rodzina · 29 min czytania
Mój synek jest ślepy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
„Mój synek jest ślepy” Dla Beaty. Postacie: Syn – jest to główna rola. Chciałbym jednak, żeby jej główność nie polegała wcale na jej nadmiernym gadulstwie. Jest to osoba, wokół której dzieje się cała opowieść. Taki biegun dla pozostałych postaci, zawsze go szukają wzrokiem, ale rzadko kiedy podróżują do niego. Jest nieco zaniedbany (mile widziany kilkudniowy zarost), niezupełnie biała koszula, okulary przeciwsłoneczne na głowie. Jest jakby pozbawiony chęci do życia. Jest na tym świecie, bo jest. Wszystko za niego robią inni. Mamuśka – bardzo żywiołowa, zaradna i wszystkonajlepiejwiedząca kobieta. Przesiąknięta do kości wszelkimi stereotypami kobiet po czterdziestce i przed pięćdziesiątką. Ma jedynego Syneczka, którego bardzo kocha. Stara się nie pokazywać, jak bardzo martwi się nadchodzącą wielkimi krokami starością. Tatuś – również jak mamusia, pełen stereotypów. Facet na progu pięćdziesiątki. Znudzony swoim małżeństwem, znudzony życiem, które w młodości tak pięknie sobie zaplanował, a tak beznadziejnie mu wyszło. Czytuje co chwila gazety. Nie za bardzo interesuje się Synem. A przynajmniej nie umie się nim zainteresować. Żoncia – jest zadbaną, młodą kobietą sukcesu, która chce się dobrze usytuować w życiu. Jest pewna, świadoma swoich zalet. Wie, że może z nich korzystać, by zdobyć to, czego chce. Na pierwszym miejscu jest u niej znalezienie męża, który nie musi jej kochać, ale by mogła z nim spokojnie żyć, jednak gdzieś w głębi chowa w sobie pragnienie miłości. Nosi torebkę z welonem w środku. Teściowa – mama Żonci, jak i córka jest kobietą sukcesu, to ona pokazała Żonci ten „wzór na szczęście”. Ślub córki traktuje również jako swój własny sukces, kolejne osiągniecie. Krysia – plastikowa koleżanka Żonci. Pragnienie sukcesu sprawiło, że się razem ze sobą poznały, jednak Krysia jest w nie bardziej wpatrzona. Ma też bzika na punkcie własnej urody, własnej wspaniałości, w zasadzie to jest jej ulubione hobby. Babcia – traktowana przez Teściową jak obciążenie, jest inna niż jej córka, teraz, nieco zepchnięta przez córkę na boczny tor, jako pokręcona staruszka, z którą wstyd przebywać. Koledzy – grupa dwóch wiernych kolegów głównego bohatera. Są swoimi przeciwieństwami: Romek jest luzakiem, bawiduszą, ciągłym imprezowiczem, włosy na żel, krótka koszulka pod marynarką, kpiarz. Tomek za to jest cichym, ułożonym chłopięciem, wydaje się na pierwszy rzut oka pokraką. Zawsze nosi w ręku ołówek i zeszyt. Nosi zawsze idealnie wyprasowaną koszulę włożoną w spodnie na kant. Biedak – długa broda, opaska na oku, nosi zbyt dużą czapkę i pobrudzone spodnie oraz koszulę. Chodzi z miotłą i sprząta. Obserwuje. Zdaje się być najnormalniejszy ze wszystkich postaci.
Relacje: Syn – wszyscy. Niby każdy jest jakimś elementem w życiu chłopaka, ale tak naprawdę mało kogo interesuje jego zdanie.
Mamuśka – Tatuś: Są ze sobą z przyzwyczajenia. Sami już nie pamiętają, dlaczego się pobrali.
Żoncia – Syn: traktuje go bardzo podobnie jak matka. Można odnieść wrażenie, że w przyszłości będą dla siebie jak Mamuśka i Tatuś.
Żoncia – Mamuśka: Dobrze wie, że teściowa załatwiła jej to małżeństwo. Korzysta więc z doświadczenia Mamusi.
Tomek – Romek – są dobrymi kolegami, choć więź między nimi jest dość dziwna. Tomek mimo wielu złośliwych dowcipów i psot, znosi Romka, choć sam nie wie do końca dlaczego. A Romkowi odpowiada rola tego bardziej rozrywkowego, co przy jego przeciwieństwie jest bardziej widoczne.
Miejsce utworu to czysta scena. Na środku stoją tylko dwa krzesła. Gdy wchodzi widownia, kręci się już Biedak z miotłą i zamiata, zaczyna od tylnych rzędów i kieruje się ku scenie. Może mówić do wchodzących. („Przepraszamy, nie zdążyliśmy na czas”, „Proszę się nie krępować, państwo wchodzą, ja zaraz skończę”). Musi widzieć, jak wchodzą ludzie, by nie za szybko znaleźć się przy scenie. Może wchodzić między rzędy, nawet narzekać na tych, co weszli i nabrudzili, uśmiechać się zalotnie do kobiet. Gdy już wszyscy usiądą, można zacząć właściwe przedstawienie. Przyciemniane są światła na widowni, podświetlana scena. Mamuśka (wchodzi na scenę idąc pod rękę z Synem, w drugiej trzyma pustą kartkę) Witam państwa. To mój synek. Mój synek jest bardzo zdolnym chłopcem. Pracę ma bardzo dobrą. Płacą mu bardzo wysoką pensję. Ukończył trzy kierunki studiów! Właśnie zabiera się za doktorat. Zobaczcie, jakie ma bogate CV! (pokazuje kartkę, po czym kładzie ją delikatnie i ostrożnie na ziemi)
Syn (przez zaciśnięte usta, cicho) Mamo, przestań...
Mamuśka Mój synek samochód sobie ostatnio kupił, jak się naciśnie taki przycisk, to tam mówi taka pani, gdzie ma jechać i jaka jest pogoda. Musieliby państwo to zobaczyć, ja naciskam taki przycisk, a tu szyba na dół, takie „ziuuuuuum” robi .
Syn (nieco głośniej) Mamo, skończ już...
Mamuśka Mój synek... jest ślepy. Stracił wzrok w dzieciństwie. (sadza Syna na krześle po lewej, sama siada po prawej) Śniadanko chcesz, pimpuś?
Syn Może być.
Część 22 / 6
Mamuśka (odwraca się do tyłu) Tadeusz! Tadeusz! (do syna) Widzisz, ten twój ojciec to już w ogóle mnie nie słyszy. Pamiętam, jak byliśmy młodsi, o tak... ciebie, pimpuś, jeszcze nie było. Twój tatuś zaprosił mnie wtedy... na dancing. A potem mieliśmy takie... małe rendez-vous...ech, piękne czasy... (z twarzy z uśmiechem nagle przechodzi do grymasu irytacji) Tadeusz! Tatuś (zza sceny) Czego ryczysz jak niewydojona krowa? Głuchy nie jestem!
Mamuśka (do syna) Słyszysz? Słyszysz jak ten twój ojciec się do mnie zwraca? Zero szacunku, zero! A czy ja jestem jakaś gorsza od tych wszystkich bab, co tutaj łażą? No bo zobacz, pimpulek, i usteczka mam ładne, i oczka trzepocą jak skrzydła małego motylka, a dziś na mój widok... och, chyba nie powinnam tego przy tobie mówić, ale na mój widok to aż ostatnio pan Robert spod siódemki się obejrzał. Ale tylko prawdziwi mężczyźni potrafią docenić prawdziwe piękno. (patrzy z pogardą w stronę, z której słychać Tatusia)
Tatuś (zza sceny) No czego chciała? Pieniędzów nie mam. A jak bym miał to i tak bym ci nie dał. Ostatnio trzeba było wynająć ciężarówkę, żebyś mogła przyjechać do domu z zakupami.
Biedak (stoi już przy scenie) Nie chciałbym się wtrącać, ale mówi się pieniędzy, nie pieniędzów.
Mamusia Słyszałeś? Mówi się pieniędzy! (do Syna) Niewychowane to to i jak ja mam się z takim potem w towarzystwie pokazać? A ludzie patrzą, patrzą i oceniają. (do Biedaka) A pan to kto, przepraszam?
Biedak A ja to w sumie nikt ważny. Ja tu tylko sprzątam, proszę panią.
Mamusia A kto pana najął? Ten jełop, co mnie nie chce na spódniczkę dać, a najmuje starego capa, bez urazy, oczywiście, żeby sprzątał, jak ja sama bym nie mogła. Pewno se jaką nową chce przygruchać, jak wyjadę do sanatorium.
Syn (wyraźnie wydaje się być czymś rozbawiony)
Mamuśka A co ci synek tak wesoło?
Syn Bo ostatnim razem, jak mama sprzątała pod szafą, to się mama tak zgięła w pół, że tylko strzeliło, gruchło, hukło i potem nawet zastęp strażaków nie mógł mamy odgiąć. Dźwig nawet chcieli ściągać. Dopiero ojciec wpadł na pomysł, żeby dać mamie trochę oleju do wypicia, to się mama dopiero poluzowała. (Przestaje się śmiać i znów przybiera swoją przygnębioną minę) Potem mnie wszyscy ze śmiechem palcami wytykali.
Mamusia (z kwaśnym uśmiechem) Synek, głupoty tam gadasz. Oni ci zazdroszczą takiego życia, ha! No, w końcu robiłam wszystko, żeby ci niczego nie brakowało. (głaszcze go po głowie) A pan to w końcu dla kogo pracuje?
Biedak Pani kochana, spółdzielnia mnie najęła.
Część 33 / 6
Mamuśka (do Biedaka) Spółdzielnia? To co pan tak stoi? Chyba nie za to panu płacą. A jak pan to skończy, to ja potem jeszcze panu pokaże, gdzie ma pan posprzątać. Piachu tyle, jakby przed chwilą przeszedł tu jakiś tabun ludzi. (odwraca się) Tadeusz, zrób coś raz dla syna i przynieś pimpusiowi śniadanko!
Biedak (wchodzi na scenę i tam zamiata)
Tatuś (Wchodzi na scenę z lewej strony, w ręku niesie talerzyk z kaszką manną, w drugiej ręce niesie krzesło, pod pachą trzyma gazetę, widzi kartkę papieru, podnosi ją, rozgląda się szukając dla niej lepszego miejsca i przenosi ją gdzieś na bok) Już się tak nie drzyj, bo potem znowu będą na mnie gadać, że nie wiadomo co w tym domu z tobą robię. (Daje od niechcenia talerz Mamusi, sam stawia krzesło po lewej stronie i siada na nie. Rozkłada gazetę i zaczyna czytać.)
Mamuśka Niech wiedzą! Niech wiedzą, że ja tu jestem niekochana, zaniedbywana i nieszanowana!
Tatuś Tak. Zdecydowanie zaniedbuję ograniczanie twojego dostępu do mojej karty kredytowej. Gdybym sprzedał wszystkie twoje niepotrzebne sukienki, Bill Gates mógłby mi buty czyścić.
Mamusia Stawiasz te marne grosze nad moje szczęście? Dobrze, że chociaż mój synek potrafi docenić to, co dla niego robię. Prawda, mój malutki? No co, masz jeszcze ochotę na jedzonko? No pewnie, że masz, mój pimpeczku? (bierze łyżkę i nabiera) No masz, pimpuniu... (zatrzymuje łyżkę przed buzią Syna i odwraca się do męża) Co to jest?
Tatuś Co? Mamuśka (wyciąga rękę z talerzem w stronę ojca) No to!
Tatuś (wstaje, odkłada gazetę na swoje krzesło, podchodzi do żony i wącha zapach z miski, Biedak podchodzi razem z nim) Pachnie troszkę bananem.
Biedak (macza palec w talerzu i wkłada do ust)
Mamusia No wie pan!?
Biedak (odchodzi na bok, nie zwracając na nią uwagi, odchodzi na bok, bierze kartkę i czyta ją z zainteresowaniem.) Nie wiem jakim cudem, ale na moje, to ta papka nawet smakuje jak banan.
Mamusia (do ojca) A pimpulek ma przecież uczulenie na banany! Ale nie, bo ty jak zawsze tylko o sobie! A o własnym synu to nigdy nie pamiętasz! (ciszej) Nie mówiąc już o mnie.
Część 44 / 6
Tatuś Za to ty pamiętasz o nim zbyt często.
Biedak (odkłada CV na miejsce, z którego je wziął) Ja mogę zjeść, jak syn nie może.
Mamusia (chwilę się waha) Niech będzie. Ale niech pan nie liczy na żadne napiwki. A ty sobie wreszcie zapamiętaj te banany.
Biedak (Bierze talerzyk i wychodzi za scenę)
Tatuś (Bierze gazetę i siada na swoje krzesło) Od tej pory, gdy będę chciał zrobić naszemu synowi kaszkę bananową, już zawsze będę miał przed oczami taką jedną starą małpę. (zerka na Mamusię z niechęcią i zaczyna czytać gazetę)
Mamusia (Patrzy na Tatusia oburzona, po czym szybko wyjmuje lusterko z kieszonki i przegląda się w nim) Wcale nie jestem stara... Tatuś (wzdycha głośno)
Syn Jak tam giełda tato?
Tatuś Nadal bessa. Ale złoty za to lekko w górę.
Mamusia (do syna) Czyż ja nie jestem piękna?
Syn (tonem oziębłym) Tak, mamo, jesteś. (tak samo do ojca) Jutro się odbiją.
Tatuś Skąd wiesz?
Syn Pisze jak wół na pierwszej stronie.
Część 55 / 6
Tatuś (wstaje) Rzeczywiście... dzięki synek. Jakbyś czegoś potrzebował...
Synek (przerywa mu, sucho, jakby recytując zapamiętaną regułkę) Tak wiem, zawsze mogę na ciebie liczyć, dziękuję ci za to, że mnie tak wspierasz.
Tatuś (powtarza po Synu, jakby lekko zamyślony) Właśnie, wspieram... To ja... to ja będę u siebie w pokoju.
Mamusia (widzi w lusterku jak mąż wychodzi, po czym też wstaje i jakby skradając się, wychodzi przez przeciwne wyjście do swojego pokoju, nagle krzyczy)
Tomek (krzyczy zza sceny) Pomocy!
Romek (zza sceny) Dzień dobry, psze pani! Tutaj jadą świry! (na scenę wbiega wręcz Romek pchając wózek inwalidzki, na którym jedzie przywiązany Tomek, na kolanach trzyma zeszyt i ołówek, które i tak za chwilę spadają przez szaleńczą jazdę Romka. Koledzy objeżdżają kilka razy głównego bohatera, w końcu zatrzymują się koło niego) W imieniu swoim i kapitana dziękujemy państwu za podróż, mamy nadzieję, że odbyli państwo miły lot i na pewno skorzystają jeszcze z usług firmy Roman Air Force Dla kumatych - w skrócie RAF (puszcza oko do widowni)
Tomek Będziesz tak cały czas gapił się na tych ludzi jak pies Pawłowa na kiełbasę, czy może jednak mnie uwolnisz?
Romek Ja żadnego Pawła nie jarze. (odwiązuje sznur, którym Tomek jest przywiązany do fotela) Tomek (wstaje z fotela, odchodzi na bok, otrzepuje się, zdejmuje kartkę, może nawet z wściekłością pogiąć) Pawłowa. Do czego to doszło, żeby inteligencja była tak traktowana...
Romek (bierze kartkę papieru i robi z niej samolot) Weź no, nie bądź taki sztywniak, Tomeczku.
Tomek Sztywniak?! Mało na zawał nie zszedłem. Zdajesz sobie z tego sprawę, że taka dawka stresu może być przyczyną większości chorób psychosomatycznych!?
Romek Te, aniołku, nie stresuj się tak, bo ci się koszula sama gnie z nerwów (Tomek patrzy na siebie zdenerwowany, próbuje poprawić koszulę, w końcu daje sobie spokój, podnosi zeszyt i zaczyna notować, tymczasem Romek siada obok głównego bohatera) Co tam, ziom? Coś dzisiaj taki sztywny?
Syn A dlaczego mam być luźny?
Część 66 / 6
Romek Brachu! Toć ty stoisz na progu dwudziestki. A wiesz co to oznacza? Biblijne dziesięć lat dobrobytu! A potem, jak się hajtniesz, to już masz tylko same plagi egipskie.
Tomek (znad zeszytu) Ale tam było siedem lat...
Romek Cicho tam. Nie przerywaj. Nie widzisz, że mam wizję...?
Syn Chyba ostrą fazę. Romek Żebyś brachu wiedział. Oj, się zjarałem wczoraj, że aż strach. Chyba do końca tygodnia będzie mnie trzymać. Impra była czadowa. Nie ma to tam to. I dziewuchy były takie, że och, stary... gdybym tylko miał jeszcze jakieś pieniądze, to bym im driny postawił takie, że ho ho... ale ja tu widzę, że też masz u siebie niezłe lasencje... (patrzy po publiczności) Ej, Tomusiu, słońce moje ukochane, jak to się mówi po waszemu na laski?
Tomek Kobieta - określenie osobnika płci żeńskiej z rodzaju Homo. Kobieta różni się od mężczyzny budową morfologiczną i anatomiczną. Owulacja u kobiety pojawia się co około 28 dni, niezależnie od pory roku, co wyróżnia ją spośród większości samic ssaków.
Romek (do Syna) Haha! Jak ja go uwielbiam! I po co mi Wikipedia, jak jest Tomek?
Tomek I na co telewizja, skoro obok jest Romek?
Romek Tomeczku, słońce moje ukochane, ja cię rozumiem, ale musisz się pogodzić, że na świecie są równi i równiejsi, jak napisał ten frajer w tej książce o chlewie.
Tomek Nie frajer, tylko sam Georg Orwell, arogancie! A co do ciebie, to chodziło mi bardziej o to, że telewizja nie ma w sobie nic mądrego. Książki, to jedyne prawdziwe źródło wiedzy.
Romek Tomeczku, tylko, że te twoje źródełko jest suche. Jak można kazać ludziom czytać takie cegły? To już lepiej zapuścić jakiegoś audiobooka albo obejrzeć ekranizacje. Po co czytać, skoro można o tym samym dowiedzieć się w wiele przyjemniejszy sposób. To przekracza granice mojego umysłu.
Tomek Nic