Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

aktualnosci · 18 min czytania

Moc słów

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Gdyby nie wchodził w grę mój wstręt do mycia okien, chyba nigdy nie poznałabym Natalii.

- Przyszłam do pani Joli. Mówię dobrze po polsku - odezwała się od progu.

Silny, obcy akcent? Ukrainka? Nic mi nie mówili w Agencji???

Ustawiłam krzesło na środku kuchni.

- Proszę, usiądź.

- Za nic na świecie, biorę się do roboty. - zakomunikowała. - Tyle, że można ze mną rozmawiać - dodała, zawiązując obcisły fartuch.

Rozdziawiłam usta. Byłam jej całą publicznością, zupełnie nie przygotowana na taki występ. Chwila milczenia zadziałała jak bezgłośne werble.

- Nie miałam wyboru. Praca to po prostu czynności, które wykonuję za wynagrodzenie. Jest mi ono potrzebne, by przyjemnie spędzać czas - wyznała ze smutną szczerością.

- Tak, a to ciekawe? - wydukałam z niedowierzaniem.

Żadna motywacja nie jest zła i każdą trzeba traktować poważnie, ale coś mi się nie zgadza.., w moim mózgu zakotłowało się. - Jak to możliwe, że ta drobna dziewczyna, o kruczoczarnych, spiętych w koczek włosach i białych, kruchych dłoniach zarabia, sprzątając czyjeś brudy. Przecież mogła wybrać inne zajęcie, inny zawód? Co prawda Ukraińcy w Polsce imają się różnych zajęć, jest wojna...

Po kilku godzinach mieszkanie lśniło.

Nie byłam pewna, co właściwie chciałam Natalii powiedzieć na pożegnanie. Czułam, że “Dziękuję" zabrzmiałoby banalnie.

****

Kolejnego zimowego wieczoru – jednego z tych, kiedy to siedzi się samotnie w pokoju, oświetlonym tylko lampką nad sekretarzykiem, przeszedł mnie dreszcz, coś kazało lepiej zapamiętać Natalię. Nie wiem skąd nagle wziął się ten pomysł. Przecież nic, raczej prawie nic o niej nie wiedziałam, nie zadawałam żadnych pytań. Na pierwszy rzut oka wydała mi się osobą mocno związaną z ziemią, z której pochodzi. - Jest w niej jakaś siła... Nie znosi określenia “uchodźca”, uważa się za ”robotnika sezonowego”. Nie jest jedną z gotowych postaci - coś mówiło w mojej głowie, nie dając spokoju. Z poznawaniem człowieka, to trochę jak z równaniem matematycznym – do rozwiązania czasem dochodzi się metodą prób i błędów. Później, gdy będę miała wynik, zdecyduję, czy chcę eksperymentować dalej, postanowiłam już w łóżku, przytulając głowę do poduszki.

****

O ile sobie dobrze przypominam, to był wyjątkowo mglisty, pochmurny dzień. Pomimo beznadziejnej pogody, czas w domu płynął pracowicie i pożytecznie. Natalia walczyła z oknami w salonie, a ja w kuchni. Spichciłam szybki obiad, by potem ukraść chwilę dla siebie i trochę poczytać. Może minęło dziesięć minut, ledwo wzięłam książkę do rąk, gdy doszedł moich uszu znajomy szelest mopa. Gdy uniosłam wzrok, Natalia stała oparta już o drzwi kuchni. Miała oczy lwicy. Najwyraźniej przeszkadzałam jej w dokładnym umyciu kuchennej podłogi.

- To nic, trochę się zaczytałam. Ma nieporęczny format, jest trochę nudna i przegadana. Czytam ją już drugi miesiąc, akapit po akapicie, z rosnącym zdumieniem - wyjaśniłam zakłopotana.

Posłała mi wymowny uśmiech. Oczekiwała zapewne, że wyjdę z kuchni.

- Natalio, a opowiesz mi kiedyś o sobie, o Ukrainie?- zagaiłam

- Pani jest pewna? Pani się nie boi? - spytała po chwili, wydmuchując z ust słowa. Chcąc mi zostawić chwilę do namysłu, usiadła, mierząc mnie wzrokiem.

Jestem niby przyzwyczajona do trudnych rzeczy, ale trochę się boję, przecież, jak każdy człowiek mam duszę i ciało - próbowałam się w duchu usprawiedliwiać.

- Wojna przyszła do nas niepostrzeżenie - budzisz się pewnego ranka i już jest.

- Gdzie jest, mamo? - zapytała matkę moja sześcioletnia siostra, przecierając zaspane oczy.

- Wszędzie, moje dziecko, wszędzie... - odpowiedziała matka uspakajającym szeptem.

To, że się odezwała i tymi słowami, całkowicie mnie zaskoczyło.

Skup się! Dokąd ta rozmowa cię zaprowadzi? Była to pierwsza myśl, która przyszła mi do spanikowanej głowy.

Dopiero po kilku minutach odzyskałam normalny oddech.

- Natalio, czy to zaproszenie za kulisy twojego krótkiego życia?

Stropiła się. Wyczułam w niej niepokój. Drżały jej ręce. Udając, że tego nie widzę, podałam do stołu herbatę i gorące placuszki z jabłkami, oprószone cynamonem. Wydawały się smaczne, pięknie pachniały. Mimo to, dopadł mnie bolesny skurcz w żołądku. Zgięłam się wpół.

- Co pani jest? - zapytała, energicznie odstawiając na bok wiaderko.

- Nic, nic - zaprotestowałam zakłopotana. - Ma się dolegliwości w moim wieku. Piekące paskudztwo. Czasem już tak jest, ból nasila się.

Podniosła oczy do nieba, kciukiem pokazała gdzieś za siebie i uśmiechnęła się niepewnie.

- Trzeba usiąść do sekretarzyka i zmusić się do pisania. Samo przejdzie.

Dziwna, ale miła rada!?

Spuściłam głowę pokonana. Myślałam, że Natalia jeszcze coś powie, ale milczała uporczywie, wytrzymując moje spojrzenie.

- Gorące, a może wolisz zimne? Chcesz trochę?

- Ależ zgłodniałam!

Natalia piła powoli herbatę, chwytając placuszki palcami, a ja posłusznie zniknęłam w salonie. Nad kanapą jarzyło się mdłe światło kinkietu. Powitałam je westchnieniem, uciskając skronie i uszy, chyba po to, by oddalić od siebie harmider myśli.

W gruncie rzeczy Natalia miała rację, wojny nie da się zrozumieć w kuchni, przeczekać przed telewizorem, nie mieści się w zegarku czy kalendarzu, pomyślałam, przysuwając fotel do sekretarzyka.

Kilka minut potem, dotknęłam klawiszy laptopa, najprawdopodobniej, by dodać sobie odwagi. Nic nie umiałam napisać. Zmęczony mózg zalewały szczegóły i emocje.

Wiatr wzmógł się za oknem, rozpadało się. W świetle ulicznych lamp krople deszczu stawały się długimi srebrnymi nitkami, niczym włosy anielskie.

Zawsze tak hałasuje o tej porze roku, ale chyba przyzwyczaiłam się, przemknęło. Po długiej chwili przeciąg zatrzasnął drzwi za Natalią.

Odgłos, jakby strzału! - Wzdrygnęłam się.

Rano przypomniało mi się to wszystko, gdy tylko się obudziłam.

****

Od tamtego, wtorkowego wieczoru każdy prostokąt brudnego okna czy podłoga w pokoju to fragment boleśnie autentycznej opowieści o godności, nadziei i życiu, pełnej subtelnych i zarazem, jakże tragicznych detali. Obrazy o tym, jak jej codzienność, w Chersoniu, w mieście jej dzieciństwa i młodości zamieniała się w piekło. Wyciekały, jeden po drugim, rozmazując się po ścianach mieszkania. Znikły słowa, zbędne ruchy. Skończył się mój bezpieczny świat. Powoli stawałam się okiem i uchem, kamerą o szerokim obiektywie, która stara się widzieć i rejestrować wszystko. Szczególny rodzaj percepcji, doświadczenie grozy, której nie da się wyszeptać w poduszkę. Ilustracje w niczym ni przypominające potoku bezmyślnych informacji, wypluwanych codziennie przez media.

****

W kolejny wtorek Natalia weszła do pokoju z włosami w nieładzie i z posępną miną, dużo wcześniej niż zwykle. Krwisty rumieniec na policzkach kontrastował z szarym, włóczkowym swetrem sięgającym prawie do ziemi.

- Chyba zmarzłaś, czekając na ten cholerny autobus. Zawsze się spóźnia...

W chwilę potem, jej lodowate ręce obejmowały kubek gorącej neski z mlekiem. Uśmiechnęła się i zaprosiła, żebym do niej dołączyła.

- Zdążę z tym sprzątaniem, bez obaw. Nie mam dziś wiele do roboty. Opowiadając, obiecuję, postaram się być precyzyjna.

Powiedziała to takim stanowczym tonem, że nie odważyłam się sprzeciwić. Wśliznęłam się obok niej, siadając naprzeciwko starego kredensu.

- To stało się trzeciego albo czwartego dnia, po tym, gdy weszli do Chersonia, Rosjanie. W mieście było wtedy jeszcze do zniesienia, pomimo że już wiedzieliśmy, że to koniec złudzeń. Nie mogłam spać. Okropny hałas, jakby dźwięk wiertła wwiercał się w mózg. Uchyliłam zatrzaśnięte okno i wyjrzałam na podwórze.

- Wielkie nieba!

Nie mogłam oderwać oczu... Panika, rozpacz! Na usłanym szmatami materacu odzierali go żywcem ze skóry. Nasz sąsiad, nasz Mykoła. Trzech rosłych mężczyzn w rosyjskich mundurach. Nie wstyd wam! Obłąkani! Zabierajcie te makabryczne narzędzia!, krzyczałam. Otoczyli go, wystawiali się na widok. Zniewaga na wykrzywionych w szyderczym uśmiechu ustach, wściekłe spojrzenia. Zabrakło mi powietrza...

- Do licha! Co robili? Powtórz, Natalio!

Z trudem powstrzymywała łzy, opuściła ramiona.

- No tak, śmierć jak zwykle postawiła na swoim. Za co? Podobno donosił do naszych, a on tylko szukał pracy. Wszystko się od tamtego ranka zmieniło, niestety - mamrotała, blednąc.

Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku.

- Został z niego kadłubek... Nigdy nie widziałam ręki osieroconej przez ciało, odwróciłam wzrok. Dlaczego??? Znałam go od dziecka. Klął, chlał wódę, kopcił papierosy. Wojna go odmieniła, stał się innym człowiekiem i nie chodzi tylko o to, że biegał z karabinem. Przez tą swoją "godność" stał się podejrzany.

Twarz Natalii pociemniała z rozgoryczenia.

- Wcześniej tylko raz obcowałam z martwymi. Mając pięć lat, pogrzebałam mojego psa w miejscu, w którym

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Moc słów — czytnik · opowiadania