Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

psychologia · 20 min czytania

Moczarnik

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Moczarnik

Było to bardzo dawno, kiedy ziemię pokrywały gęste lasy. W małej chatce na skraju puszczy mieszkał drwal leśniczy Lasota z córką Wisławą i synem Dobromirem. Dobrze im się działo. Drwal był pracowity, toteż i niczego im nie brakowało. Kiedy Lasota z Dobromirem szli do lasu w domu zostawała Wisława. Wieczerzę uszykowała, posprzątała izby. Kiedy już w domostwie było wszystko zrobione siadała do krosna i przędła piękne dywany. Później odsprzedawał je ojciec kupcom, a to i grosza za nie dostawali nie mało. Tego ranka Wisława wstała jak zwykle bardzo wcześnie. Przygotowała ojcu i bratu jedzenie do lasu, zrobiła śniadanie i siadła przy oknie. - Tatulu jak wy pójdziecie do lasu, a to śnieg pada i pada. Zmarzniecie. Ostańcie w domu. - Droga córeczko muszę zobaczyć, czy jakie wnyki nie zagrażają zwierzęciu, a nuż, jaki kłusownik chodzi po lesie. Sprawimy się z Dobromirem szybko, to i przed wieczorem do domu wrócimy. - To pójdę z wami. - Nie dziecko. To nie sprawy dla białogłowej. Ostaniesz w domu. Kto kolację nagotuje? Kto izby przypilnuje? Pożegnali się na ganku i Wisława wróciła do domu. Nie była spokojna. Jej serce czuło, że wydarzy się coś niedobrego, ale nie potrafiła określić, co to będzie. Jak co dzień rozpaliła palenisko i zaczęła gotować wieczerzę. Usiadła przy krośnie i zaczęła nucić piękną melodię o niebieskim ptaku szybującym w przestworzach. Spostrzegła, że do Izby wszedł kot. Wstała - Jak wszedłeś do izby i co u nas robisz? Nigdy nie widziałam ciebie nawet w lesie. Choć dam ci trochę mleka, a to może i głodny jesteś. Kot chciwie pił mleko. Widać był mocno głodny. Kiedy najadł się do syta zaczął łasić się do nóg Wisławy. - Jeśli zechcesz i tatko pozwolą to możesz zostać u nas. Jedzenia jest dosyć, a i mnie będzie milej jak oni pójdą do lasu zostać z tobą. Nie będę sama. Wisława wyciągnęła rękę, aby pogłaskać kota, gdy w tej chwili z kota zrobiła się ogromna bestia. Odskoczyła do tyłu i zasłoniła się stołkiem. Niestety zbyt mało miała siły, aby się bronić. Bestia chwyciła ją w pół i pociągnęła za sobą. - Teraz będziesz mi służyła. Drwal z synem wrócili do domu pod wieczór. - Ojcze coś jest nie tak. Zwykle Wisława wybiegała nam na spotkanie. Izba niedomknięta. - O boże! Gdzie Wisława? Obaj rzucili się do kuchni, później do jej sypialni. - Nie ma jej. Gdzie ona? - I co teraz? - Idź zobacz do składziku, gdzie drewno leży. Może tam jest. A to, co? - Sierść tatko. Kto tu był? - Nie wiem. Byłem razem z tobą. - Trzeba iść do wioski i zwołać ludzi. Będziemy jej szukać. - Młodszy jestem tato, a to pójdę. Wy czekajcie z izbie, może wróci. Nie wróciła. Szukali jej w lesie kilka godzin. W końcu zaprzestali. Tej nocy Lasota nie spał. Siedział przy oknie i czekał na swoją córkę. Gryzł się tym, że nie wziął jej do lasu jak prosiła. - Czuła coś niedobrego, a ja głupiec nie posłuchałem jej. Może gdzie uciekała i skryła się, i czeka do rana. - Ojcze, dlaczego nie śpicie? - Nie mogę synu. Idź spać. Posiedzę, może przyjdzie. Rankiem Dobromił wraz z ludźmi poszli jeszcze raz w las szukać Wisławy. Lasota poszedł po radę do baby Żywi. - Zawsze mówiłeś, że mam złe oczy, że jestem czarownicą i nie powinnam mieszkać w osadzie, a dzisiaj oto widzę ciebie w moich progach. Co cię do mnie sprowadza Lasoto? - Tak mówiłem i nie wypieram się tego. Ludzie chcieli ciebie zatrzymać, a mnie nic było do tego. Zostałaś i mieszkasz dalej w naszym okręgu. Jeśli nie chcesz mnie przyjąć to powiedz, ale nie urągaj. - Jakiś nerwowy zrobiłeś się. Wejdź. - Dziękuję. Same wianuszki. Zbierasz zioła? - Tak. Nigdy u mnie nie byłeś. Ale nie one przywiodły ciebie do mnie. - Nie. Zginęła mi córka. -, Co? - Poszliśmy z Dobromirem do lasu, jak co dzień. Ona została w domu. Kiedy wróciliśmy jej nie było. Szukaliśmy długo. Noc była, to i zaprzestaliśmy. Czuwałem całą noc w nadziei, że wróci, ale nie wróciła. Teraz Dobromir i inni szukają ją po całym lesie. - I myślisz, że wiem, gdzie ona jest? - Możesz się dowiedzieć? Jesteś moją nadzieją. Nie wiem, w którą stronę iść, aby ją odnaleźć. - Przyniosłeś coś, co należało do niej. - Mam jej chustę. Leżała na podłodze, gdy wróciliśmy. - Pokaż. Żywia rozłożyła chustę na stole. Wzięła trochę popiołu i rzuciła go na środek chusty. Zwinęła chustę w rulon po czym wyrzuciła popiół do wody. Woda zaczęła bulgotać, a kiedy uspokoiła się Żywia spojrzała w jej toń. - Jest niedobrze. Ktoś przeszkadza mi i zakrywa pole widzenia. Nie otwierają się drzwi do miejsca, w którym jest. Na dzisiaj koniec. Muszę zastanowić się jak to pokonać, bo inaczej nic nie zobaczę. - Zobacz, czy przynajmniej jest żywa? - Jest, skoro ktoś mnie nie wpuszcza do niej. - Kiedy mam przyjść? - Wieczorem. Może będzie łatwiej. - Aha. Zapomniałem o czymś. Na podłodze leżała sierść. Nie wiem czyja, bo poza kozami to nie mamy żadnych zwierząt, a one stoją w zagrodzie. - Nie jest to sierść kóz? - Nie. -Przynieś ją. Chustę zatrzymam jako opłatę za radę. Przynieś mi coś, co Wisława zawsze miała przy sobie. - Dziękuje Żywica. Będę wieczorem. Tymczasem potwór zaniósł Wisławę do swojego zamku na bagnach. Nieprzytomna Wisławę położył na zapiecku i dalej tańczyć z radości. - Mam cię. Mam. Już dawno ciebie upatrzyłem w tafli wody. Piękna, dobra i pracowita. Takiej mi potrzeba. Sprawię, że zapomnisz o tamtym życiu, o ojcu, bracie i zostaniesz moją żoną. - Gdzie jestem? – krzyknęła rozbudzona Wisława. - W moim zamku. - Kim jesteś? - Zwą mnie Moczarnikiem – panem bagien. - Dlaczego jesteś taki szpetny? - Mówią wszystkie panny bagienne, że jestem niezwykle urodziwy. - Chyba oczu nie mają. - Po co mnie tutaj przyniosłeś? - Najpierw zostaniesz u mnie na służbie, a później zobaczymy. - Zobaczymy, co? - Nie czas teraz o tym rozmawiać. - Co będę robić u ciebie? - Zwodzić ludzi na bagno. - Tego nie zrobię. -Żartowałem. Uprzątniesz izbę, nagotujesz strawę, panny bagienne policzysz, a to ciągle gdzieś się gubią, będziesz je wysyłała rano na bagna, a wieczorem przywoływała je i liczyła. W nocy ludzie nie chodzą po bagnach, to i one pląsać nie będą. A to z komory wypuścisz Świetliki, aby zwodziły ludzi na manowce. Będziesz miała dużo pracy i nie będziesz się nudziła. Wieczorem wrócę do zamku, to wszystko ma być zrobione jak należy, żebym się nie rozzłościł, a to rzucę cię do bagna i tam zostaniesz. - A co z moim tatkiem i bratem? - Zostali w domu. Oni mi nie są potrzebni. - Mówiłeś nagotować strawę, ale jaką? Co ty w ogóle jadasz? - Może być zupa z turzycy, tylko na gęsto, może być zupa z cykuty, albo tatarak, nie pogardzę i owadami, między innymi gulasz z muchówek uwielbiam. - Co? - Nauczysz się i polubisz. - Długo będziesz mnie więzić? - Więzić? Pokochasz mnie. - Niski, gruby i szpetny. Twarz jak bochenek, krótkie nogi i wielkie dłonie to mi piękność – pomyślała Wisława. Nie mogę teraz oponować, a nuż mnie wrzuci do bagna. Musze coś wymyśleć i wyswobodzić się. Tatko i Dobromir mnie szukają, ale nie wiedzą, że porwał mnie ten stwór. - Coś tak zamilkła? - Jestem zmęczona. Noc idzie, a to i spać trzeba. Jutro oprowadzisz mnie po swoim królestwie, a to chce poznać wszystko, z czym mi przyjedzie się spotkać, będąc u ciebie. - Tak. Twoja izba gotowa. Choć zaprowadzę ciebie. - Co to jest? A gdzie łóżko? Moje łóżko zostało w domu, a ja mam spać na tatarakach? Jeśli chcesz, żebym ci służyła idź po moje łóżko. - Zaczekaj do jutra. Przyniosę ci je. Rankiem Moczarnik ruszył do chaty drwala. Poczekał aż ten wyjdzie do lasu i zakradł się do domu. Chwycił łóżko i czym prędzej czmychnął z chaty drwala. Zwołał wszystkie wiatry, które uniosły go z łożem do zamku na bagnach. Kiedy Wisława zbudziła się łoże stało w jej sypialni. Rzuciła się na nie i zaczęła po nim skakać. Moczarnik widząc radość Wisławy zacierał dłonie i uśmiechał się do siebie bardzo zadowolony. - Teraz mnie pokocha i zostanie z własnej woli. Przepowiednia nie spełni się. Tymczasem do chaty z lasu wrócił drwal i Radomir. Zauważyli brudne ślady na podłodze w sieni i kuchni. - Ktoś był tatko – powiedział Radomir. –Ślady prowadzą do pokoju Wisławy. - Zabrał jej łóżko. Znak, że Wisława żyje, tylko gdzie. - Byłeś u Żywi? - Miałem być wczoraj, ale nie wyszło. Zjem, co, odpocznę i pójdę. Ale kto miał tyle siły, aby łóżko wynieść z domu? Czary chyba to, jakie, bo nie ludzka tutaj moc zadziałała. - Śladów tatulu nie ma na dworze. Tylko te w domu i to takie czarne, jakby, kto z bagien tutaj był, ale bagna u nas daleko. Musimy czekać. Idźcie już do baby Żywi, a to może ona, co doradzi. Niejednemu pomogła, to i nam dopomoże. - Idę już Radomirze, idę. Radomir został sam w domu. Wszedł do pokoju Wisławy i jeszcze raz popatrzył na pusty pokój. - Poszedłbym na koniec świata, gdybym wiedział, że tam jesteś, ale zaczekam, jak tatula wróci i powie, że tam jesteś. A może jesteś gdzieś niedaleko, tylko gdzie? Gdzie szukać mam ciebie siostrzyczko. Daj, jaki znak Wisławo. Na próżno Radomir czekał na babę Żywię. Tego dnia wyszła w las i jeszcze nie wróciła. Tylko pies ujadał na podwórku. Po dwóch godzinach drwal z niczym wrócił do domu. Siadł przy oknie i dumał nad swoim losem. Kiedy dzieci były małe stracił żonę, a teraz i córkę. - Cóż mnie los tak srogo karze? W czym zawinił? – pytał ciszy panującej w domu, ale ona mu nie odpowiedziała. Wisława odczuła smutek ojca, choć była daleko. Wielkie łzy trysły z jej oczu i potoczyły się na sukienkę. - Zmrok zapada i czas wypuścić Ogniki. To twój obowiązek. Dlaczego płaczesz? Przecież przyniosłem ci łóżko, o które prosiłaś. - Dobrze ci mówić. Łóżko mam, ale moje krosno stoi w domu i nikt go nie dogląda. Nudzę się jak ty wychodzisz na całe dnie i zmierzchem wracasz. Gdyby było moje krosno, to i kobierzec nie jeden bym utkała, a tak stoję i patrzę tylko na mokradła i smutno mi się robi i dlatego płaczę. - Temu też zaradzę. Jutro…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%