, żeby P*** E*** chciał jutro korzystać z tego źródła światła, ale w razie czego trzeba mu to uniemożliwić. Najpierw plastelina, potem miniaturowa kamerka zgrabnie dają przymocować się pod kloszem. Z zewnątrz nic nie widać. Powinno być ok. Testowe uruchomienie kamery, żeby sprawdzić, czy obraz obejmuje najistotniejszą część blatu. Trochę bardziej w prawo... Tak, będzie dobrze. Taśma klejąca dla upewnienia się, że kamera będzie się trzymała. Zrobione. Na tym polu wszystko gra. Jeszcze tylko zostawić mały bonus. Tą sprawę trzeba załatwić należycie... Szybkie zatarcie wszelkich śladów. Krzesło odstawione tak, jak było wcześniej. Ulga. Wszystko wydaje się być w porządku, choć nawet teraz, ciężko pozbyć się wrażenia, że jest się obserwowanym.... Idiotyczne wrażenie, na szczęście, raczej bezpodstawne. "Tyle zachodu, a wszystko i tak jutro może pójść na marne, jeśli P*** E*** zrobi coś nieprzewidzianego. Wystarczy jeden głupi ruch. A*** jest pewna, że to niemożliwe, ale może się mylić... To nie moja sprawa. Ja swoją część wykonam."

godzina A + 19 minut 37 sekund

ŁUP, szszsz.... - O rzesz kur...

godzina A + 20 minut 2 sekundy

A*** coraz bardziej zaniepokojona obserwowała wyjście i okna budynku. Oczodoły spociły się już od ciągłego dotyku okularów lornetki. Wreszcie zauważyła oczekiwany ruch. Okno na parterze rozwarło się i na zewnątrz wyskoczyła, albo może wypadła czarno odziana postać. Postać odturlała się kawałek, po czym z pewnymi kłopotami wstała i rozejrzała się dookoła. Z okna wychylił się ktoś następny i mocno gestykulując wygrażał uciekinierowi. A*** głosu oczywiście nie słyszała, ale mogła się domyśleć, że strażnik wzywa pomoc i jednocześnie miota obelgi. Czarno odziany nie miał zamiaru słuchać, ani czekać. Puścił się w sprincie drogą, którą niecałe pół godziny wcześniej przybył. Tymczasem zza winkla wyłonił się ochroniarz z psem. Szybko zorientował się w sytuacji i spuścił rottwailera, który z wielką ochotą pomknął za zbiegiem. Uciekinier miał bliżej i wcześniej wystartował, ale pies był zdecydowanie szybszy...

godzina A + 21 minut 1 sekunda

Ciężko złapać oddech. Zbawienna linia ogrodzenia już tuż, tuż, a jednocześnie, ciągle tak daleko... Nie można tracić czasu na oglądanie się za siebie, ale wyraźnie słychać charkot, oraz ciężkie i zdecydowanie za szybkie odgłosy susów pędzącego zwierzęcia. Boże, on musi być cholernie blisko!!!... Nagły zwrot w prawo. Stopy ślizgają się na wilgotnej trawie, ale udaje się utrzymać równowagę. To był ostatni i zarazem najlepszy moment na taki manewr. Pies daje się zaskoczyć, nie skręca, a za chwilę przy próbie nawrotu traci równowagę i całym impetem uderza w siatkę. Jakby zdziwione, zwierzę zarzuca łbem, lecz zaraz kontynuuje pogoń. Mimo wszystko, udało się zdobyć kilka sekund, zyskać kilka kroków przewagi. Ot tyle, by dopaść do ogrodzenia...

godzina A + 21 minut 18 sekund

R*** z niedowierzaniem pokręcił głową. Wariacki pomysł, wariackie wykonanie, ale T*** prawie się udało. Chyba szkoda by teraz było, gdyby dopadł go pies i jego opiekunowie. Ktoś, kogo stać na tak wymyślne przedsięwzięcie, może się jeszcze przydać. R*** spokojnie wycelował, wyczekał na odpowiedni moment i nacisnął spust. Trafił. Rottwailer zaskomlał i odskoczył w bok. Pocisk z wiatrówki oczywiście

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%