Inne · 5 min czytania
mój pierwszy raz...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Poznań, wtorek, 11 lipca 2006
brak powietrza, drżenie rąk, nagły ścisk, strach...w tłumie ludzi śmiejących sie i dyskutujących na różne tematy, nie chcę by wiedzieli... wychodzę... duszna toaleta, wilgotny, chłodny papierowy ręcznik na moim karku... nic nie pomaga... ogromny strach... oddychaj, nie trać oddechu!!! muszę tam wrócić, bo się zorientują, że coś jest nie tak... siadam, słyszę śmiech i dyskusje na różne tematy i... nerwowy oddech Roberta... czy coś mu się stało? aaaa, jak boli! po dłuższej chwili, która mogła trwać 3 minuty jak i 20 minut, nie pamiętam, proszę Roberta: wyjdź ze mną... zrywa się z krzesła: jasne, chodź... siadam w słońcu... usiądź w cieniu, będzie Ci lepiej... serce? boli?... tak... może pogotowie?... nie... poczekaj, przyniosę Ci wody... dobrze... co Pani jest?... a nic, źle się czuję... co Ci się stało? źle się czujesz? ... troszkę... może chcesz zimnej wody?... kolega już poszedł, dziękuję... słyszę coraz większy gwar, coraz więcej gapiów wychodzi z sali... PROSZĘ WRACAĆ DO SALI!!! NIE MA TU CO OGLĄDAĆ, PANI SIĘ TYLKO ŹLE POCZUŁA!!!... po co on to mówi? po cholerę wszyscy mają wiedzieć... leczy się Pani?... tak... jakie bierze Pani leki?... nie wiemmm (drżenie ust i całego ciała), nie pammiętamm (szczękościsk)... dam Pani nitro pod język, pomoże... nie wiemm czy mmogęę... pomoże Pani... ddobbrzee...piecze... mmoggęę poppićć???... nie, niech zacznie działać... może się Pani położy? damy pokój... nnieee wwwiieeeemmm... zaprowadźcie Panią do pokoju... Madziu, może zadzwonię po pogotowie?... RRooobbberrrtttt, nnieee wwwiiieeemmmm... zadzwońcie po pogotowie!... musi mi Pani powiedzieć ila ma lat i na co choruje, będą o to pytać... dddooobbrzrzrzeeee, dddwwaaadddzzieśśścciaaa ssssieeeeddeemmmm, ssseerrcceee... duszny pokój, brak mi powietrza, pomarańczowa pościel, biurko, krzesło, jakaś pani wchodzi pod biurko i podłącza wiatrak, przyjemny chłód, siedzę... brak powietrza... leżę... nie wiem co się dzieje, serce biegnie jakby uciekało przed życiem... jakiś pan z brodą w czerwonym ubranku, śmieszny, jak krasnoludek, o coś mnie pyta... nie ma zagrożenia życia, ale Pani musi zdecydować czy jedziemy do szpitala, ja nie mogę Pani zmusić... chyba się zgodziłam, bo leżę na noszach, wsuwają mnie do karetki... nie wiem co się działo jeszcze przed tym, podobno chciałam iść sama, ale nie dałam rady... pierwszy raz jadę na sygnale...…