Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Rodzina · 16 min czytania

Mleko na podłodze

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mleko na podłodze

Nie uśmiecham się. Kolorowe pisma, bezwstydnie rozłożone za szybami kiosków, piszą o uśmiechaniu. „Uśmiechajmy się! Do znajomych, sąsiadów, przechodniów, a nawet ludzi niemiłych. Bo z uśmiechem życie jest takie piękne!”. Ale ja się nie uśmiecham. Ostatni raz zrobiłem to rok temu.

*

Swego czasu doszedłem do oczywistego, skądinąd wniosku, że zadawanie trudnych pytań ma sens szczególnie wtedy, gdy bierze się pod uwagę ich źródło. I jeśli odpowiedź, poprzedzona zastanowieniem się nad ich sensem ma przynieść zadowalający efekt, to rzeczywiście warto się zastanowić. Warto szczególnie wtedy, jeśli trudne pytanie czasami ma sens nieco wypaczony, bo pewnego rodzaju wypaczeniem można przecież nazwać pytanie o to, ile waży szczęście, mimo, że pada ono z ust kilkuletniego dzieciaka. I wtedy człowiek wpatrując się w umorusanego piaskiem malucha zastanawia się, co ma odpowiedzieć, bo pytanie, choć samo w sobie raczej zabawne, jest przecież sprawą w istocie ważną. I co mówić? Że szczęście nie waży? Że szczęścia rączką nie można dotknąć? Że szczęście to nie piasek i nie łopatka do piasku? A może wręcz odwrotnie... Że szczęście waży piętnaście kilogramów i właśnie buduje zamek? I że to szczęście jest teraz całym światem, bo inny świat już się nie liczy? A może zupełnie inaczej... „Jak dokończysz zamek to tatuś ci odpowie”... ...bo może mały zapomni i problem sam się rozwiąże?

*

Albo kiedy mały płacze, bo musi „pójść do pani, która chciałaby zobaczyć jego ząbki”? Co wtedy zrobić? A nie chcesz mówić, że „Pawełek też był ostatnio u pani, która ząbki ogląda i wcale nie płakał” i że to wstyd płakać jak się jest tak dużym chłopcem. Bo nie można zawstydzać, bo to niewychowawcze, bo to może wpędzić dzieciaka w kompleksy, które na dobre zakorzenią się w jego zachowaniach. Ale człowiek jest zmęczony, bo siedział cały dzień nad projektem i naprężenia ścinające mu nie wyszły. W dodatku architekt nie ma zamiaru niczego zmieniać, „bo elewację mu zachwieję”, a terminy gonią i znowu coś z kranem w kuchni nie tak. I co z dzieciakiem zrobić, żeby jednak „ząbki pokazał”? ” ...taki duży chłopczyk, a tak płacze... ”

*

...dorosły facet i też. Czy to rzeczywiście prawda, że „mężczyzna nigdy nie płacze?” A jeśli łzy same ciekną, chociaż mężczyzna nie chce żeby ciekły? I czy to takie niemęskie płakać, jeśli szczęście już nigdy nie będzie ważyło i nie ubrudzi się piaskiem?

*

„Tatusiu, a do czego jest ten czerwony guzik?” I mówisz małemu, że jak samochód się zepsuje to pierwsze, co trzeba zrobić, to przycisnąć ten guzik, „żeby pomarańczowe światełka migały, bo samochodzik musi być widoczny z daleka. I właśnie dlatego żeby samochodzik widoczny był z daleka, to trzeba nacisnąć ten czerwony guzik”. I mówisz jeszcze małemu, żeby o tym pamiętał i przypomniał „jak tatuś zapomni”. A mały mówi, „nie martw się tatusiu, na pewno nie zapomnę”. No i jedziemy kiedyś z Basią autostradą do Katowic i nagle mały pyta: „Mamusiu, a co trzeba zrobić jak samochodzik się zepsuje?” No więc Basia , że zjechać na pobocze trzeba, że podnieść klapę trzeba, że wezwać pomoc drogową trzeba i że „zadzwonić do tatusia trzeba jak mamusia jedzie bez tatusia. Ale w ogóle to nasz samochodzik się nie psuje, bo samochodzik nowy jest i nie może się zepsuć”. Ale mały znowu, że jak jednak się zepsuje „to co najpierw trzeba zrobić”? Więc Basia od początku, że pomoc, że klapa, że tatuś...i że samochód się nie psuje... „No tak, ale jak już się naprawdę zepsuje to co tak najpierw trzeba zrobić, no co mamusiu?” Basia znów, że pomoc, że klapa... Zapada cisza. Ja nic nie mówię, Basia też milczy a w powietrzu krąży wyczekiwanie na jakąkolwiek reakcję z czyjejkolwiek strony. I nagle mały doprowadzony tym stanem do kresu wytrzymałości pyta: „A o czerwonym guziku to ja mam pamiętać?!” Nigdy później już tak się nie śmiałem...

*

„Chłopiec, czy dziewczynka?” pytam, chociaż w głowie kołacze się jedna myśl, „żeby zdrowe było, żeby było zdrowe...” Ale pytam, czy chłopiec, czy dziewczynka, bo boję się zapytać, czy nic mu nie jest i dlaczego pielęgniarki biegają nerwowo i dlaczego lekarze nic nie mówią... Ale potem przychodzi jeden i mówi, że z dzieckiem nie jest dobrze i że najbliższa doba będzie decydująca i że to chłopiec... „A z żoną wszystko w porządku, choć zmęczona i płacze...” „Tylko dlaczego ona, nie dziecko...” pytam sam siebie, a lekarz odchodzi i nie mówi nic.

*

A potem dzień i noc, dzień i noc...Śpię po kilka godzin na dobę w samochodzie z czerwonym guzikiem. Bo to lato przecież i ciepło na dworze, więc nie wracam nawet do domu, bo i po co wracać..

*

A kiedy odbierałem małego pierwszy raz z przedszkola myślałem, że buzia mu się nie zamknie. A, „że pani powiedziała, że ładnie rysuje, że w przedszkolu są nowe zabawki i wszystkie dzieci mają swoje znaczki i że on ma słonika w zielone paski. I że pani powiedziała, żeby dużo jadł, bo wtedy szybciej urośnie i że Agatka powiedziała, żeby pobawił się z nią w chowanego i że Pawełek nie chciał mu oddać klocków i że...” „Jak ty z nim wytrzymujesz?”, zapytałem, a Ty uśmiechnęłaś się tylko i nie powiedziałaś nic. I usiadłem z Tobą wieczorem przy kominku, płomienie trzaskały, a mały już spał. I powiedziałaś cicho, że mnie kochasz. I nie wiedziałaś wcale i ja nie wiedziałem też, że za pół roku przy tym samym kominku Ciebie już nie będzie. I nie wiedziałaś, że przy kominku będę sam...Nawet bez płomieni.

*

A potem wyszedł lekarz i powiedział, że mały ich tylko porządnie wystraszył i że już wszystko w porządku i że za kilka dni możemy wrócić do domu. I znów płakałaś. A potem spałem cały dzień w tym samochodzie z czerwonym guzikiem, bo to lato przecież i ciepło na dworze...

*

I długo śpię. I nie jem w ogóle, a z pracy dzwonili, że może pora już wrócić... I kran w kuchni dalej cieknie i siostra z Rzymu dzwoni, że nie można tak żyć, że trzeba żyć normalnie. I że ona przyjedzie, jeśli tylko chcę. I ja chcę, ale mówię, żeby nie przyjeżdżała, bo to niczego nie zmieni, bo ona ma przecież biuro i musi się nim zająć. Ale przyjechała. I nie mówiła nic i ja nic nie mówiłem. Tylko łzy ciekły mi same i jej też. I siedzieliśmy w kuchni z cieknącym kranem i nic nie mówiliśmy. A we wtorek wziąłem kilka pudeł i wrzuciłem tam wszystkie ich rzeczy i wyniosłem do piwnicy. Tylko płaszcz i czerwoną kurteczkę na wieszaku zostawiłem. I zrobiło się pusto. Przerażająco pusto. Pogrzeb był w zeszłą środę, i choć to kilka dni, to jednak te dni to jak cała wieczność. Czas wydłuża się i nawet zegar na ścianie wolniej tyka. A w czwartek przyszedł policjant i mówił, że złapali tego który jechał wtedy... I że „pod wpływem był” i dlatego w samochód z czerwonym guzikiem i w Basię i w małego... I samochodu już nie ma. I Basi już nie ma i małego też nie. I siostra pojechała. A ja nigdzie nie pojechałem.

*

„O czym myślisz?’ zapytałaś pod koniec czerwca. Siedzieliśmy pod jabłonią u Twoich dziadków i z zamkniętymi oczami trzymaliśmy w ustach suche źdźbła trawy. A komary brzęczały nam nad głowami i promienie słońca padały nam na twarze. I powiedziałaś, że chcesz zostać moją żoną. Ile mieliśmy wtedy lat? A potem Twój dziadek powiedział, że jedzie po siano i żebyśmy pojechali mu pomóc, bo on już stary jest i mało siły już ma. A my „tacy młodzi i tacy weseli i tacy silni i...”. – Ale dziadku, przecież ty też jesteś wesoły – przerwałaś mu poprawiając zsuniętą z głowy czerwoną chustkę w białe, ogromne kropki – i zawsze się uśmiechasz i mówisz, że śmiech to zdrowie. I dlatego zdrowy jesteś. I silny w dodatku. I pojechaliśmy wtedy po to siano i dziadek pozwolił Ci powozić, a Ty się wcale nie bałaś. I konie spokojnie jakoś tak szły i też się wcale nie bały, choć pierwszy raz ktoś inny niż dziadek wozem powoził. A potem siedzieliśmy wszyscy razem przed domem. I mleko piliśmy i jedliśmy chleb na grube pajdy krojony. I było tak cicho i spokojnie. Dziadek zapalił fajkę i uśmiechał się do nas, babka cicho nuciła pieśni kościelne a my wtopieni w sielskość otoczenia patrzyliśmy jak słońce zachodzi za…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Mleko na podłodze — czytnik · opowiadania