Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 17 min czytania

Mniejsze zło - część 3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

XI

Kiedy dojechały do Silrom, wieś budziła się ze snu. Zwierzęta ryczały, a koło gospodarstw kręcili się chłopi i kobiety w obdartych sukniach. Domy były rozrzucone byle jak, bez żadnego porządku architektonicznego. Gdy przejechały obok jednego, na środku drogi niczym chwast wyrastał drugi. Niezależnie od tego, czy mijały go prawą czy lewą stroną, trafiały na następny i musiały zmieniać kierunek. Amnebe nie poświęcała chatom nawet odrobiny uwagi, ale Laureain obserwowała ludzi krzątających się przy porannych obowiązkach. Szukała uczciwej i inteligentnej twarzy, kogoś, kto za kilka pensów pojechałby do Garvalen i wybadał, co się stało z Rimvalenem. Tyle, że wszyscy chłopi wyglądali tak samo: biednie oraz smutno. - Szukasz męża? – spytała Amnebe z bladym uśmiechem. Obie były głodne i zmęczone. Siedmiogodzinna podróż wyssała z nich ostatnie pokłady energii. - Pomyślałam, że mogłabym zapłacić komuś, by pojechał do Garvalen i zorientował się, co się dzieje. Jeśli ma być egzekucja Hanity, pewnie w mieście porozlepiają plakaty. O ucieczce Rimvalena też powinno być głośno. - Jeśli ktoś podejmie się tego za pieniądze, to równie dobrze za niewiele większą sumę może zdradzić gwardii, że tu jesteśmy. Twój plan jest trochę ryzykowny. Laureain zdawała sobie z tego sprawę, dlatego zależało jej, by nająć kogoś uczciwego. Tylko czy tę cechę da się zobaczyć na twarzy? - Może gdybym zaoferowała duże pieniądze, zapewniłabym sobie lojalność. Amnebe wzruszyła ramionami. - Trudno to przewidzieć. A dużo masz miedziaków? - Trzysta pensów. Po śmierci ojca sprzedałam cały dobytek: chatę, meble i zbędne ubrania. Gdybym została Hanitką, a Rimvalen zapewnił mnie, że z moimi zdolnościami bez problemu zdam test, musiałabym przeprowadzić się do Shaudu. Lareain chciała poczekać ze sprzedażą majątku, ale bała się, że podczas jej nieobecności zostałby rozgrabiony. W Alcali, z której pochodziła, często się to zdarzało. Były nawet przypadki, że gdy dom stał długo pusty, wprowadzała się do niego banda rozbójników i nie chciała odejść. Gdy właściciel się buntował czy groził sądami, zabijali go. - Jeśli to twój cały majątek, to nie ma co trwonić go tak bezsensu. Ale masz rację, powinnyśmy kogoś wysłać do Garvalen. O, jest karczma! Amnebe wskazała ruchem głowy drewniany, wysoki budynek, do którego przylegała stajnia. Cała posiadłość ogrodzona była niskim płotem. Przy furtce wisiała tablica z napisem „Karczma”. - Wreszcie! Padam z nóg. Konie pewnie także. - Może rozważyłabyś zdjęcie z szyi medalionu? Po raz pierwszy historię o wężu i pięciu rycerzach usłyszałam właśnie tu. Laureain zmarszczyła brwi. - Kłamiesz. - Ale czy mimo to nie mogłabyś schować bursztynu do kieszeni? Laureain dotknęła ręką medalionu. Ojciec mówił, żeby go wzięła, ale nie wspominał o obowiązku noszenia go na szyi. Zawiesiła go w widocznym miejscu, by pamiętać o Marciusie i nie zgubić bursztynu. Rozwiązała rzemyk i schowała medalion do kieszeni. - Zadowolona? - Wniebowzięta.

XII

Zamówiły po udku jagnięcym i szklance soku wiśniowego, a Amnebe poprosiła jeszcze o barszcz. Gospodarz obsługiwał je z uśmiechem, pewnie dlatego, że w knajpie nie było nikogo innego. - O której zaczną schodzić się goście? – zagadnęła go Laureain, gdy podszedł, by dolać im soku. Miał okrągłą twarz i wesołe oczy. Jego brzuch przelewał się przez spodnie, jak to u właściciela karczmy. Przedstawił im się jako Espe. - Ano około południa, w porze obiadowej. A potem wieczorem, w porze zabaw. Przynajmniej kiedyś tak było. Teraz pani, wielka u nas bieda. W Garvalen i Antim są jarmarki, co zamożniejsi wolą zatrzymywać się tam. Laureain była tylko raz na jarmarku. Gdy miała siedem czy osiem lat ojciec zabrał ją do Troyes, dużego miasta, oddalonego o ponad sto kilometrów od Alcali. Pamiętała kolorowe stragany z cukierkami, najsympatyczniejsze i najdziwniejsze zwierzęta, jakie widziała w życiu, a także pokazy sztuczek magicznych. Jarmark ją oczarować i kiedy Marcius zarządził powrót, wybuchła płaczem. Ryczała przez całą drogę, zmuszając ojca, by obiecał, że wkrótce wrócą do Troyes. Niestety nie dotrzymał słowa. Tak to już bywa z obietnicami złożonymi pod przymusem. - Gdzie leży Antim? – spytała. Amnebe spojrzała na nią rozbawionym wzrokiem, a gospodarz przysunął do stolika dodatkowy stołek . - Niedaleko – usiadł, stawiając na blacie sok. - Dwieście kilometrów z nawiązką w kierunku północnym. Ale chyba nadal zamierzają się panie zatrzymać w mojej gospodzie? - Zostaniemy dzień czy dwa. Espe skinął głową z uśmiechem. - Silrom to miłe miejsce. Piękne lasy, spokój, sympatyczni, choć biedni ludzie. Nasi kupcy mają ciekawe towary. Mieszka tu też parę zamożniejszych rodzin i kilku szlachciców na schwał. Gdyby panie były zainteresowane, często wieczorami tu zachodzą. Laureain popatrzyła na karczmarza zmieszana. Nie miała pojęcia czy Espe proponuje im tych szlachciców jako przyszłych mężów czy kochanków. Amnebe uśmiechnęła się i napiła soku. Po chwili spytała: - A czy jest tu, panie Espe, jakiś obrotny dzieciak, który za kilka pensów przejechałby się do Garvalen po nowe wieści i nie rozgadał ich od razu na całą wieś? Espe podrapał się po głowie. - Ano obrotny to tu co drugi, ale żeby małomówny… Laureain uśmiechnęła się do Amnebe. Pomysł, żeby wysłać dziecko, bardzo jej się podobał. Gwardia nie zainteresuje się małolatem, nawet jeśli będzie za dużo pytał. - Chyba, że Mortill… Tak, on nie rozgada. Bardzo uczciwy chłopak, tyle że smutny. Jego ojciec stracił nogę. Straszny wypadek. Hydra dopadła go w lesie. - Hydra? A co to takiego? – spytała Laureain. - Ano hydra to taki potwór z kilkunastoma głowami i zębami ostrzejszym niż noże. Wygląda jak olbrzymia jaszczurka. Ma ponad pięćdziesiąt metrów, a język długi na kilometr. Amnebe popatrzyła na Espe. - Mieszka gdzieś w pobliżu? - Jako żywo! Kilkanaście mil stąd w zaroślach. Na drodze do Antim Nikt z miastowych się tam nie zapuszcza, ale obcy to inna sprawa. A bestia ma uciechę. Jarmarki, potwór zabijający ludzi, jak tu ma być ruch? - Mógłby pan posłać po tego chłopca? – spytała Amnebe, przesuwając w stronę karczmarza dwa pensy. Laureain do tej pory była przekonana, że dziewczyna nie ma przy sobie pieniędzy. - Ano mógłbym – Espe wstał. – Zaraz kogoś poślę. Kiedy zniknął na zapleczu, Amnebe wybuchła śmiechem. - O co chodzi? Z czego się śmiejesz? - Z niczego. – Amnebe próbowała opanować radość, ale w rezultacie zaczęła śmiać się jeszcze bardziej. – Hydra w Sirom, też coś! - Może faktycznie im jaszczurka zmutowała… - Zmutowała i ma kilkanaście głów? Daj spokój. Pewnie facet wpadł we wnyki, a potwora wymyślił dla ratowania honoru. Amnebe dolała sobie soku z dzbana, który zostawił Espe. - A jeśli w lesie naprawdę coś jest? - A co? Wybierasz się do Antim? Laureain zaczęła obracać w ręku kubek, przyglądając się swojemu odbiciu. Wyglądała na strasznie przybitą. I tak też się czuła. - Może. Jeśli Rimvalen tu nie przyjedzie… - Świetny pomysł. Sama z przyjemnością wybrałabym się do Antim. Uwielbiam to miejsce. - Dlaczego? - Ma w sobie dużo uroku.

XIII

Mortill był zbyt niski i chudy jak na swoje dwanaście lat. Miał nierówno przystrzyżone, rude włosy i dziwne, ni to szare, ni piwne oczy. Wysłuchał prośby Laureain w milczeniu, podobnie jak Amnebe, która właśnie kończyła jeść sałatkę. Tylko Espe uśmiechał się i kiwał głową, jakby sprawa dotyczyła jego. Laureain nie wspomniała ani słowem o Rimvalenie ani o morderstwie w lesie. Starała się mówić najogólniej, jak to było możliwe. Chciała dowiedzieć się czegoś o ostatnich wydarzeniach w Garvalen, nic więcej. - Dam ci osiem pensów, a jeśli obrócisz w ciągu doby, dorzucę jeszcze trzy. Zaliczkę, cztery pensy dostaniesz od razu. Co ty na to? Mortill przez chwilę myślał, po czym skinął głową. - Dobrze. Obrócę w dobę. - Tylko pamiętaj – wtrąciła Amnebe. – Nikt nie może się zorientować, że twoja ciekawość, wcale nie jest twoja, jasne? - Ma się rozumieć proszę pani. - Dasz sobie z tym radę Mortill? – spytała Amnebe. – Garvalen nie jest najprzyjemniejszym miejscem. - Proszę się nie martwić. Nie raz tam bywałem. - To prawda – powiedział Espe. – Motrill często tam bywa, jak wszyscy mieszkańcy Silrom. Znamy Garvalen i jego zasady. - W porządku – stwierdziła Amnebe. – Tylko uważaj na siebie. - Ma się rozumieć – powiedział chłopiec, wstając. – Wezmę klaczkę ojca i wrócę najszybciej, jak dam radę. Laureain skinęła głową. Nie była do końca przekonana, co do szczerości Mortilla, ale trudno być pewnym uczciwości

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Mniejsze zło - część 3 — czytnik · opowiadania