Fantasy · 23 min czytania
Mniejsze zło - część 11
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
LXI
Laureain siedziała na trawie, przyglądając się Perlikowi. Im dłużej na niego patrzyła, tym wydawał jej się piękniejszy. Kwiat miał tak intensywny kolor, że wprost świecił na bordowo i granatowo. - Szkoda, że nie można go zerwać i postawić w domu – stwierdziła, kątem oka spoglądając na siedzącą obok Ryaię. Czarodziejka miała zamknięte oczy i twarz obróconą w kierunku słońca. To ona zaproponowała, by skróciły sobie czas oczekiwania na Caoda i Amnebe opalaniem. Laureain chętnie przystała na ten pomysł. Chociaż długie podróże w słońcu zarumieniły jej skórę, to w porównaniu z Ryaią była blada jak mąka. - Jeśli patrzyłabyś na niego codziennie, nie robiłby wrażenia. A w magii właśnie chodzi o efektowność. Piękno i kunszt. - A nie o efektywność? Amnebe mówi, że magia to droga na skróty. Ryaia otworzyła oczy. - Ma trochę racji, ale czy jest coś złego w ułatwianiu sobie życia? Pewnie, że zamiast Perlika mogłabym zainstalować kołatkę przy furtce i nie teleportować się, tylko jeździć konno. Ale skoro posiadam przepiękne farby, czemu nie miałabym pomalować nimi życia na kolorowo? Laureain uznała, że nie ma nic złego w upiększaniu życia, ale nie zdążyła tego powiedzieć, bo Perlik otworzył się, uwalniając stado gołębi. - Mamy gości – powiedziała Ryaia, podnosząc się. Laureain ruszyła za czarodziejką w stronę domu. Czuła niepokój, ale nie miała pojęcia dlaczego gość, którego prawdopodobnie nie znała, wzbudził w niej zdenerwowania. - Nie martwisz się, że ten, kto przyszedł, ma bliżej do domu niż my? Łańcuchy może nie są piękne, ale skutecznie bronią prywatności. - Nie zapominaj, że znajdujesz się w czarodziejskim mieście. Tutaj łańcuch nikogo by nie powstrzymał przed wtargnięciem na cudzy teren. I jedno musisz mieć na uwadze, gdy odwiedzasz takie miasta jak Antim: nawet piękna magia jest groźna. Jeśli gościa witają gołębie, to nie znaczy, że intruza, nie zaatakują sępy. Ryaia puściła oko do Laureain. - To na pewno skuteczniejsze niż łańcuch. Wszystkie domy w Antim są tak zabezpieczone? - Większość jeszcze lepiej. Gdy wyszły zza domu, dostrzegły przy furtce postać. - Ludzie o tym wiedzą i nie wchodzą nieproszeni – stwierdziła Ryaia. – Nawet obcy. Laureain pokręciła głową, ale to nie była reakcja na słowa czarodziejki. Rozpoznała sylwetkę mężczyzny, który stał przy furtce, zanim zobaczyła jego twarz. Jej niepokój szybko zmienił się w strach. Nogi drżały, jakby maszerowała po kłodzie zawieszonej nad przepaścią. Szła jednak dalej, nerwowo zaciskając dłonie w pięści.
LXII
Rimvalen uśmiechnął się i pomachał do nich ręką. - Znasz go? – spytała Ryaia, obserwując mężczyznę. - To Rimvalen. Hanita, który przygotowywał mnie do egzaminu. Ryaia gwałtownie się zatrzymała. - Hanita? W Antim? Musi być zdesperowany. Czego od ciebie chce? Laureain spojrzała Ryaii w oczy, ale kiedy zobaczyła tą samą nieufność, co kilka dni temu u Caoda, spuściła wzrok. Chciała tak odpowiedzieć na pytanie czarodziejki, aby rozproszyć podejrzliwość, ale nie miała pojęcia, jak to zrobić, nie opisując wszystkiego, co stało się w Garvalen. A na to nie było teraz czasu. - On nie wie, że postanowiłam zrezygnować. Może chce mnie zabrać w dalszą drogę. - Albo dopaść Amnebe. Chociaż Caod atakował Laureain, jak tylko mógł, Ryaia wcześniej nie okazywała jej nieufności. Teraz jednak sytuacja się zmieniła. Laureain była zdana tylko na siebie i nie wiedziała jak przekonać czarodziejkę, że nie zamierza zdradzić Amnebe. Hanita stojący przy furtce, nie ułatwiał jej zadania. - Amnebe nie ma z tym nic wspólnego. Jemu chodzi o mnie. Tak myślę… - Posłuchaj – Ryaia zaczekała aż Laureain spojrzy jej w oczy. – Amnebe jest moją bratową, wiem, że często się kłócimy i w ogóle rzadko zgadzamy, ale zależy mi na niej tak jak Caodowi. - Wiem – Laureain walczyła ze sobą, by nie odwrócić wzroku. - Dlatego, chociaż cię polubiłam, jeśli zrobisz coś przeciwko niej… - Nie zrobię. – Laureain przerwała czarodziejce. Nie chciała wiedzieć, co może zrobić jej Ryaia. Ciągle miała w pamięci rozmowę o sępach. – Amnebe uratowała mi życie, narażała się, by mi pomóc. Nie mogłabym jej skrzywdzić. Wzrok Ryaii stał się odrobinę łagodniejszy. Laureain chciała jeszcze dodać, że Rimvalen próbował ją zabić, ale bała się, że Hanita podsłucha ich rozmowę. Stały daleko od niego, ale wiedziała, jak wyczulony jest jego słuch. - Muszę jednak z nim porozmawiać. Powiedzieć, że nie wrócę do Shaudu. - Jesteś pewna? Może być niebezpieczny, nawet jeśli jego moce ogranicza nasza osłona. Laureain zdawała sobie z tego sprawę, ale nie mogła odkładać rozmowy. - I tak kiedyś musiałabym to zrobić. A tu przynajmniej nie może wykorzystać swoich zdolności. - Dobrze, chodźmy więc – stwierdziła Ryaia i nie zwracając uwagi na Laureain ruszyła w stronę furtki. Rimvalen przywitał je uśmiechem. - Witaj, Laureain. Cieszę się, że cię widzę. Już zaczynałem się bać, że nigdy cię nie znajdę. Daleko odjechałaś od Garvalen. - Musiałam. Rimvalen skinął głową. - Rozumiem. Ja sam ledwo uszedłem z życiem. Wszystko ci zaraz opowiem – urwał i przeniósł spojrzenie na Ryaię. – Ty pewnie jesteś Ryaia, bratowa Amnebe. Miło cię poznać. Laureain spojrzała zdziwiona na Rimvalena, ale on tylko się uśmiechnął. Jeśli Ryaia była zaskoczona, dobrze to ukrywała. - Żałuję, że nie mogę powiedzieć tego samego. - Ja też, wierz mi. A gdzie jest Amnebe? Nie wyszła przywitać dawnego przyjaciela? Laureain spojrzała na Ryaię. Czarodziejka świdrowała Rimvalena ostrym wzrokiem. - Wyjechała. I nie sądzę, żeby chciała z tobą rozmawiać. Żaden z ciebie przyjaciel. - Cóż, widzę, że nie jestem tu mile widziany. Może pójdziemy porozmawiać w jakieś spokojniejsze miejsce? Jest tu chyba jakaś tawerna? - Nie ma – Ryaia uprzedziła Laureain. – Chyba będziecie musieli porozmawiać w domu. Zapraszam do środka. Rimvalen skłonił się ostentacyjnie i ruszył za Ryaią w stronę willi.
LXIII
Ryaia zostawiła Laureain samą z Rimvalenem, choć łatwo było wyczuć, że zrobiła to bardzo niechętnie. Jeśli znała czary umożliwiające słuchanie przez ścianę, na pewno je wykorzysta. Laureain nie miała wątpliwości, że kredyt zaufania, który okazała jej czarodziejka, był wyjątkowo niski. - Oskarżenie o morderstwo było niedorzecznością, ale w Garvalen nie uwierzyliby nam – zaczął Rimvalen, gdy tylko usiedli przy stole. – Nie zamierzałem rozmawiać z Nolandem, uciekłem Vinithowi przy pierwszej lepszej okazji. Więzienie było jednak zbyt strzeżone, abym był w stanie cię uwolnić. Poza tym wiedziałem, że Vinith szuka mnie w pobliżu lochów, spodziewając się, że po ciebie wrócę. Postanowiłem poczekać w lesie, przy drodze, którą prowadzi się skazańców na szubienicę. Jednak wkrótce wszędzie zaroiło się od wojska. W wyobraźni zobaczyłem, jak ty i Amnebe pędzicie na koniach w stronę Silrom. Chciałem ruszyć za wami, ale nie dość, że nie miałem konia, musiałem ukrywać się przed wojskiem. Postanowiłem przeczekać obławę w ukryciu. Nie udało mi się zdobyć konia, więc całą drogę do Silrom przebyłem pieszo, a kiedy dojechałem na miejsce już was nie było. Karczmarz powiedział mi, że jedziecie do Antim, więc kupiłem konia i ruszyłem za wami. Laureain patrzyła w oczy Rimvalenowi, on także cały czas się jej przyglądał. Był pewien, że mu uwierzy. Jego spojrzenie nie zdradzało fałszu, tylko pewność siebie. Gdyby nie to, że ufała Amnebe, dałaby się nabrać. - Powinniśmy uciec jeszcze w lesie. - Liczyłem, że przekonam Vinitha, że nie zabiliśmy tego człowieka. Nie jesteśmy barbarzyńcami. Nie możemy, gdy tylko pojawi się problem, chwytać za miecze tylko dlatego, że jesteśmy silniejsi i łatwo wygralibyśmy walkę. Najpierw trzeba spróbować perswazji. To jedna z rzeczy, której musisz się nauczyć, zanim zostaniesz Hanitką. Przemoc to ostateczność. Laureain spuściła wzrok. Nie potrafiła zachować kamiennej twarzy, słuchając jak Rimvalen opowiada o zasadach wyznawanych przez Hanitów. Wiedziała, że to stek bzdur. - Pozwoliłeś, by cię ogłuszył – stwierdziła. - Wcale nie pozwoliłem. Vinith mnie zaskoczył. Miałem tyle argumentów przemawiających na naszą korzyść. Sądziłem, że zechce ich wysłuchać, zanim nas aresztuje. Do głowy mi nie przyszło, że odważy się mnie uderzyć. Jeszcze żaden rycerz nie popełnił takiego afrontu. Wiem, że myślisz, iż jestem w stanie wszystko przewidzieć i każdego pokonać. Ale jestem tylko człowiekiem. Popełniam błędy jak każdy. To, co mówił, brzmiało szczerze i logicznie. Laureain postanowiła zacząć wykładać na stół swoje karty. Jeśli nie udowodni Rimvalenowi kłamstwa, ciągle będzie miała wątpliwości, czy dobrze zrobiła, wierząc Amnebe. - Wiem, czemu Vinith nie chciał nas wysłuchać. Spojrzała na Rimvalena w samą porę, by dostrzec w jego oczach błysk. - Tak? - Mężczyznę w lesie zabił Hanita. I myślę, że wiesz, kim był. Wyraz twarzy Rimvalena się zmienił. - Amnebe powiedziała ci o nożu hanickim, prawda? Ja nie mogłem tego zrobić, to wbrew zasadą. To wiedza zastrzeżona dla członków naszego cechu. Gdybym powiedział ci o nożu, złamałbym nasze prawo. Założę się, że Amnebe o tym nie wspomniała. Laureain pokręciła głową. Rimvalen potrafił wyjaśnić wszystko, co zdarzyło się od momentu, gdy znaleźli ciało. Desperacko chciała znaleźć coś, co będzie przemawiało przeciwko niemu. - To przez Amnebe jechaliśmy do Garvalen? Chciałeś ją zabić? - Hanici nie chcą zabić Amnebe, tylko aresztować. Jest poszukiwana w Cantopolii za morderstwo sprzedawcy warzyw. W Shaudzie też czeka na nią proces. Zamordowała ośmiu naszych, kiedy próbowali ją pojmać. Nie dziw się więc, że poszukuje jej po świecie tuzin Hanitów. Rimvalen opowiedział podobną historię jak Amnebe, tylko, że nie przedstawił jej jako ofiary spisku i własnej naiwności, jak zrobiła to dziewczyna, lecz jako groźną kryminalistkę. Laureain nie znała faktów, więc w jej odczuciu obie wersje różniło tylko jedno: narrator. Mogła polegać tylko na własnym rozumie i sercu, a w obecnej chwili jedno i drugie się wahało. - Byłam w Shaudzie i widziałam listę byłych Hanitów, którzy są poszukiwani. Amnebe tam nie było. - Nie, podobnie jak innych eks-Hanitów, którzy poszukiwani są za morderstwo. Są na drugiej liście, dostępnej tylko członkom grupy. Nasze największe słabości, muszą pozostać tajemnicą. Jeśli ktoś niepowołany dowiedziałby się, że Amnebe nienawidzi Hanitów i potrafi ich zabijać, mógłby ją wykorzystać przeciwko nam. Miało to niestety sens. Laureain zauważyła, że trzęsą się jej ręce. Nie chciała, by Rimvalen to zauważył, więc wsunęła je pod stół i położyła na kolanach. - Jeśli nie chciałeś, żebym dowiedziała się o Amnebe, czemu ciągnąłeś mnie po nią do Garvalen? - Nie jechaliśmy do Garvalen z jej powodu. Hanici wysłali z tą misją kogoś innego. Widziałaś go już, a raczej jego ciało w lesie. Ktoś zabił go, jego własnym nożem. Według mnie albo Amnebe albo któryś z jej towarzyszy. Laureain była tak zaskoczona, że o mało nie poderwała się z krzesła. Serce tłukło jej się w piersi jak oszalałe. Rimvalen najwyraźniej wyczuł jej emocje. - Nie miej do siebie pretensji, że dałaś się oszukać. Amnebe jest inteligentna, sprytna i bezwzględna. Inaczej już dawno złapalibyśmy ją. Jestem pewien, że odkąd się poznałyście, cały czas karmiła cię kłamstwami. Laureain była oszołomiona. Nie wiedziała już w co i komu ma wierzyć. Targały nią…