Melodramat · 8 min czytania
Mój chłopiec
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
1.
-„Na wyspach Bergamutach Podobno jest kot w butach” – cichy głos Jasia dobiega zza ściany. Paweł Baś budzi się. Jest sobota, pierwsza wolna sobota, jaką ma w tym miesiącu. Alicja idzie na 14 do pracy, dziś z synem mogą zrobić sobie „męską” sobotę. Może pójdą do kina? Jasiu lubi kino, dawno go nie zabierał. A potem lody. Chociaż nie, lody może nie, Jaś ostatnio miał katar, lepiej nie ryzykować. Zabierze go na ciastka, ale na lody nie. Paweł wstaje. Jest godzina 9 rano. Wczoraj, po pracy, poszedł z Piotrem i Mateuszem na piwo. Pewnie dlatego spał tak długo, w końcu wrócił później. Alicja na niego nie czekała. Ona nigdy nie czeka. Gdy się spóźnia, nigdy nie wyśle sms-a z pytaniem gdzie jest. Kiedy przychodzi później, nigdy nie robi mu wyrzutów. Nic nie mówi. Wchodzi do kuchni. Jaś, jego kochany mały Jaś, kopia jego, bawi się samochodem przy stole. Przed nim leża ledwo tknięte kanapki z serem. Na widok ojca mały przerywa zabawę i śmieje się. Musiał wstać niedawno, ma na sobie pidżamę supermana, która dostał od dziadków na piąte urodziny. -Jasiu jedz śniadanie, idziemy dziś do kina, musisz mieć siłę. -Jaaa super, do kina??? – widać Jasiowi pomysł bardzo przypadł do gustu. -Tak, do kina, no ale jak nie zjesz śniadania, to jak mamy iść do kina? Nie będziesz miał siły. - Będę miał, popatrz tata, jaki ja silny jestem – na potwierdzenie słuszności swoich słów, Jaś pręży swój maleńki biceps- jestem taki silny, że niedługo to mamę podniosę, o tak, do góry.
Alicja stoi do nich tyłem, zmywa naczynia. Rude włosy opadają na szczupłe ramiona. Paweł od początku uważał, że Alicja jest pięknością. Rude kobiety zawsze miały to „coś”. Alicja była tak ładna, że z pewnością mogłaby być modelka. Jednak modelką nie została. Gdy miała dziewiętnaście lat, ku rozpaczy rodziców, została mama Jasia. - Obiad masz w lodówce. Jak będzie padać, to kalosze Jasia są w szafie w korytarzu, niech je założy – Alicja nawet nie wita się z mężem – pranie możesz wstawić jak wrócicie.
2.
Poznali się przez kuzynkę Pawła, Martę, która chodziła do jednej klasy z Alicją. Rodzice Alicji, od początku nie pochwalali znajomości swojej córki z Martą. Ojciec Ali, dyrektor liceum w Mielcu, słynął z twardych metod wychowawczych. Jego córki mogły chodzić na dodatkowe lekcje języka Angielskiego, mogły chodzić na spotkania Wspólnoty Młodzieży w pobliskim kościele. Jednak jego córki nie mogły chodzić na imprezy czy spotykać się z chłopcami. Jego córki miały studiować to, co ojciec uzna za stosowne. Alicja miała iść na Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu. Ojciec przed wysłaniem córki na uczelnie, dokładnie sprawdził, jaki procent absolwentów uczelni znajduje zatrudnienie. Skoro wyniki okazały się zadowalające, przyszłość córki była oczywista. W końcu dziewczyna miała takie świetne wyniki. Tylko jeśli jest się dzieckiem dyrektora Jeneczka nie może być inaczej. Alicja pamięta, jak ojciec w każda Wigilie kazał jej i jej siostrze, przynieść wykaz ocen, i przy całej rodzinie liczył im średnie. Chciał pokazać wszystkim, jakie ma mądre i zdolne córki. Chciał pokazać, jak rygor i dyscyplina zbawiennie wpływają na wychowanie młodzieży. Leżąc w łóżku wieczorami często zastanawiała się, co by było, gdyby jej zabrakło. Wyobrażała sobie, co by zrobili jej rodzice, gdyby znaleźli jej ciało, już sztywne, bezwładnie zwisające z sufitu. Co by zrobił ojciec? Płakał po stracie córki, czy może obawiał o reputacje rodziny? Paweł nie był jej miłością. Z jej strony nie było uczucia, które towarzyszy tym wszystkim młodzieńczym zauroczeniom. Widząc go, nie czuła motyli w…