historia · 8 min czytania
Mogiła Rotmistrza
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Do niewielkiej, ciemnej celi więzienia mokotowskiego weszło dwóch wysokich mężczyzn. Nie byli to prości dozorcy, lecz oficerowie Urzędu Bezpieczeństwa. W celi stał szczupły, wysoki mężczyzna w łachmanach. Jeden z Ubowców podszedł do niego i uderzył z całej siły w twarz. Tamten upadł, lecz nie wydał z siebie żadnego odgłosu. Ni jęku, ni krzyku, ni błagania o litość. Wstał i popatrzył w twarz oprawcy. Ubek kopnął go w brzuch i przyłożył pistolet do głowy. Twoja kolej, Pilecki! - warknął. - Nie musisz już się popisywać odwagą, za chwilę staniesz przed ostatnim sądem! Nadszedł twój czas! Mężczyzna nie odpowiedział nic. Schował ręce za plecy i spuścił głowę. Kiedy Ubek schował pistolet i złapał go za rękę nawet nie zaprotestował. Drugi Ubowiec chwycił go z ramię i oboje zaczęli go prowadzić przez ciemny korytarz. Po chwili trafili do niewielkiego pomieszczenia, w którym stało już kilku ubowców i pracowników więzienia. Mężczyznę posadzono na krześle, a jeden z członków Bezpieki zgasił światło. Przemówił dowódca: Nie będzie żadnych gadek w rodzaju: Wi imieniu Rzeczpospolitej itd. - powiedział. - Załatwmy to od razu. Śmietański – zrób co należy! Oczywiście, oczywiście! - odparł wysoki, wąsaty, czarnowłosy mężczyzna. Wyjął pistolet i przyłożył pistolet to głowy skazańca. Ten nawet nie mrugnął. Klęczał ze spuszczoną głową, nie próbował wyrwać się, uciec. Nie założono mu worka na głowę, bo po co? Nie miało to sensu. Śmietański przełknął ślinę i nacisnął spust. Skazaniec padł na ziemię i znieruchomiał. Zabrać ciało do syrenki! - nakazał dowódca. - Wiecie co macie zrobić! Komuniści nie odezwali się ani słowem, tylko podnieśli bezwładne ciało, jeden chwycił je za głowę, drugi za nogi i zaczęli je nieść przez więzienie. Za nimi szło jeszcze czterech ubeków z wąsatym dowódcą. Wyszli na ulicę, wsiedli do czekającej tam syrenki. Ciało wrzucili do bagażnika, okryli kocem. Dochodziła jedenasta w nocy. Syrenka Ruszyła. Ubecy jechali przez Mokotów i po kilkudziesięciu minutach wyjechali z Warszawy. Skręcili w polną drogę, którą przejechali około dwóch kilometrów. Zatrzymali się koło upiornego, ciemnego lasku i wysiedli z syrenki
.......................................................................................................................................
Ciało skazańca wyjęli z bagażnika i rzucili na ziemię. Jeden z komunistów splunął na nie, po czym wyjął pistolet i wystrzelił w niebo. Idioto! - wściekł się dowódca grupy. - Po cholerę jasną strzelasz. Chcesz, żeby ktoś nas usłyszał? Może ktoś jest w pobliżu? Usłyszy strzał, przybiegnie tu, schowa się gdzieś i będzie nas obserwował. Zobaczy jak zakopujemy ciało. A kiedy odjedziemy.... Odkopie zwłoki i wezwie pobliskich chłopów, którzy zabiorą je do wioski, pogrzebią na cmentarzu! Chowaj tą broń! Strzelam z radości – odparł ubek, który splunął na ciało. - Z radości z pozbycia się kolejnego wroga ojczyzny! Już nie przesadzaj z tym wrogiem ojczyzny! - odezwał się starszy komunista z wąsami. - On tylko szpiegował dla Andersa, a że wpadł to już nie jego wina. Nie powinien zginąć. Bierut nie skorzystał z prawa łaski, tak. Ale dlaczego został skazany na........... Zamknij się! - warknął młodszy Ubek, z bródką i wielkimi okularami. - Jakie rzeczy gadasz?! Dowódca wyjął pistolet. A więc jesteś po jego stronie? - spytał. - Po stronie grupy śmierdzących AK-owców, którzy twierdzą, że Polsce jest potrzebny inny ustrój. Że chcą tu wprowadzić jakąś bezsensowną demokrację? Idiotów, myślących że dadzą radę wojsku Polski i ZSRR? Niedoczekanie. Na świecie nie ma miejsca dla takich. Dlatego się ich pozbywamy. I pozbywamy się takich, co myślą że niesłusznie to robimy. Mówiąc to wycelował pistolet w starszego Ubeka. Ten zareagował szybko. Zręcznie wyciągnął z kieszeni rewolwer i wystrzelił w stronę dowódcy. Kula przeszyła rękę komunisty, tą w której trzymał…