Filozofia · 6 min czytania
Mistrz Gry
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jest pewien skrawek lądu opuszczony przez czas, na którym mieszka Śmierć. Na odległej wyspie, oddzielonej kanałem zapomnienia stoi pusta wieża. Śmierć często spaceruje po kamienistym nabrzeżu, wspina się po stromych stopniach. Mówi sama do siebie, patrzy w dal. Wspomina pewnego człowieka, który grał z nią w szachy, sądząc, iż gra z własna wyobraźnią...
*** Całe życie podróżował po świecie. Nie było miejsca na ziemi, którego by nie odwiedził. Był Mistrzem Gry, wszędzie witano go życzliwie. Każdy pragnął zobaczyć jak gra. A grał pięknie, wirtuozersko, jakby delektował się każdym ruchem. Szachy były jego całym życiem. Wyznaczały każdą sekundę jego istnienia. Były zajęciem i pasją. Upojeniem i zapomnieniem. Mistrz Gry staczał pojedynek za pojedynkiem. Nie miał sobie równych. Do każdej partii podchodził z należytą powagą. Jednak nigdy nie zwracał uwagi na przeciwnika - co wcale nie znaczy, że go lekceważył. On po prostu grał jakby sam ze sobą. Pomimo wielkiej mądrości, bogactwa i sławy nigdy nie był szczęśliwy. Zawsze był sam. On i jego figury. Pewnego dnia spotkał swoja Królową. Ujrzał ją w tłumie gapiów podczas jednego z turniejów. Na krótką chwilę, mierzoną wykonaniem matującego ruchu ich spojrzenia się spotkały. Tak, to była jego Królowa, której szukał od tylu lat. Poczuł niezwykłą i nieznaną mu dotąd radość. Jednak pośród gratulacji i oklasków, nie mogąc wydostać się z objęć winszujących tłumów stracił ją z oczu. Nieznajoma znikła. Na próżno szukał i pytał. Nikt jej nie znał. Mistrz Gry rzucił się w wir gry, Mijały kolejne dni, mierzone kolejnymi ruchami. Kolejne miasta, kolejny turniej. Zapomniał. Przybywając do pewnego królestwa, otrzymał rozkaz stawienia się u samego króla nawiedzanych ziem. Ów Król, zwany Szalonym ponoć zmysły utracił w efekcie Miłości zabójczej i nieszczęśliwej. Stał się zimny i okrutny. Od dawien był we władaniu Śmierci. I to ona kierowała postępowaniem jego. Mistrz Gry, nie mając manewru żadnego udał się na zamek Szalonego Króla. Władca przyjął go gościnnie aczkolwiek chłodno i z dystansem. Zaproponował mu partie szachów. - Zagraj ze mną o swoje życie- powiedział- Jeśli wygrasz, odejdziesz wolny. Zamieniono jedną z wielkich sal na szachownice. Partię szachów miały odegrać prawdziwe persony. Ustawiły się w liczbie 32. Obaj gracze stanęli na przeciw siebie. Odgłos trąb zainicjował grę. Pojedynek chwiał się, raz na jedną, raz na druga stronę. Gdy Mistrz Gry zbił pierwszego piona z przerażeniem ujrzał jak ten pada zalany krwią od ciosu zadanego przez jego laufra. - Szachy to wojna, to prawdziwa walka - rzekł Król Mistrz Gry…