Biografia · 12 min czytania
Mój Świat
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W tekście zająłem się poważnym tematem, ale trochę na wesoło. Ot tak dla urozmaicenia.
To co za chwilę przeczytasz (bądź nie) jest czymś zbliżonym do autobiografii, gdyż nie miałem zamiaru opisywać swojego życia podręcznikowo/historycznie, tylko przelać na papier (dysk?) opis Mojego Świata i mnie samego w nim żyjącego, ponieważ alternatywnych Światów jest tyle ile ludzi na Ziemi. Każdy kształtuje swój na własny sposób i tylko od niego zależy jak potoczy się jego historia z samym sobą na czele. Do napisania tego czegoś zabierałem się z ponad miesiąc, a i teraz pisząc te słowa nie bardzo wiem co robię i co dokładnie napisać. Może tak: Urodziłem się w ble,ble,ble....tak wszyscy piszą. Trzeba wymyślić coś oryginalnego. Hmm...a może by tak wypisać wszystko co myślę, nawet najbardziej skrywane tajemnicę, to dopiero będzie otwarcie się na świat. Mój Świat. Więc nie bardzo interesuje mnie kto i po co przeczyta poniższy tekst... Hulaj dusza, nie mam nic do ukrycia więc do dzieła. Na początek trochę spraw organizacyjnych, żeby bajzel się nie zrobił. A uwierz, ma z czego. Po pierwsze, zaraz po przeczytaniu o wszystkim zapomnisz J. Po drugie, nie wypominaj mi później, że jestem stuknięty. Dobrze o tym wiem. Po trzecie, ale to informacja bardziej dla mnie, dzierganie czas zacząć. Na wstępie (znowu) wspomnę jednak o tym życiu, jak to się urodziłem i...jestem. No cóż, chciałem ten fragment ominąć, ale muszę trzymać się standardów Unii Europejskiej. Urodziłem się w Bytomiu (chyba w Polsce), dnia 3 kwietna 1991 roku. Z tamtego okresu pamiętam tylko tyle, że był. Jak wynika z ludowych podań, będąc małym, powiedzmy dzieckiem, możliwe iż lat 3. Zjadłem całą paczkę papierosów, „Elemów” bodajże. Właśnie tym dziwnym wydarzeniem, tłumaczę dzisiaj sobie niechęć to tytoniu. Nie paliłem, nie palę i oby tak zostało i na pewno zostanie, znając mój upór i stanowczość. Co także z niewiadomych przyczyn, a może wiadomych (jednakże bolesnych i wymazanych z pamięci) odnosi się do alkoholu, z wyjątkiem wina (nie, nie takiego). W tym momencie doszliśmy do pierwszych moich cech: abstynentcki uparty osioł. Dlaczego osioł? Później się to wyjaśni, taką mam przynajmniej nadzieję, bo sam chcę wiedzieć. Popchnijmy moje życie trochę naprzód. Podstawówka w Cięcinie, dokładnie 3 klasa. Właśnie wtedy po raz pierwszy ujawniła się kolejna cecha, a raczej ich zbiór. Pewnego razu przyniosłem do szkoły kilka książek (z 30) o elektryce w języku ruskim (czemu ruskim? A no temu, że kiedyś było coś takiego jak komuna i książki pochodziły z tamtego okresu), ale mniejsza o książki. Ważna jest ich tylnia okładka. Na każdej było zdjęcie jakiegoś motoru (nie ruskiego). W dość krótkim czasie przekonałem kolegów, iż są to moje katalogi motorów z własnego salonu samochodowego, który mieści się w garażu (3 na 6 metrów). Jak pamiętam, kilka osób chciało nawet sobie po motorku kupić, ale je umiejętnie zbywałem. Taki stan rzeczy trzymał się chyba z 3 miesiące, gdy to któryś z rodziców jednego z moich klientów poskarżył się wychowawcy, że syn żąda 3 tys. zł na motor, kupiony u kolegi z klasy... :D A więc do worka cech dorzucamy kombinatorstwo i oszustwo, które się jeszcze nieraz pojawi- niestety. Przenieśmy się teraz na zakończenie podstawówki, komers się znaczy. Odkryłem w tedy, że nie bardzo kręcą mnie imprezy i zamiast siedzieć na sali i się dobrze bawić, dobrze bawiłem się zwiedzając poddasze szkoły z kilkoma kumplami. Było to coś na wzór Sprinter Cella. Taka niechęć do imprez, głównie dyskotek, pozostała do dziś. Chodź na komersie gimnazjalnym zaobserwowałem pewne odstępstwo od tej normy. Dobrze bawiłem się z jedną dziewczyną i pewnie bym się dalej bawił, ale ok. 2 w nocy, musiałem odstawić do domu kolegę...bo sam by nie trafił. Chciałem już przejść dalej, a tu nagle wspomniało mi się moje, iż ominąłem jeszcze jedno ważne wydarzenie, obrazujące kolejną, tym razem pozytywną cechę. Dobroć. Niewinnie zaczęło się od uratowania z 10 ślimaków winniczków przed bliżej niezidentyfikowanym zagrożeniem na Węgrzech, przez przerzucenie (a raczej przeszmuglowanie) ich do Polski co było nie legalne, ale fajne... Co ma do tego dobroć? No to, że jeszcze nigdy nie skrzywdziłem, żadnego zwierzęcia, czy owada (tu z wyjątkiem dla muchy). Nie mylić mnie z ekologiem, ja się do zwierząt nie przywiązuję...liną. Jeżeli czytasz dalej, i uważasz/myślisz już nie wiadomo co. To przestań teraz (czytać, nie myśleć), gdyż, zaraz może zrobić się bardzo dziwnie i niepokojąco. Dosłownie zmieni się styl pisania... Na początek wyjaśnię kilka spraw. Postrzegam Świat trochę inaczej (trochę bardziej niż trochę, dużo bardziej), niżeli większość (wszyscy?) ludzie na Ziemi i poza nią. Nie bardzo interesuję mnie co inni o mnie myślą, chociaż staram się dbać o reputację (kocham paradoksy). Nie przejmuję się tak jak inni tym, iż mogę umrzeć, powiem lepiej. Nie przejmuję się tym, iż ktoś może umrzeć. Śmierć to, rzecz normalna tak jak oddychanie. Po prostu jest. Jeśli umrę ja, to nie ma problemu, po prostu koniec. Jeśli umrze ktoś, tu mogą być problemy, ale nie warto niszczyć swojego życia czyjąś śmiercią. Bo po co? Drugą moją ważną ideą jest wiara we wszystko, tzn. jeżeli na coś nie ma dowodów, które zaprzeczały by tego istnieniu, to jest prawdopodobne, że to istnieje i już. Przyjmując taką zasadę muszę być przygotowany na każdą sytuację jak może mi się przytrafiać wyobraźnie mam bogatą. Jak na razie się to sprawdza, jeszcze nic mnie nie zaskoczyło i wątpię, że to się zmieni. Chociaż to też jest prawdopodobne więc jestem przygotowany nawet na zaskoczenie J, jakie by to ono nie było... Dobra zmieniam płytę i znowu cofamy się w czasie- do podstawówki, ale tylko na chwilę. Wpadłem w tedy (nie pamiętam która klasa, ale miedzy 4-6) na taki o to pomysł. Znajdę sobie dziewczynę. I znalazłem. Próbowałem Ją do