Przyjaźń · 22 min czytania
Mój przyjaciel, Anioł.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Agata otworzyła oczy. Ujrzała biały sufit i lampę jarzeniową. Potem rozejrzała się. Po jednej stronie miała okno. Za nim kołysało się jakieś drzewo bez liści. Padał deszcz. Po drugiej stronie było kilka łóżek. Niektóre puste, na niektórych jakieś dziewczyny, kobiety. Jedna spała, druga rozwiązywała krzyżówkę. Trzecia czytała książkę. na łóżku tuż przy drzwiach siedziała jasnowłosa dziewczynka, która patrzyła się ścianę, podczas gdy pielęgniarka bezlitośnie dawała jej zastrzyk. 'Gdzie ja jestem? Co się stało?"- pomyślała Agata. Myślenie szło jej z dużą trudnością. Poczuła lekki ból w prawym przedramieniu. Spojrzała na nie. Tkwiła w nim igła, od której szła przezroczysta rurka, podłączona do białej butelki powieszonej na haczyku przy łóżku. Agata skupiła się. Z dużym wysiłkiem przyszedł jej do głowy ostatni obraz jaki zapamiętała. Duża ilość tabletek na jej dłoni. I szklanka wody obok. I jej ostatnia myśl: 'już kończę z tym...'. A więc tak. Nie udało jej się. Usiadła na łóżku, oparła łokcie o kolana, głowę oparła o dłonie, palcami rozdzielając pasma niezbyt długich, rudych włosów i zamknęła oczy. Przecież chciała tego. Chciała śmierci. Czy ona jest na tyle beznadziejna, że nawet nie udało jej się popełnić samobójstwa? -I jak się pani czuje-usłyszała suchy głos bez emocji. Podniosła głowę. Ujrzała tę pielęgniarkę, która przed chwilą robiła zastrzyk dziewczynie. -dobrze-odpowiedziała niezbyt z godnie z prawda, a potem wybuchnęła- czemu nie daliście mi umrzeć?! Czy nie dociera do was, że ja tego chciałam?! Po co bym to robiła?!?!?! Moje życie nie ma sensu. Byłby koniec, miałbym święty spokój! Po co mnie uratowaliście?! -słuchaj dziecko, ja nie jestem psychologiem. Robię to za co mi płacą. Nastaw rękę mam ci zrobić zastrzyk -Nie chcę! Dajcie zrobić mi to, czego pragnę odkąd się urodziłam! Dajcie mi w końcu umrzeć! -Słuchaj dziewczyno, albo się w końcu uspokoisz albo... -Co tu się dzieje?- rozległ się głośny ale ciepły głos. Agata spojrzała w stronę drzwi. Stał tam siwy lekarz. -Panie ordynatorze, pacjentka odmawia przyjęcia zastrzyku -poskarżyła się pielęgniarka. -Czy ja mam całemu światu to ogłosić, że chcę umrzeć!?-Krzyknęła Agata-zrozumcie to wreszcie! Nie rozumiem po co mnie wyleczyliście! Skoro chciałam umrzeć, to trzeba było mi na to pozwolić. -siostro Małgosiu, pani wyjdzie dobrze?- rzucił lekarz do pielęgniarki, a gdy ta wyszła przysiadł się na skraju łóżka. -Słuchaj Agusiu... -Proszę nie mówić na mnie Agusiu. Jestem Agata. -Dobrze, Agata. Więc posłuchaj. Moim, i nas tu wszystkich zadaniem, jest ratować ludzi od śmierci. Zrobiliśmy więc to co do nas należało. Ja nie jestem psychologiem, ale radziłbym ci, uznać to że żyjesz, za drugą szansę. Spróbuj zacząć wszystko od nowa. Zmień szkołę, towarzystwo. Zapomnij o tym co było. Ja wierzę że Ci się uda. Po południu przyjdzie do ciebie pani psycholog... -Nie chcę! Ja chcę wrócić do domu-powiedziała już trochę uspokojona Agata. -Jesteś tego pewna? -Tak -Czy możesz obiecać mi, ze nie spróbujesz już więcej popełnić samobójstwa? Agata milczała.
Milczała także, gdy płacząca ze szczęścia matka i chwalący niebiosa ojciec ściskali ją parę godzin później. -Agatko, tak się cieszę, że żyjesz. -Kochanie czemu to zrobiłaś? -Obiecaj mamusi, że więcej tak nie zrobisz. Milczała. Oni nie rozumieli. Nie rozumieli, ze jej życie, jej istnienie na tej ziemi, nie ma żadnego sensu. Że chciała skończyć bo miała dość już tego szarego życia. Wieczorem gdy wychodziła ze szpitala powłócząc nogami w glanach i wlekąc za sobą czarny szalik nie czuła się lepiej. Ciągle żałowała, że nie udało jej się zrobić tego dokładniej. Jadąc w samochodzie beznamiętnie patrzyła przez okno na pędzących ludzi, inne auta, domy w których normalnie toczyło się życie. Światła ulicznych latarni oblewały jej milcząca twarz, podczas gdy matka cały czas szczebiotała: -tak się baliśmy o ciebie Agatko... A jak babcia się wystraszyła... a dziś, gdy dowiedziała się, ze wszystko jest ok. jaka była szczęśliwa... ja oczywiście też... nawet mój szef się ucieszył i zwolnił mnie z ostatniej godziny pracy, żebym mogła przyjść do ciebie... Pierwsza weszła do domu. Nie patrząc na zastawiony stół i nie słysząc okrzyki matki 'dziś spagethi zrobiłam specjalnie dla ciebie bez mięsa', która nigdy nie chciała zaakceptować wegetarianizmu córki, Agata poszła od razu na górę, na poddasze do swojego pokoju. Tam w zupełnych ciemnościach położyła się na łóżku i wyglądała przez okno na brzozę, które rosła tuż pod oknem i na niebo zasnute chmurami. Myślała nad tym, że jej życie zawsze będzie już beznadziejne. Że zaczną chować przed nią tabletki, żyletki, sznurki, a gdy będzie chciała przejść przez most będą wysyłać za nią eskortę. Będzie do późnej starości męczyła się żyjąc. Pełna takich myśli zasnęła.
Obudził ją czyjś wzrok. Wstała i rozglądnęła się po pokoju. I nagle prawie krzyknęła gdy zobaczyła, że na krześle przy biurku siedzi jakiś chłopak... ale to nie był zwykły chłopak. Miał ciemne, lekko kręcone włosy, ciemne oczy, miłą twarz a odziany był w białą szatę a na plecach miał... najprawdziwsze skrzydła! -co? Kim ty jesteś?- spytała w końcu Agata przecierając oczy. Chłopak uśmiechnął się. -Jestem twoim Aniołem... -Co ty mi tu będziesz pierdolił-zdenerwowała się Agata -Ładnie to tak w ten sposób odzywać się do wysłannika Niebios?- spytał z uśmiechem. -Zaraz zawołam tatę i pójdziesz sobie stąd, ty jesteś jakimś czubem-powiedziała Agata -Nikt oprócz ciebie nie zobaczy mnie ani nie usłyszy. Jestem tylko twoim aniołem -słuchaj, bo zaraz naprawdę zawiozę cię do Kobierzyna -Kobierzyna? -Nie wiesz co to jest? A może ty nie tutejszy? W Kobierzynie jest szpital dla czubów. -ach, czyli nadal nie wierzysz mi? To spójrz na to - Anioł stanął przed lustrem. Agata wydała z siebie zduszony okrzyk. Szklana tafla nie odbijała go. -Chcesz jeszcze dowodu?- spytał Anioł przerażoną dziewczyną-spróbuj mnie dotknąć. Agata powoli wyciągnęła przed siebie dłoń i spróbowała złapać Anioła za rękę, jednak dłoń przeniknęła przez ramię chłopaka. -Więc ty naprawdę... -Tak. Chce się tobą opiekować. Agata milczała dłuższą chwilę, a potem zmrużyła oczy - to ty sprawiłeś, ze mnie odratowali... jak mogłeś? Nie wybaczę ci tego! - Rzuciła się na niego, lecz tylko 'przenikła' przez jego ciało i wylądowała na ścianie - uspokój się- powiedział Anioł-dałem ci życie, dałem ci druga szansę, chciałem pozwolić ci żyć szczęśliwie. A ty jak się odwdzięczasz? -Zostaw mnie! Nie potrzebuję cię! Idź sobie! -zostanę-powiedział siadając po turecku na podłodze. Agata mimo złości uśmiechnęła się do siebie gdy zobaczyła, że na nogach zamiast sandałów z rzemyków, czy czegoś w tym rodzaju, miał trampki. Potem jednak zdenerwowana otworzyła okno, wyjęła ze skrytki pod parapetem paczkę papierosów, trzymanych na czarną godzinę i zapaliła. Nie chciało jej się znowu tak palić. Nawet niezbyt lubiła to. Chciała jedynie zrobić Aniołowi na złość. Bo na pewno zabroni jej palić. A nie wyrwie jej papierosa, bo przez niego 'przeniknie'. Chciała go zostawić w bezsilnej złości, w takiej, w jakiej ona była, przed chwilą. Ku jej zdziwieniu Anioł podszedł również do okna, wziął paczkę L&Mów i wyjął z niej papierosa, którego zapalił. Roześmiał się na widok jej miny. -nie lubię palić. Chciałem tylko zobaczyć twoją reakcję. Chciałem żebyś to jednak ty była bezsilna-rzekł z uśmiechem. 'Zaraz... czy on umie czytać w myślach?'- pomyślała Agata -Tak umiem - powiedział Anioł, a Agacie papieros wypadł z ręki i potoczył się po mokrym dachu a potem spadł na ziemię w ogrodzie. -spokojnie. Nie zamierzam robić tego cały czas. Tylko ja będę chciał usłyszeć jakąś twoją odpowiedz będę sięgał w twoje myśli-powiedział. -zamierzasz zostać tu na dłużej?- spytała. -zamierzam zostać tu na zawsze-powiedział, a Agata padła na łóżko. -teraz polecałbym ci zejść cicho na dół i zobaczyć zachowanie twojej matki. Może da ci ono coś do myślenia. Agata obrzuciła go badawczym spojrzeniem, a potem otworzyła drzwi i skierowała się ku schodom. Wyjrzała przez balustradę. Zobaczyła matkę w ramionach ojca łkająca: -Krzysiu... dlaczego ja nie potrafię? Czy ja jestem złą matką..? przecież oddałabym wszystko, żeby Agata była szczęśliwa... a ona chce się zabić... gdzie popełniłam błąd? -spokojnie Grażynko- uciszał ją mąż. Agata tylko przymrużyła oczy. Weszła z powrotem do pokoju. Na łóżku leżał Anioł. -co mnie to wszystko obchodzi. Skoro mnie tak kocha i chce dla mnie jak najlepiej, niech da mi umrzeć... -Ech... to będzie ciężka robota-westchnął do siebie Anioł -co ty tam mruczysz? A poza tym złaź z mojego łóżka. Zrób sobie domek na drzewie. Zamieszkaj w psiej budzie. I co mnie to obchodzi ze psiej budy w pobliżu nie uświadczysz. Ja ciebie nie zapraszałam. Rób sobie co chcesz-najbardziej denerwował ją ten spokojny uśmiech Anioła. Jak gdyby miał to wszystko gdzieś. Jak gdyby śmieszyło go jej zachowanie- to jak?! Zejdziesz czy mam ci wpierdolić? -już drugi raz używasz niezbyt miłego słowa. Ale dobra. Schodzę. Agata walnęła się na łóżko, odwróciła się plecami do pokoju i zmęczona zasnęła.
Obudził ją 'zapach' smażonych jajek. Otworzyła oczy -popatrz zrobiłem ci jajecznicę-powiedział Anioł Agata spojrzała na podany jej talerz. Spalone jajka i posiekanym na duże kawałki szczypiorkiem. Na 'jajecznicy' były namalowane ketchupem oczy nos i usta. Podniosła głowę i zobaczyła, ze Anioł szczerzy do niej zęby w takim samym uśmiechu, jaki miała namalowany jajecznica. I wtedy po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna roześmiała się. Śmiała się długo i szczerze. W końcu otarła kąciki oczu i zjadła 'jajecznicę', mimo, że nie należała do najlepszych potraw jakie jadała w swoim życiu. Potem usiadła na parapecie okna, nogi opierając o kawałek dachu, który z racji tego, że mieszkała na poddaszu, znajdował się pod oknem, łokcie oparła na kolanach, głowę na dłoniach i zamyślona patrzyła w dal. -czemu nie wyjdziesz na dwór tylko tęsknie patrzysz tam?- spytał Anioł -nie chcę tam iść. Mnie najlepiej jest w mojej samotni, tutaj, w moim miejscu na świecie. -a może jednak wyjdziesz? Co? Pokażesz twarz ludziom. -że co??? Już nie mam nic do pokazywania tylko twarz, która jest zmarana? -e tam zmarana od razu. Może niezbyt piękna, ale...-i w tym momencie przez anioła 'przeniknął' kapeć. -jak ty to robisz, ze jak siedzisz na ziemi to nie przenikasz do pokoju niżej, jak coś weźmiesz do ręki, to nie wypada to z niej, ale jak ja chcę cię dotknąć, lub rzucić to wtedy to wszystko przelatuje bez ciebie.-zainteresowała się Agata -hehe. Bo ja mam taki dar. Jak chcę, to mogę coś złapać, a jeśli nie, to sobie sprawiam, ze to przenika.... to jak? Wyjdziesz wreszcie na świeże powietrze, zamiast siedzieć w samej koszulce w oknie, gdy na polu minus dwieście stopni? -niech ci siedzi. Nie wiem po kiego mam tam iść, ale niech ci siedzi.
Tak więc parę minut później szła alejką w parku. Wściekła, wkurzona, wydawało się, że zaraz zacznie iskrzyć.